Andrzej Rozenek wygrał z naczelnym "Gazety Polskiej" w sądzie. Sakiewicz zapowiada odwołanie

Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi rozpowszechniania informacji, jakoby poseł Koalicji Obywatelskiej Andrzej Rozenek groził dziennikarzowi TVP Info Michałowi Rachoniowi. Rozprawa odbyła się w trybie wyborczym.
Zobacz wideo Uczestnicy Debaty wyborczej Gazeta.pl o pomysłach na ulepszenie ochrony zdrowia

Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" zapowiedział odwołanie od orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie, który zakazał Tomaszowi Sakiewiczowi rozpowszechniania informacji, jakoby poseł Andrzej Rozenek groził dziennikarzowi TVP Info Michałowi Rachoniowi. Rozprawa odbyła się w trybie wyborczym. W ocenie sądu polityk nie użył wobec niego słów "wiemy, gdzie mieszkasz, wiemy, gdzie jest Twoja rodzina". Taką informację rozpowszechniał naczelny "Gazety Polskiej" na antenie TVP Info. Sąd zakazał też porównywania kandydata Koalicji Obywatelskiej na posła do "bandytów politycznych" w kontekście zdarzenia, do którego doszło w zeszłym tygodniu przed siedzibą Telewizji Polskiej podczas konferencji prasowej szefa Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska.

Rozenek wygrał z Sakiewiczem w sądzie. "Słowa nigdy nie padły"

O orzeczeniu sądu poinformował również Andrzej Rozenek. "Wygrałem w pierwszej instancji, w trybie wyborczym, z red. naczelnym Gazety Polskiej Tomaszem Sakiewiczem. Słowa, które mi przypisał podczas programu w TVP Info 19 września, nigdy nie padły" - napisał na Twitterze [obecnie portal X].

Warszawski sąd nakazał redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" w ciągu 48 godzin wystosowanie sprostowania na antenie TVP Info. Orzeczenie uzasadnił sędzia Tadeusz Bulanda. Jego zdaniem słowa Tomasza Sakiewicza, który powoływał się na wypowiedź Andrzeja Rozenka, nie są tożsame z tym, co w rzeczywistości powiedział polityk. Oddalono jednak wniosek posła zobowiązujący redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" do zapłaty dziesięciu tysięcy złotych. Tomasz Sakiewicz tłumaczył po ogłoszeniu orzeczenia, że jego słowa miały charakter publicystyczny. "Na antenie TVP info chciałem jedynie wyjaśnić, co oznaczają wypowiedzi Andrzeja Rozenka. Nie można tego rozumieć inaczej niż groźby wystosowane w kierunku Michała Rachonia. Sąd uznał, że podałem informację" - dodał Sakiewicz.

Przypomnijmy: we wtorek 19 września przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk wystąpił na konferencji prasowej w Warszawie przed siedzibą Telewizji Polskiej. - Zaczynamy ten dzień nietypowo. Przed fabryką kłamstw. To tutaj telewizja rządowa przygotowuje każdego dnia materiały, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a mają wspierać partię rządzącą w kampanii - mówił Donald Tusk na początku konferencji przed siedzibą TVP. Po niespełna dwóch minutach konferencję Donalda Tuska przerwał Michał Rachoń. - My nie ustąpimy, a ten człowiek będzie odpowiadał karnie, także za to, co robi dzisiaj - mówił Donald Tusk, po kilku minutach awanturowania się Rachonia.

Działacz w ogóle nie reagował na wezwania Tuska, polityków PO i obecnych współpracowników o wyciszenie się i spokój. Wykrzykiwał pytania, między innymi "o politykę resetu w relacjach z Rosją", jednak w większości niezrozumiałe z powodu braku mikrofonu, i nie chciał odejść. Politycy Platformy Obywatelskiej odpowiadali mu, żeby zaprosił Tuska do studia, wtedy dostanie odpowiedzi. Towarzyszący Tuskowi Kamila Gasiuk-Pihowicz, Borys Budka i inni przedstawiciele PO chcieli wezwać policję, ale przez kilkanaście minut przed TVP nie pojawił się żaden funkcjonariusz.

***

Więcej o: