Przez kilka godzin stali w kolejce w Splicie. "Jeden z miejscowych zadzwonił na policję"

Niemal 3,2 tys. Polaków oddało w niedzielę swój głos w Konsulacie RP w chorwackim Splicie. W mediach społecznościowych wyborcy publikowali zdjęcia i nagrania ogromnej kolejki, która ciągnęła się przez cały dzień przed lokalem wyborczym. - Myśleliśmy, że wejdziemy i wyjdziemy od razu, ewentualnie poczekamy od pół godzinki do godziny. Staliśmy siedem godzin - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Ewa Lubert, która wraz z mężem głosowała w chorwackiej miejscowości.

Głosowanie w Splicie zakończyło się w poniedziałek o godz. 1 w nocy. Choć lokale wyborcze zamykane były o godz. 21, prawo do oddania głosu miały te osoby, które wcześniej ustawiły się w kolejce. A ta przez cały dzień osiągała spore rozmiary, co widać było na publikowanych w sieci zdjęciach i nagraniach.

Łącznie w niedzielę w Konsulacie RP głos oddało 3 192 osoby. Większość z nich (2 754) zagłosowała na Rafała Trzaskowskiego. 431 wyborców wybrało Andrzeja Dudę.

 

Wybory prezydenckie 2020. Głosowanie w Splicie

- Myśleliśmy, że wejdziemy i wyjdziemy od razu, ewentualnie poczekamy od pół godzinki do godziny. Staliśmy siedem godzin - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Ewa Lubert, modelka i trenerka personalna. W Splicie głosowała wraz z mężem - muzykiem Tomaszem Lubertem.

- Konsulat znajduje się w bloku mieszkalnym i wszyscy musieliśmy w związku z tym stać na ulicy. Ktoś z miejscowych nie wiedział, co się dzieje i na wszelki wypadek rano zadzwonił na policję. Każdy, kto przychodził, doznawał konsternacji. Nawet gdy staliśmy gdzieś w środku, ludzie pytali, czy to już może koniec kolejki. Mimo to w większości nie rezygnowali

- relacjonuje Polka. Jak dodaje, jednocześnie panował niesamowity upał, a "odczuwalna temperatura wynosiła co najmniej 35 stopni Celsjusza". Lokalni mieszkańcy częstowali Polaków wodą.

Mimo tak trudnych warunków oczekujący w kolejce najczęściej zachowywali dobry humor. - Nikt głośno nie wyrażał swoich poglądów, nie mówił, na kogo będzie głosował. Wszyscy byli nastawieni bardzo pozytywnie, panowała miła, przyjazna atmosfera.  Widać było jedność Polaków. Każdy wiedział, w jakim celu stoimy, dlatego to dawało ludziom energię do tego, żeby wytrwać. Każdy chciał, aby jego kandydat wygrał, to motywowało Polaków, wiedzieli, że nie mają innego wyjścia - mówi nam Ewa Lubert.

Zobacz wideo Kto przegrał te wybory? Trzaskowski, PO czy opozycja? Komentarze po wyborach prezydenta w Polsce

Wybory prezydenckie 2020. "Upał, energia, godziny czekania"

Więcej szczęścia miał pan Maciej, który czekał "raptem około trzech godzin". A to tylko dlatego, że spieszył się ze znajomymi na prom i całą grupę "na luzie, z uśmiechem i zrozumieniem" przepuszczono na początek kolejki.

- Wybory w Splicie to było coś! Upał, energia, godziny czekania, śmiech, determinacja. Święto demokracji? Zdecydowanie. Ludzie tłumaczący dzieciakom, że dla nich tu stoją, Robert Makłowicz animujący kolejkę, częstowanie wodą, kolejne godziny. Mili, niestrudzeni ludzie w konsulacie - relacjonuje mężczyzna.

Pan Paweł, z którym rozmawialiśmy, czekał jedynie kwadrans, a to dlatego, że osoby z dziećmi do 3 lat wchodziły do lokalu poza kolejnością. Jego znajomy - pan Wojciech - dziecka w tym wieku nie ma, więc musiał odstać sześć godzin. - Ludzie wzajemnie sobie pomagali. Pewne małżeństwo przywiozło ze sobą nawet wodę w dużych ilościach, rozdali ją oczekującym. Ludzie w zasadzie nie rezygnowali ze stania, najwyżej ktoś przychodził np. o godz. 15 i stwierdzał, że przyjdzie jednak o 20 - relacjonuje.

Pani Marta, podobnie jak pan Paweł, również ominęła z dzieckiem kolejkę. - Sporo ludzi było z dziećmi, wchodzili bez kolejki. Byliśmy zaskoczeni, bo nikt nie protestował, nie było żadnych nieporozumień. Wszystko odbywało się bardzo kulturalnie - podkreśla.

Niektórzy zdecydowali się przybyć do lokalu jak najwcześniej. Pani Marta pojawiła się tam tuż po godz. 7. - Spędziłam w kolejce ok. 40 min. Mieszkańcy kamienicy, w której znajdował się lokal, byli bardzo niezadowoleni, choć wtedy jeszcze nie było tak dużo ludzi. Burzyli się, że nie wszyscy głosujący byli w maskach i stali za blisko siebie - mówi.

Pani Karolina do Splitu przyjechała z kolei ok. godz. 11. - Kolejka już wtedy była ogromna, na co najmniej kilometr. Moi znajomi stali od godz. 9-10, więc do nich dołączyłam. Do lokalu wyborczego weszłam o godz. 16.45. Lokal nie był duży, były tam ze cztery stanowiska, przy których można było składać podpis - mówi Polka w rozmowie z Gazeta.pl.

- Ze stania w kolejce rezygnowali tylko ci, którzy byli np. z małymi dziećmi, musieli iść na prom lub po prostu gonił ich czas. Większość osób była zmotywowana. Moi inni znajomi dotarli do tej kolejki przed godz. 21, a kiedy poznali sondaże exit poll, poczuli się jeszcze bardziej zmotywowani i stali do końca - dodaje pani Karolina. Przekonuje, że w kolejce nie tylko było miło, a chwilami wręcz zabawnie.

- Będę pozytywnie wspominać ten dzień, choć przecież straciłam sześć godzin swojego urlopu. Mimo to zupełnie nie żałuję - podkreśla.