Co po doktoracie?

Coraz więcej młodych ludzi decyduje się na studia trzeciego stopnia. Jedni marzą o pracy na uczelni, drudzy chcą zwiększyć swoją konkurencyjność na rynku pracy. Tytuł doktora pomoże jednak nielicznym.

Młodzi ludzie postanawiają zrobić doktorat, ponieważ na pracodawcach od dawna nie robi już wrażenia tytuł magistra. Liczą, że dzięki temu, że kontynuowali naukę po magisterium, ich CV stanie się automatycznie ciekawsze. Niestety, liczba doktorantów z roku na rok rośnie. Według GUS w roku akademickim 2010/11 było ich prawie 37,5 tys., podczas gdy jeszcze rok wcześniej ich liczba nie przekraczała 36 tys. Wchodząca w życie od 1 października tego roku nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym z całą pewnością jeszcze bardziej zachęci młodych ludzi do kontynuowania nauki po magisterium. Zgodnie z nowymi przepisami wyższe stypendia dostanie 30 proc. najlepszych doktorantów na każdym roku studiów. - Wciąż nie mamy pomysłu, co zrobić z kilkutysięczną grupą absolwentów studiów doktoranckich. Dlatego uważam, że - mimo wszystko - uczestniczymy w jakimś rodzaju oszustwa wobec młodych ludzi. Powinniśmy - przy zachowaniu dostępności do studiów doktoranckich - zmierzać w stronę ich elitarności, a nie egalitarności. Wyszłoby to na dobre i państwu, i szkołom wyższym, i dysertacjom doktorskim - przyznaje kierownik studiów doktoranckich Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie prof. UWM Sławomir Buryła.

Wzrost liczby osób, które zdecydowały się kontynuować naukę po magisterium, może w niedługim czasie doprowadzić do tego, że również tytuł doktora zdewaluuje się na rynku pracy. Już teraz coraz częściej w działach ogłoszeń możemy napotkać anonse typu: "doktor nauk humanistycznych poszukuje pracy" albo "doktor nauk biologicznych udzieli korepetycji". Młodzi doktorzy zauważają też, że tytuł nie tylko im nie pomaga, ale wręcz przeszkadza w znalezieniu pracy. Dlatego zdarza się, że niektórzy z nich, szukając pracy, nie przyznają się do tego, że ukończyli studia trzeciego stopnia.

- Na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnej firmie mój potencjalny pracodawca powiedział mi wprost: pani taka mądra, z doktoratem, to pani pewnie długo u nas nie popracuje. No i oczywiście nie zostałam zatrudniona - opowiada Anna, doktor nauk prawnych.

Również ci, którzy mają nadzieję, że tytuł doktora otworzy im drogę do kariery naukowej, muszą liczyć się z tym, że nie będzie im łatwo zdobyć pracę. - Istnieje takie przeświadczenie, że doktor będzie żądał wyższej stawki niż magister. Do tego uczelnie wolą zatrudnić kogoś na godziny zlecone niż na etat - opowiada Tomasz, doktor nauk humanistycznych z Poznania, który właśnie szuka pracy. Nawet najlepsi studenci otrzymujący stypendia za wyniki w nauce i korzystający ze staży i praktyk (np. program praktyk LLP Erasmus, granty na własne programy, m.in. od Fundacji na rzecz Nauki Polskiej) muszą być przygotowani na to, że uczelnie nie przyjmą ich z otwartymi ramionami. - Doktoranci nie mogą liczyć - jak dawniej asystenci - na zatrudnienie w swej alma mater, a nawet na kontynuowanie drogi naukowej czy badawczej. Większość pójdzie do tzw. praktyki - biznesu, agencji ratingowych, urzędów - zauważa prof. Tomasz Goban Klas, kierownik Katedry Komunikowania Masowego Instytutu Dziennikarstwa UJ.

Najwięcej problemów ze znalezieniem pracy na uczelni mają ludzie z tytułem doktora nauk humanistycznych. Inaczej jest w naukach ścisłych, na politechnice albo uniwersytecie medycznym, gdzie wybijający się studenci jeszcze przed obroną doktoratu mogą liczyć na etat.

- Jeszcze podczas studiów medycznych działałam w kole naukowym, jeździłam na konferencje, pisałam referaty. Kiedy skończyłam studia, zapytałam o możliwość pracy na uczeni. Okazało się, że takowa istnieje. Na początku pracowałam na zastępstwie, ale w niedługim czasie dostałam etat asystenta - mówi Agnieszka, wykładowca na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym.

Doktorzy, którzy szukają zatrudnienia poza uczelnią, są postrzegani jako teoretycy, a nie praktycy. Tymczasem dla pracodawców bardziej liczy się doświadczenie i umiejętności niż tytuł naukowy. - W przypadku branży technicznej zdecydowanie bardziej ceni się doświadczenie praktyczne. Praktyki stosowane w biznesie, trudności, które się pojawiają, wyznaczane priorytety, presja czasu i oczekiwań klienta nie zawsze pokrywają się z idealnym modelem prezentowanym w podręcznikach. Na rynku IT ceni się przede wszystkim posiadane certyfikaty oraz bogate portfolio zrealizowanych projektów. Osoby po studiach doktoranckich mogą być postrzegane jako "zbyt teoretyczne" - przyznaje Iwona Bodziuch, konsultant ds. rekrutacji w Grafton Technologies.

Skoro studia trzeciego stopnia nie dają gwarancji pracy, dlaczego więc młodzi ludzie coraz częściej się na nie decydują?

- Najliczniejszą grupę - bez wątpienia - stanowią ci, którzy chcą zająć się pracą naukową. Równie wielu zamierza w ten sposób podnieść swe umiejętności i kwalifikacje zawodowe. Zdarzają się osoby, które chcą przedłużyć sobie młodość. Nie wiedzą, co ze sobą zrobić po pięciu latach edukacji i odwlekają życiową decyzję - przyznaje prof. UWM Sławomir Buryła.

*Imię doktora nauk humanistycznych z Poznania zostało na jego prośbę zmienione.