Kandydaci walczą o elektorat Konfederacji. Duda nie jest tu wcale na "pole position"

W I turze wyborów prezydenckich Krzysztof Bosak zajął miejsce tuż za podium, a uzyskane przez niego 1,3 mln głosów chętnie przejęliby teraz zarówno urzędujący prezydent, jak i Rafał Trzaskowski. Wydaje się, że na lepszej pozycji startowej stoi w tym wyścigu Andrzej Duda, jednak biorąc pod uwagę dotychczasową dynamikę sporu między Konfederacją a PiS-em, wyborcy Bosaka mają partii rządzącej naprawdę sporo do zarzucenia.

W staraniach o elektorat Konfederacji kandydat Koalicji Obywatelskiej wydaje się bardziej zdeterminowany, bowiem jest na pozycji goniącego (w I turze przegrał z Andrzejem Dudą o 13 pkt. proc.). Już podczas wieczoru wyborczego Rafał Trzaskowski zwrócił się bezpośrednio do kandydata Konfederacji. - Dziękuję Krzysztofowi Bosakowi i jego wyborcom. Jeśli chodzi o wolność gospodarczą mamy w większości takie same poglądy - mówił 28 czerwca. W czasie kampanii wielokrotnie podkreślał też, że nie podpisze żadnej ustawy nakładającej nowe obciążenia na podatników.

Zobacz wideo Agnieszka Pomaska o ubieganiu się o głosy Konfederacji

Prezydent Warszawy zadeklarował nawet, że wziąłby udział w Marszu Niepodległości, choć wcześniej nie miał o tym wydarzeniu zbyt dobrej opinii. Do wyborców Konfederacji "uśmiechają się" też sztabowcy Trzaskowskiego, m.in. Sławomir Nitras i Agnieszka Pomaska czy nawet były premier Donald Tusk. Za to puszczanie oka do konfederatów na Trzaskowskiego i jego ludzi spadła zresztą spora fala krytyki, m.in. ze strony wyborców i polityków Lewicy, którzy zarzucili Trzaskowskiemu, że "brata się ze skrajną prawicą".

Na pierwszy rzut oka widać, że Trzaskowski jest w staraniach o elektorat Konfederacji mało przekonujący. Trudno bowiem będzie komuś, kto - jako pierwszy prezydent Warszawy w historii - objął patronatem Paradę Równości, przekonać do siebie sympatyków choćby Grzegorza Brauna, który snuje homofobiczne opowieści o "zboczeńcach i sodomitach". Ostatecznie Trzaskowski zapewne zdoła urwać kawałek z tego, co osiągnął Bosak 28 czerwca. Ale stanie się to głównie dlatego, że Konfederacja, jak i jej wyborcy, po prostu nie pałają miłością do Prawa i Sprawiedliwości.

Konfederacja vs PiS, czyli kto kieruje się "ideą", a kto "rozdaje"

To symptomatyczne, że o głosy wyborców Konfederacji "napocić się" musi nie tylko Trzaskowski, ale i urzędujący prezydent. W przypadku tego drugiego sytuacja wydaje się jeszcze ciekawsza, bowiem sam Duda, jak i ugrupowanie, z którego się wywodzi, przez długi czas było określane jako prawicowe lub konserwatywne. Po zawiązaniu Konfederacji w 2019 r. okazało się jednak, że ta formuła nieco się wyczerpała, a po prawej stronie od PiS jest całkiem spora nisza do zagospodarowania.

Politycy Konfederacji jak mantrę powtarzają, że to właśnie oni są "ideową" prawicą, zarówno w warstwie światopoglądowej, jak i gospodarczej. Oręż do ręki dały im też programy społeczne partii rządzącej. Bosak, Braun czy Korwin-Mikke szybko nazwali PiS partią, która realizuje program socjaldemokratyczny. Padały też takie określenia jak "rozdawnictwo" czy "komunizm".

- Partia przedstawiająca się jako antykomunistyczna, antylewicowa woli koalicję z Lewicą niż z ideową prawicą. Kaczyński nigdy nie przedstawił propozycji współpracy z Konfederacją - stwierdził niedawno kandydat Konfederacji na prezydenta, odnosząc się do koalicji, jaką PiS stworzył w Przemyślu z SLD (później tę informację prostowała rzecznika SLD). Wypomniał też partii rządzącej, że w jej szeregach znaleźli się politycy z komunistycznym rodowodem, m.in. Stanisław Piotrowicz (obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego).

W prezydenckiej kampanii sztab Bosaka skupił się w dużej mierze na podkreślaniu różnić między Konfederacją a PiS-em w poglądach na gospodarkę. Partia Bosaka patrzy krzywo nie tylko na transfery społeczne, ale zarzuca też PiS-owi nadmierną biurokratyzację państwa, która, zdaniem konfederatów, dusi ciężką pracę milionów przedsiębiorców. Stąd tak często wypowiadane przez Bosaka na wiecach słowo "wolność". "Nie pozwolimy politykom korumpować nas za nasze własne pieniądze pochodzące z wygórowanych i skomplikowanych podatków" - czytamy w programie partii. Politycy Konfederacji są też oczywiście zdecydowanie bardziej antyunijni niż ci z PiS-u, których atakowali wielokrotnie za przyjęcie Traktatu Lizbońskiego.

Wydaje się, że spora część wyborców, która oddała głos na Bosaka, mniej jest zainteresowana ideologicznymi cudactwami Brauna czy Korwin-Mikkego, a przekonuje ich właśnie skrajnie wolnorynkowa wizja gospodarki. W programie partii znajdziemy postulaty zerowej stawki VAT czy dobrowolnego ZUS-u. Duda próbuje zagrać na tym gospodarczym polu, chwaląc się dokonanymi przez rząd obniżkami PIT-u (o 1 pkt proc.), CIT-u czy VAT-u na niektóre produkty.

Ustawa antyaborcyjna, 447 i stosunek do UE. Za co jeszcze konfederaci punktują PiS?

"Ideowość" Konfederacji ma - według jej liderów - objawiać się m.in. w tym, że to ugrupowanie jasno opowiada się za całkowitą ochroną życia i, co za tym idzie, zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, czego przez pięć lat rządów nie mógł dokonać rzekomo konserwatywny PiS. W kwietniu posłowie obradowali nad obywatelskim projektem znoszącym tzw. przesłankę eugeniczną. Prace zakończyły się tym, że ustawa trafiła do sejmowej zamrażarki. W programie Onet Opinie Bosak zasugerował, że za obecnym kształtem kompromisu aborcyjnego ma optować sam Jarosław Kaczyński.

Pozostając przy kwestiach światopoglądowych, trudno nie odebrać ostatniej konstytucyjnej "wrzutki" prezydenta jako kolejnej przedwyborczej próby przejęcia części postulatów Konfederacji. Dodajmy, tych o najbardziej homofobicznym zabarwieniu. Duda złożył do Sejmu projekt zmiany konstytucji, według którego adopcja dziecka przez pary jednopłciowe byłaby niedopuszczalna.

Kością niezgody jest bez wątpienia kwestia ustawy 447 o zwrocie żydowskiego mienia bezspadkowego, którą amerykański Kongres przyjął w 2017 r. Konfederaci od samego początku twierdzą, że jest to niezwykle niebezpieczny akt prawny, a polskie władze są w tej sprawie całkowicie bierne. W trakcie prezydenckiej kampanii te, nazwijmy to delikatnie, wyolbrzymione obawy zaczęły podsycać "Wiadomości TVP”, wskazując niejako, kto może urzeczywistnić najczarniejsze sny polityków Konfederacji. Tą osobą jest oczywiście Trzaskowski, który po wygranej w wyborach "zabierze Polakom 500 plus", a zaoszczędzone w ten sposób środki ze skarbu państwa przeznaczy na spłatę żydowskich roszczeń.

>>>Georgette Mosbacher odpowiada Konfederacji ws. ustawy 447. Zarzuca działaczom "mowę nienawiści"

Wiadomości TVP na wojennej ścieżce z Konfederacją. Przed wyborami wypominały jej sympatię do Rosji

Wspomniane już "Wiadomości" grają w tym całym konflikcie niepoślednią rolę. Świeżo po zawiązaniu w 2019 r., Konfederacja wystawiła listy do europarlamentu. Tuż przed terminem wyborów w głównym programie informacyjnym publicznej telewizji pojawiły się materiały okraszone następującymi paskami: "Konfederacja niejasnych powiązań?" czy "Konfederacja w cieniu Kremla?". Wspominano w nich o wizytach liderów Konfederacji na Krymie, spotkaniach z rosyjskimi szpiegami czy sympatii wobec „Nocnych Wilków”. Partii wypomniano też, że brat Bosaka jest zatrudniony w firmie, której udziałowcem jest oligarcha powiązany z Kremlem. Stali komentatorzy goszczący w programach TVP otwarcie mówili, że mamy tu do czynienia z partią jawnie prorosyjską.

Politycy Konfederacji już w trakcie kampanii do europarlamentu skarżyli się, że nie są zapraszani do programów publicystycznych TVP. Na izolację ze strony publicznych mediów konfederaci narzekali również przed wyborami do polskiego parlamentu. W jednym z wydań "Wiadomości", tuż przed terminem wyborów do Sejmu, zaprezentowano sondaż, w którym nie uwzględniono 5-procentowego wyniku Konfederacji. Przedstawiciele partii pozwali później TVP, a sąd przyznał im rację i nakazał przeprosiny.

- 4 kwietnia [2019 r.] poszedł rozkaz w mediach publicznych, co wiemy wprost od wydawców, aby nie pokazywać za wszelką cenę Konfederacji. [...] od tamtej pory [...] Konfederacja nie jest zapraszana do ani jednego programu publicystycznego w mediach publicznych - mówił we wrześniu 2019 r. poseł Jakub Kulesza. Z czasem zaczęła gościć w TVP, choć ten przywilej nie spotkał jej polityków w równym stopniu. 19 czerwca - tuż przed I turą wyborów prezydenckich - Bosak swoją wizytę w "Gościu Wiadomości" rozpoczął od podziękowań za to, że został zaproszony do TVP po raz pierwszy od styczniowych prawyborów.

Prezydent i jego sztabowcy również uśmiechają się do polityków Konfederacji 

Bosak, mimo usilnych prób przekonania go do tego, nie zdradził, na kogo odda głos w II turze (zaznacza, że daleko mu do obu), a partia nie poparła oficjalnie żadnego z kandydatów. Walka o elektorat Konfederacji trwa jednak w najlepsze i wykorzystywane są w niej coraz mniej eleganckie chwyty. 

Już dwa dni po I turze rzecznik sztabu prezydenta podziękował Bosakowi za poparcie w wyborczej dogrywce. - [...] cieszy mnie deklaracja Krzysztofa Bosaka, który kandydował, uzyskał niezły wynik i powiedział dzisiaj, że weźmie udział w wyborach i na pewno nie zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego, więc wniosek jest oczywisty. Dziękujemy za to wsparcie - stwierdził Bielan w "Gościu Wiadomości". "Twierdzenie, że powiedziałem dzisiaj, na kogo zagłosuję lub nie zagłosuję jest kłamstwem, panie europośle" - odpowiedział szybko Bosak. Na Twitterze zaapelował też do Bielana, by ten "nie dezinformował opinii publicznej". 

Kilka dni temu w internecie pojawił się natomiast spot pod nazwą "Mimo wszystko Duda", w którym wyborcy Bosaka z I tury zachęcali do głosowania na Dudę. Na stronie Konfederacji opublikowano oświadczenie, w którym nazwano całą akcję "perfidną propagandą i zwykłą manifestacją". Przedstawiciele Konfederacji napisali też, że jednym z przedstawionych w spocie "zwolenników" Bosaka jest działacz organizacji "Młodzi dla Polski", założonej przez posła PiS. Z kolei w środę prezydent Duda zaprosił Konfederację, ale i PSL, do "Wielkiej Koalicji Polskich Spraw", która miałaby zawiązać się zaraz po wyborach. Konfederacji zareagowali na te umizgi równie chłodno, jak na wspomniany wyżej spot.

Te mało wymyślne "zachęty" i pojednawcze gesty nie przekonają już raczej polityków Konfederacji. Mimo wszystko sztab Dudy daje się im punktować, licząc, że być może ten ugodowy język wpłynie na samych wyborców partii. Po 12 lipca przekonamy się czy prezydent, jak i kandydat KO, wciąż będą uśmiechać się do partii Bosaka, Brauna i Korwin-Mikkego.

Więcej o: