Trzaskowski odrobił dystans do Dudy, ale to urzędujący prezydent ma asy w rękawie [WYKRES DNIA]

Sondaże pokazują, że pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski jeszcze zwiększył swoje poparcie w elektoratach innych kandydatów opozycyjnych. Nawet bez mobilizacji nowych wyborców prezydent Warszawy stanowi dziś bardzo duże zagrożenie dla reelekcji Andrzeja Dudy. Jednak to urzędująca głowa państwa ma asy w rękawie.

Dwa tygodnie pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich są festiwalem obietnic i umizgów dwóch głównych kandydatów wobec wyborców tych polityków, którzy do wyborczej dogrywki się nie dostali. O ile preferencje w elektoracie trzeciego w stawce Szymona Hołowni są dość klarowne - miażdżącą przewagę ma tam Trzaskowski - o tyle rywalizacja o głosy wyborców czwartego w pierwszej turze Krzysztofa Bosaka była (i nadal jest) bardzo ostra.

Najnowsze badania - IBRiS dla Wirtualnej Polski oraz United Surveys dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM - przedstawiające przepływy elektoratów między kandydatami z pierwszej tury a duetem Trzaskowski - Duda pokazują, że czas po 28 czerwca lepiej wykorzystał prezydent stolicy. Urzędującą głowę państwa może martwić nie tylko to, że ewidentnie brakuje mu "zdolności koalicyjnej", ale przede wszystkim fakt, że nie udało mu się do siebie przekonać wyborców lidera Konfederacji. W obu przywoływanych sondażach na Trzaskowskiego chce bowiem zagłosować aż 70 proc. wyborców Bosaka. Duda w obu przypadkach otrzymuje 30 proc. głosów.

Przypomnijmy - Duda w pierwszej turze otrzymał 43,5 proc. poparcia (8 450 513 głosów), a Trzaskowski 30,46 proc. (5 917 340). W dalszej części stawki znaleźli się Szymon Hołownia (13,87 proc.; 2 693 397), Krzysztof Bosak (6,78 proc.; 1 317 380), Władysław Kosiniak-Kamysz (2,36 proc.; 459 365) i Robert Biedroń (2,22 proc.; 432 129). Podstawiając liczby z pierwszej tury pod wyliczenia otrzymane z sondaży IBRiS-u i United Surveys możemy oszacować, jak liczbowo i procentowo przedstawia się układ sił pomiędzy Trzaskowskim i Dudą w drugiej turze. Oczywiście przy roboczym założeniu, że operujemy na tej samej puli wyborców. Jako że w praktyce jest to niemal niemożliwe, więc nasza symulacja ma charakter poglądowy, a nie precyzyjnej prognozy wyniku, który padnie 12 lipca.

Zobacz wideo Zdaniem politolog prof. Rafała Chwedoruka od 15 lat nie mieliśmy tak nieprzewidywalnych wyborów

Trzaskowski zyskuje

Prezydent Warszawy już przed pierwszą turą wypadał bardzo dobrze, jeśli chodzi o możliwość przejęcia wyborców innych kandydatów opozycyjnych. W badaniu Pollstera dla "Super Expressu" (opublikowane 18 czerwca) mógł liczyć na 74 proc. wyborców Hołowni, 19 Bosaka, 63 Kosiniaka-Kamysza i 85 Biedronia. W sondażu IBRiS-u dla Wirtualnej Polski (21 czerwca) liczby te wyglądały jeszcze lepiej, odpowiednio: 74, 43, 70, 97.

Najnowsze badania pokazują, że między pierwszą a drugą turą Trzaskowski jeszcze poprawił te wyniki. W badaniu United Surveys głosować na niego chce 70 proc. wyborców Hołowni, 70 Bosaka, 50 Kosiniaka-Kamysza i 60 Biedronia. Z kolei w badaniu IBRiS-u dla Wirtualnej Polski, liczby przedstawiają się następująco: 77, 70, 50, 62,5. Zauważalny w obu przypadkach jest bardzo wysoki wskaźnik sympatyków lidera Konfederacji deklarujących chęć poparcia Trzaskowskiego. Nawet uwzględniając nieco niższe odsetki wyborców Kosiniaka-Kamysza i Biedronia, w końcowym rozrachunku Trzaskowski wychodzi zdecydowanie na plus.

embed

W liczbach bezwzględnych i procentach Trzaskowski zyskuje dodatkowe 16,97 proc. głosów w badaniu United Surveys. Oznacza to przyrost wyborców o niemal 3,3 mln. Z kolei w wariancie nakreślonym przez IBRiS prezydent Warszawy w drugiej turze wyborów może liczyć na niemal 3,5 mln nowych głosów, czyli aż 18 proc. poparcia.

Duda w dół

Prezydent Duda w badaniach z drugiej połowy czerwca miał ewidentny problem z pozyskaniem nowych wyborców od innych kandydatów. W sondażu Pollstera przejmował 17 proc. elektoratu Hołowni, 49 Bosaka, 17 Kosiniaka-Kamysza i 7 Biedronia. Wyniki badanie IBRiS-u (21 czerwca) były dla urzędującej głowy państwa jeszcze trudniejsze do przełknięcia. Od wspomnianych kandydatów przejmował w nim odpowiednio: 7, 23, 9 i 0 proc. głosów.

Minęły dwa tygodnie, ale patrząc na wyniki badań United Surveys oraz IBRiS-u prezydent Duda nie ma powodów do radości. Co prawda zwiększył swój stan posiadania w elektoratach Kosiniaka-Kamysza i Biedronia, ale wyraźnie stracił wśród wyborców Bosaka. Ponieważ wyniki prezesa PSL i jednego z liderów Lewicy były bardzo skromne, per saldo Duda wychodzi na minus. W badaniu United Surveys może liczyć na poparcie 4 proc. sympatyków Hołowni, 30 proc. Bosaka, 40 Kosiniaka-Kamysza i 40 Biedronia. W scenariuszu, który pokazuje IBRiS wygląda to jeszcze niekorzystniej: 2, 30, 37,5, 37,5.

embed

Jeśli chodzi o twarde dane, to Duda w wariancie United Surveys przed drugą turą przejmuje 4,41 proc. poparcia od kandydatów opozycyjnych, co przekłada się na niecałe 860 tys. głosów. W wariancie pokazanym przez IBRiS wskaźniki te wypadają jeszcze skromniej - 4,03 proc. i nieco ponad 782 tys. głosów.

Na ostrzu noża

Dwa tygodnie, które minęły od sondaży Pollstera i IBRiS-u (21 czerwca) pokazują dużą zmianę w układzie sił. Gdy po 28 czerwca zsumowaliśmy wyniki Dudy i Trzaskowskiego z pierwszej tury wyborów z poparciem, które mogą zyskać dzięki przepływom elektoratów, sytuacja przedstawiała się następująco - Trzaskowski zyskiwał zdecydowanie więcej na transferach głosów, ale i tak z trudem odrabiał dystans do Dudy. Obecnie na samych przepływach wyborców Trzaskowski odrabia do Dudy od 12,56 (United Surveys) do 13,97 pkt proc. (IBRiS). Przypomnijmy, że po pierwszej turze kandydat obozu władzy ma nad Trzaskowskim przewagę 13,04 pkt proc., przekładającą się na nieco ponad 2,5 mln głosów.

embed

Co prawda w wariancie IBRiS-u pokonywał Dudę 47,29 do 46,4 proc. (9,11 do 8,94 mln głosów), ale w scenariuszu z badania Pollstera przegrywał bardzo wyraźnie - 45,24 do 49,88 proc. (8,72 do 9,61 mln głosów). Teraz bazując na wynikach badania United Surveys Trzaskowski wprawdzie przegrałby z Dudą, ale już tylko 47,43 do 47,91 proc. (9,21 do 9,31 mln głosów). Z kolei według danych z sondażu IBRiS-u to prezydent stolicy zostanie po 12 lipca najważniejszą osobą w państwie. Pokonuje bowiem urzędującego prezydenta 48,46 do 47,53 proc. (9,41 do 9,23 mln głosów).

embed

Duda wciąż pozostaje faworytem wyborczej dogrywki - przewaga ponad 2,5 mln głosów po pierwszej turze to olbrzymi kapitał - ale cytowane przez nas nowe badania pokazują, że Trzaskowski mocno nadgonił dystans. Nawet w korzystnym dla Dudy scenariuszu jego przewaga nad kandydatem Koalicji Obywatelskiej stopniała z 900 do 100 tys. głosów. W drugim wariancie nadal wygrywa zaś Trzaskowski różnicą około 180 tys. głosów.

Jak na dłoni widać więc, że zwycięstwie bądź porażce 12 lipca mogą zadecydować dziesiątki tysięcy głosów. Potwierdzają to zresztą ukazujące się po pierwszej turze wyborów sondaże poparcia, w których różnica między Trzaskowskim i Dudą niemal nigdy nie przekracza progu błędu statystycznego (3 pkt proc.).

Asy w rękawie Dudy

Dlaczego więc mimo tak niekorzystnych przepływów elektoratów, to wciąż urzędujący prezydent jest faworytem decydującego starcia? Z dwóch powodów. Po pierwsze, po 28 czerwca w elektoracie Dudy są pokaźne rezerwy. Seniorzy byli najmniej liczną grupą wyborców przy urnach. Do głosowania poszło ich około miliona mniej niż podczas wyborów parlamentarnych w październiku 2019 roku. W dodatku, na tzw. ścianie wschodniej (Podlasie, Lubelszczyzna, Podkarpacie) frekwencja była niższa od średniej krajowej. A są to od lat bastiony Prawa i Sprawiedliwości. Duda i jego sztab mają więc asa w rękawie. Jeśli uda im się zmobilizować seniorów i podnieść frekwencję w swoich matecznikach, Trzaskowski znajdzie się w arcytrudnym położeniu.

Zwłaszcza, że - i to drugi argument przemawiający za zwycięstwem Dudy - już teraz prezydent Warszawy potrzebuje nowych głosów od ludzi, którzy w pierwszej turze pozostali w domach. Liczenie, że prezydenturę przyniosą mu na srebrnej tacy wyborcy Hołowni, Bosaka, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia byłoby wielką naiwnością.

Na samych przepływach od innych kandydatów opozycyjnych Rafał Trzaskowski nie jest w stanie dojechać do zwycięstwa. Potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy

- ocenił w rozmowie z Gazeta.pl tuż przed pierwszą turą politolog dr hab. Sławomir Sowiński z UKSW.

Rzecz w tym, że przy tak wysokiej frekwencji 28 czerwca - wyniosła aż 64,51 proc., co było drugim wynikiem po 1989 roku - nie bardzo jest gdzie szukać rezerw i tych setek tysięcy nowych głosów.

Myślę, że w drugiej turze nieznacznie przekroczymy frekwencję z 28 czerwca. 65-66 proc. to wynik, którego bym się spodziewał. W porywach może otrzeć się o rekordową frekwencję z wyborów prezydenckich w 1995 roku (68,23 proc.), ale nie więcej

- przewidywał po pierwszej turze politolog prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego

Więcej o: