Tak blisko pokonania PiS-u opozycja nie była od lat. Sondaże dają równe szanse Dudzie i Trzaskowskiemu [WYKRES DNIA]

Na ostatniej prostej przed drugą turą wyborów prezydenckich Andrzej Duda ma minimalną sondażową przewagę nad Rafałem Trzaskowskim. Trudno jednak na jej podstawie ferować daleko idące wnioski co do wyniku wyborów. O tym, kto zostanie prezydentem, zdecyduje frekwencja i mobilizacja poszczególnych grup wyborców.

21 sondaży - tyle ukazało się od 28 czerwca, czyli dnia pierwszej tury głosowania w wyborach prezydenckich. Na kilka godzin przed ciszą wyborczą sytuacja przedstawia się niemal remisowo - Andrzej Duda zwyciężył w jedenastu, a Rafał Trzaskowski w dziesięciu badaniach. O tym, jak zażarta walka toczy się między oboma politykami świadczy fakt, że na 21 badań tylko w jednym różnica między zwycięzcą a pokonanym wyniosła więcej niż margines błędu statystycznego (3 pkt proc.).

We wszystkich innych sondażach różnica między politykiem Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Obywatelskiej jest na tyle mała, że z socjologicznego punktu widzenia nieodpowiedzialnie byłoby na ich podstawie wyrokować co do wyniku wyborów. Najmniejszy margines, którym Trzaskowski pokonuje Dudę to 0,5 pkt proc.; największy - 3 pkt proc. W przypadku urzędującego prezydenta wartości te wynoszą odpowiednio: 0,7 i 5 pkt proc. Także w ostatnim tygodniu kampanijnych zmagań mamy niemal idealny remis. Dziewięć sondaży - w pięciu zwycięża Duda, a w czterech Trzaskowski.

embed

Niezdecydowani zdecydują

Wszystkie dostępne sondaże pokazują najmniejszą możliwą różnicę, jeśli chodzi o poparcie obu kandydatów, a także sporą liczbę niezdecydowanych

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl politolożka dr hab. Ewa Marciniak z Uniwersytetu Warszawskiego. Pytana o swoje przewidywania co do wyniku, który zostanie ogłoszony wieczorem 12 lipca, odpowiada:

Najtrudniejsze z możliwych pytań. Mój typ: remis ze wskazaniem na Andrzeja Dudę. Zadecyduje bardzo niewielka różnica głosów

Zdaniem naszej rozmówczyni kluczową rolę odegrają niezdecydowani oraz ci, którzy w pierwszej turze nie głosowali. Zarówno jedni, jak i drudzy decyzję o wybraniu się do lokalu wyborczego podejmą w ostatniej chwili, więc trudno ująć ich w jakichkolwiek badaniach i symulacjach.

Ci wyborcy czekają na to, żeby być pod wrażeniem jakiegoś zachowania czy działania. Jeśli nikt nie wywrze na nich wrażenia, nie pójdą głosować

- tłumaczy ekspertka.

Zobacz wideo Politolog prof. Rafał Chwedoruk nie ma wątpliwości, że obecna kampania jest najbardziej nieprzewidywalną od wielu lat

Dla kogo zagra frekwencja?

Drugim kluczowym czynnikiem będzie frekwencja. W pierwszej turze była wyjątkowo wysoka i wyniosła aż 64,51 proc. To drugi najwyższy wynik po 1989 roku. To nie najlepsze wieści dla kandydata opozycji. Żeby odrobić stratę ponad 13 pkt proc. do Dudy, Trzaskowski musi liczyć na olbrzymią mobilizację swoich sympatyków. Eksperci mają jednak poważne wątpliwości, czy przy takiej frekwencji 28 czerwca są jeszcze wystarczające rezerwy. - 65-66 proc. to wynik, którego bym się spodziewał - prognozował w zeszłym tygodniu w wywiadzie z Gazeta.pl prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego.

W porywach może otrzeć się o rekordową frekwencję z wyborów prezydenckich w 1995 roku (68,23 proc.), ale nie więcej

- dodał politolog.

Jeśli nie uda się wyraźnie podnieść frekwencji, Trzaskowskiemu może zabraknąć głosów do pokonania Dudy. Zwracał na to uwagę tuż przed pierwszą turą wyborów dr hab. Sławomir Sowiński z UKSW.

Na samych przepływach od innych kandydatów opozycyjnych Rafał Trzaskowski nie jest w stanie dojechać do zwycięstwa. Potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy

- zauważył ekspert.

Trzaskowski liczy na przepływ wyborców

Kolejna rzecz to wspomniane przepływy głosów od kandydatów opozycyjnych, którzy odpadli z prezydenckiego wyścigu po pierwszej turze. Zarówno przed pierwszą turą, jak i po niej pod tym względem zdecydowanie lepiej wypadał Trzaskowski. Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, w odstępie dwóch tygodni odrobił do Dudy dystans kilkuset tysięcy głosów, jeśli chodzi właśnie o poparcie w elektoratach innych kandydatów. Uwagę zwraca fakt, że wedle badań opublikowanych po głosowaniu 28 czerwca aż 70 proc. sympatyków Krzysztofa Bosaka zamierza w drugiej turze poprzeć prezydenta Warszawy.

Fundamentalne będzie znaczenie mobilizacji w elektoratach polityków, którzy nie dostali się do drugiej tury. Niska poważnie osłabi szanse Trzaskowskiego na prezydenturę; wysoka - będzie stanowić potężny kłopot dla kandydata Zjednoczonej Prawicy.

Przepływy wyborców będą absolutnie kluczowe. Już wybory samorządowe w 2018 roku pokazały, że jednym z problemów PiS-u jest duża zdolność mobilizowania przeciwko sobie ludzi

- ocenił przed dwoma tygodniami na łamach Gazeta.pl prof. Jarosław Flis, socjolog i ekspert od systemów wyborczych z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Asy w rękawie Dudy

Urzędujący prezydent ma jednak trzy asy w rękawie, dzięki którym to wciąż on jest faworytem starcia zaplanowanego na 12 lipca. Pierwszy to pokaźna rezerwa głosów seniorów. Ta grupa elektoratu była najmniej liczna przy urnach w pierwszej turze (według exit poll IPSOS-u głosowało zaledwie 56 proc. uprawnionych w grupie wiekowej 60+). Różnica w porównaniu z wyborami parlamentarnymi z jesieni 2019 roku wyniosła około miliona głosów. Drugi to mała mobilizacja wsi (zagłosowało tylko nieco ponad 62 proc. mieszkańców prowincji), a to przecież wśród tych wyborców Duda jest niepodzielnym hegemonem. Wreszcie trzecia sprawa, czyli niższa niż w skali całego kraju frekwencja na tzw. ścianie wschodniej (Podlasie, Lubelszczyzna i Podkarpacie), czyli w bastionach Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli sztabowi Dudy uda się dostatecznie zmobilizować obie wspomniane grupy, wygrana będzie na wyciągnięcie ręki.

Doskonale zdawali i zdają sobie z tego sprawę w sztabie Trzaskowskiego. - Potrzebna jest absolutna mobilizacja - powiedział nam już przed pierwszą turą poseł Cezary Tomczyk, szef sztabu prezydenta Warszawy. I dodał:

Potrzebny jest ogólnonarodowy zryw, jeśli chcemy przywrócić w Polsce normalność i zrobić porządek w bardzo wielu kwestiach

Prof. Chwedoruk:

Trzaskowski nie jest faworytem, ale nie można go skreślać. Z kolei Duda faworytem jest, ale i on, i PiS po raz pierwszy po 2015 roku mają podstawy, by realnie odczuwać groźbę porażki
Więcej o: