Wybory prezydenckie 2020. Wyborcy za granicą skarżą się, że nie mogli głosować. Zapowiadają protesty

Wielu wyborców mieszkających za granicą rozważa złożenie protestu wyborczego. Organizują się w mediach społecznościowych, udzielają sobie rad i opisują swoje doświadczenia. "Moje konstytucyjne prawo do udziału w polskich wyborach prezydenckich 2020 zostało pogwałcone" - czytamy we wpisie mieszkanki USA.

Takich grup na Facebooku powstało już kilka. Na stronie Polonia Głosuje wyborcy zza granicy mogą znaleźć instrukcję, jak składać protesty wyborcze. Zamieszczono tam między innymi nagranie z ekspertami z Sieci Obywatelskiej Watchdog, a w komentarzach pojawiły się gotowe wzory do składania protestów. 

Wybory prezydenckie 2020. Polonia składa protesty wyborcze

Na Facebooku założono też grupę Protesty Wyborcze - Polonia Ma Prawo Głosu. Tam wyborcy opisują swoje doświadczenia. Grupa liczy już ponad 1300 członków. "Mieszkamy w Washington State. Nasze, męża i mój, pakiety wyborcze dotarły do nas w piątek wieczorem 10 lipca i mimo natychmiastowego wypełnienia ich i dowiezienia do punktu Federal Express było za późno na wysłanie tak, aby doszedł do soboty 11 lipca. Wysłałam mimo wszystko, dojdzie w poniedziałek, 13 lipca. Moje konstytucyjne prawo do udziału w polskich wyborach prezydenckich 2020 zostało pogwałcone" - czytamy w jednym z postów.

Zobacz wideo Lubnauer: Nie ma powodu, żeby Trzaskowski wchodził w mocno schodzone buty

Inna osoba, mieszkanka Kanady, opisuje, że przed drugą turą nie otrzymała pakietu do głosowania, który powinien przyjść pocztą. Jak relacjonuje, w konsulacie usłyszała, że "już nic nie da się zrobić". "Co dalej? Gdzie mam składać skargę? Jestem oczywiście obywatelką polską, która płaci w Polsce podatki od swojej emerytury, między innymi na takich urzędników w konsulacie RP, którzy nie potrafią lub nie chcą normalnie zorganizować wyborów" - czytamy.

"PKW zajmie stanowisko"

Każdy wyborca ma na złożenie protestu wyborczego trzy dni od podania oficjalnych wyników wyborów. Protest składa się w Sądzie Najwyższym, który w ciągu 21 dni od podania wyników musi zdecydować, czy uzna wybory za ważne. W poniedziałek na konferencji PKW o protesty pytany był Sylwester Marciniak, szef komisji. - Ewentualne protesty trafią do Sądu Najwyższego, również Państwowa Komisja Wyborcza zajmie stanowisko; musi też ewentualnie obwodowa komisja wyborcza, ta, której dotyczy protest- powiedział przewodniczący. - W tej chwili to jest też przedwczesne. Sądzę, że jeżeli dzisiaj, być może wieczorem, najpóźniej jutro - musimy czekać na protokoły z zagranicy - będzie można powiedzieć coś bliższego, jaka jest skala - podkreślał Marciniak.