Dla kogo będzie praca? Oto zawody deficytowe i nadwyżkowe

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowało wstępny raport dotyczący zawodów nadwyżkowych i deficytowych w 2013 roku. Wynika z niego, że polski system kształcenia zawodowego nadal nie rozpoznaje potrzeb rynku pracy.

Pracownik poszukiwany

Z raportu przygotowanego na podstawie napływu ofert do urzędów pracy wynika, że pracodawcy najczęściej poszukują... robotników gospodarczych. Zawód ten od kilku lat znajduje się na pierwszym miejscu w kategorii zawodów deficytowych (-35789 według wskaźnika deficytu podaży siły roboczej). Wynikać może to z faktu, że jest to zwykle niezbyt dobrze płatne stanowisko wymagające dużego nakładu pracy.

Na drugim miejscu znajduje się technik prac biurowych, trzeci jest telemarketer, dalej pracownik ochrony oraz opiekun osoby starszej. Co ciekawe, technik prac biurowych oraz opiekun osoby starszej to dwa z trzech zawodów znajdujących się w pierwszej trzydziestce zawodów deficytowych, które objęte zostały kształceniem w systemie szkolnym.

Wśród trzydziestu wymienionych w raporcie zawodów nadwyżkowych tych objętych kształceniem szkolnym jest już dziewiętnaście. Pokazuje to, jak bardzo daleki od potrzeb rynku pracy jest system kształcenia zawodowego. Zamiast kształcić kolejnych ślusarzy szkoły zawodowe mogłyby przygotowywać do pracy pracowników ochrony, spawaczy metodą MAG czy konserwatorów budynków zajmujących kolejno piąte, dwunaste i siedemnaste miejsce na liście zawodów deficytowych.

Wśród zawodów deficytowych znalazły się też między innymi doradca klienta, pracownik kancelaryjny, asystent nauczyciela przedszkola i sekretarka. Jak się okazuje, więcej ofert pracy skierowanych w ostatnim roku zostało do pracowników niższego i średniego szczebla. Za to od końca czerwca 2012 roku o 20,5% wzrosła liczba bezrobotnych w grupie przedstawicieli władz publicznych, wyższych urzędników i kierowników.

Obecnie nie poszukujemy

Zawody, których przedstawicieli jest na rynku pracy za dużo to kolejno sprzedawca, ślusarz, technik ekonomista, murarz, technik mechanik. Jednocześnie znajdujący się na pierwszej pozycji sprzedawcy mogą odetchnąć z ulgą - wskaźnik nadwyżki jest niższy w porównaniu z rokiem poprzednim.

Ekonomista, pedagog, specjalista administracji publicznej to również zawody, w których trudno będzie o etat. Ministerstwo pracy zwraca w swym raporcie uwagę na fakt, że na rynku pracy lepiej radzą sobie specjaliści wykwalifikowani w wąskiej dziedzinie i przygotowani do pracy przy użyciu najnowszych technologii.

Prawda czy statystyka

Czy jednak raport Ministerstwa Pracy jest w pełni miarodajny? Przygotowywany na podstawie statystyk prowadzonych przez urzędy pracy uwzględnia tylko oferty, które tam się pojawiają. Wielu pracodawców natomiast rezygnuje ze zgłaszania wakatów do urzędów na rzecz komercyjnych serwisów ogłoszeniowych. Tłumaczą to skomplikowaną i czasochłonną procedurą zamieszczania tam ofert. Często firmy zaczynają też od rekrutacji wewnętrznej: przesuwają na wolne stanowisko kogoś, kto już w firmie pracuje lub proszą swoich pracowników o poinformowanie znajomych o zwalniającym się etacie. Często to wystarcza.

Ostrożnie z liczbami

Według Magdaleny Kot-Radojewskiej, kierownika Akademickiego Biura Karier Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej, dane z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej należy traktować dość ostrożnie.

W swojej pracy raczej nie korzystam z tych raportów właśnie dlatego, że uwzględniają tylko bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy. Osoby bezrobotne z wyboru nie są uwzględniane w raportach MPiPS, podobnie jak ogromna szara strefa rynku pracy. Poza tym z moich doświadczeń wynika, że do urzędów pracy swoje oferty kierują głównie firmy poszukujące wykwalifikowanych robotników (często do pracy za granicą) czy pracowników biurowych, administracyjnych niższego szczebla. Oferty pracy na wyższe stanowiska lub stanowiska wymagające specjalistycznej wiedzy przechodzą raczej przez biura karier czy komercyjne portale ogłoszeniowe.

Magdalena Kot-Radojewska uważa również, że przy podejmowaniu decyzji dotyczącej zawodowej przyszłości nie należy kierować się zbyt restrykcyjnie tym, czy dany zawód jest deficytowy czy nie.

Bierzmy pod uwagę fakt, że sytuacja na rynku pracy szybko się zmienia i deficytowa obecnie profesja po pięciu latach nauki może już nie gwarantować wielu miejsc pracy. Rynek może się po prostu w tym czasie zmienić. Na pewno branża IT czy zawody związane z medycyną estetyczną dają większe szanse na rynku pracy, ponieważ dynamicznie się rozwijają. Ale jeżeli utkniemy w zawodzie, do którego nie mamy serca, tylko dlatego, że był deficytowy, wcale nie będziemy zadowoleni.

Raport Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej "Zawody deficytowe i nadwyżkowe w I półroczu 2013 roku" jest dostępny na stronie Ministerstwa.