Kaczyński wrócił, w TV Trwam ostrzegał przed Trzaskowskim. Ludzie, "którzy traktują Polskę jako dodatek do Niemiec"

Jarosław Kaczyński po krótkiej nieobecności w przestrzeni publicznej powrócił na dzień przed końcem kampanii prezydenckiej. W TV Trwam ostrzegał przed zakusami politycznych przeciwników jego obozu, którzy traktują "Polskę jako dodatek do Niemiec". Napomknął też o roli mediów z "obcym kapitałem". - Najistotniejsze jest to, że siły zewnętrzne uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto w Polsce będzie rządził. (...). Miała miejsce taka niezwykle brutalna i daleko idąca interwencja ze strony prasy, nie ukrywajmy tego, niemieckiej - mówił.

W Telewizji Trwam w "Rozmowach Niedokończonych" gościł prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, to pierwsze publiczne wystąpienie polityka od kilkunastu dni.

Czytaj więcej: Gdzie jest Jarosław Kaczyński i dlaczego nie wspiera prezydenta? "To nie są wybory, w których startuje PiS"

Tematem rozmów były oczywiście wybory prezydenckie. Kaczyński przestrzegał przed tymi, którzy teraz "prą do władzy", to ludzie, którzy kwestionują "wszystko, co jest naszą tradycją". Dowodził, że to wybrzmiewa z wypowiedzi i praktyki m.in. Rafała Trzaskowskiego.

Jarosław Kaczyński wiele mówił o tym, że stawką tych wyborów jest "przyszłość Polski". - Najwyższa stawka tych wyborów odnosi się do naszej cywilizacji, naszej kultury, jej trwania jako czegoś żywego, czegoś, co reguluje stosunki społeczne, życie rodzinne - dowodził Kaczyński.

Kaczyński: Gdy będziemy wielkim narodem, to "elita" nie będzie miała nic do powiedzenia

Prezes PiS przekonywał, że polityczni oponenci mogą szybko wycofać się ze swoich obietnic i wykorzystać kryzys gospodarczy do tego, by usprawiedliwiać fiasko niektórych planów. - Nasi polityczni przeciwnicy mogą mówić wszystko, ale wiadomo, że nie dotrzymują swoich zobowiązań. Wiadomo, jakie są ich interesy, ich powiązania - powiedział. Napomknął też, że w kraju są ludzie, którzy traktują Polskę "jako dodatek do Niemiec".

My z kolei chcemy być wielkim, europejskim narodem. Oni tego nie chcą, bo wiedzą, że jak Polska będzie takim narodem, to ta w cudzysłowie elita, nie będzie miała nic do powiedzenia. To jest w gruncie rzeczy ich motywacja, nasza jest zupełnie inna

- mówił Kaczyński.

Zobacz wideo Tusk zaprasza Kaczyńskiego na spacer. Czy będzie odpowiedź?

Czytaj więcej: Po co Kaczyński jedzie do o. Rydzyka? Cel ma podobny do Tuska wbijającego szpile na Twitterze

Wybory prezydenckie 2020. Kaczyński w TV Trwam o atakach niemieckich mediów. "W przyszłości trzeba temu zapobiec"

Prowadzący rozmowę o. Dettlaff dopytywał Kaczyńskiego o długą kampanię prezydencką i naciski mediów, które "są umocowane" kapitałowo poza granicami ojczyzny. - Jakby pewne siły chciały realizować swoje interesy - dodał.

Z całą pewnością chciałyby i jest w dalszym ciągu taki stan, który nie tak łatwo zmienić, że te interesy realizują. Polska jest w tym momencie eksporterem kapitału, ale nie to jest najistotniejsze. Najistotniejsze jest to, że siły zewnętrzne uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto w Polsce będzie rządził. A to jest odbieranie Polakom tego, co jest święte, czyli niepodległości i suwerenności. Tutaj musimy się zdecydowanie sprzeciwić temu, w tych wyborach. Miała miejsce taka niezwykle brutalna i daleko idąca interwencja ze strony prasy, nie ukrywajmy tego, niemieckiej, ale na przyszłość musimy zapobiec (takim sytuacjom - red.)

- mówił. Podkreślał, że nie można pozwalać, by "narodowy system nerwowy" (chodzi o media - red.) był w obcych rękach. Dowodził, że trzeba nauczyć Polaków, by kupowali towary "polskie". Przywołał przykład mediów w Hiszpanii: - Próbowano tam założyć, ta sama firma, Springer (Ringier Axel Springer), próbowała założyć coś w rodzaju naszego "Faktu", czyli taki duży tabloid, jak "Bild" w Niemczech. On po krótkim czasie upadł, bo Hiszpanie wiedząc, że to nie jest hiszpańskie, tego nie kupowali.

Kaczyński wspomniał, że nie stanie się tak, że z dnia na dzień, zmieni się "własność" w mediach.

- To samo dotyczy TVN-u. Nie mam wątpliwości, skąd się TVN wziął, no ale jeżeli pan, który tutaj dzwoni (słuchacz zadał pytanie o media - red.), twierdzi, że można przeprowadzić nacjonalizację TVN-u, no to jest w błędzie. Nie można i my nie jesteśmy zainteresowani, my nie chcemy sterować mediami, my tylko nie chcemy, aby gdzieś poza granicami Polski zapadała decyzja: "Popieramy tego kandydata na prezydenta, a tego, który jest z naszego punktu widzenia jest zły, niszczymy" - mówił prezes PiS.