Do Sądu Najwyższego zgłoszono ponad 1000 protestów wyborczych. Więcej było ich tylko w 1995 roku

Wybory prezydenckie 2020. Do Sądu Najwyższego wpłynęło już ponad tysiąc protestów wyborczych. Ich liczba może być jeszcze wyższa, ponieważ nadal spływają dokumenty wysyłane pocztą oraz te składane przez Polaków z zagranicy. Rzecznik prasowy SN potwierdza, że jest ich kilkunastokrotnie więcej niż przy poprzednich głosowaniach.
Zobacz wideo Kto przegrał te wybory? Trzaskowski, PO czy opozycja? Komentarze po wyborach prezydenta w Polsce

Jak podaje WP.pl do Sądu Najwyższego wpłynęło już ponad 1000 protestów wyborczych. 426 z nich zostało już zarejestrowanych. Ponad 600 protestów czeka na nadanie im biegu. Chociaż składanie protestów wyborczych zakończyło się w czwartek 16 lipca o północy, to do Sądu Najwyższego nadal napływają protesty wysyłane przez wyborców pocztą.

Ponad tysiąc protestów wyborczych trafiło do Sądu Najwyższego. Może być ich znacznie więcej

Dodatkowo bardzo dużo protestów pochodzi od Polaków z zagranicy. Na razie jednak biuro prasowe SN nie potrafiło oszacować ich konkretnej liczby. Gotowe formularze takich oświadczeń przygotowała dla wyborców między innymi Inicjatywa Wolne Sądy.

- Brak kart do głosowania, czy prześwitujące koperty, albo odebranie możliwości głosowania w ogóle to były tak częste nadużycia, że Polonia mogła skorzystać w tych sprawach z gotowych formularzy. Polacy mieszkający za granicą pytali też, czy mogą złożyć protest w sprawie m.in działalności TVP. Twierdzili, że kampania wyborcza nie była równa, bo tę równowagę naruszyła Telewizja Publiczna - powiedziała Maria Ejchart-Dubois z Inicjatywy Wolne Sądy. Według prawniczki oficjalna liczba protestów wyborczych zostanie podana dopiero za około tydzień, kiedy nadejdą protesty wysłane pocztą i te z zagranicy.

Skargi na organizację wyborów prezydenckich za granicą składane były także do Rzecznika Praw Obywatelskich. W związku z tym RPO wystąpił do poszczególnych ambasadorów RP o wyjaśnienia. Chodzi zwłaszcza o niezapewnienie realnych możliwości realizacji konstytucyjnego prawa wybierania Prezydenta RP oraz niezapewnienia prawa do sądu w zakresie możliwości złożenia protestu wyborczego.

Rekord złożonych protestów wyborczych padł w 1995 roku. Wtedy zgłoszono ich aż 600 tysięcy

Rekord dotyczący złożonych protestów wyborczych padł w 1995 roku. Wtedy aż 600 tysięcy osób domagało się powtórzenia wyborów po aferze "magister gate", kiedy na jaw wyszło, że wybrany na prezydenta Aleksander Kwaśniewski podał, że posiada wyższe wykształcenie, chociaż nie przystępował do egzaminu magisterskiego. Sąd Najwyższy uznał wtedy, że nie ma potrzeby powtarzania wyborów. Różnica między wynikami Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego była zbyt duża (650 tysięcy głosów), by uznać, że informacja o tytule magistra mogła mieć wpływ na zmianę zwycięzcy. W pozostałych wyborach prezydenckich składano przeważnie kilkadziesiąt protestów wyborczych i jeden raz przekroczyły one liczę 300 protestów.

Zgodnie z ustawą protest przeciwko wyborowi prezydenta wnosi się do Sądu Najwyższego nie później niż w ciągu trzech dni od dnia podania wyniku wyborów. Sąd Najwyższy ma potem 21 dni (od podania wyników przez PKW) na podjęcie uchwały w sprawie ważności wyboru prezydenta. Jeśli sędziowie uznają, że wybory są nieważne, to marszałek Sejmu ma pięć dni na wyznaczenie nowego terminu głosowania.