Debata TVP w Końskich. Awantura zwolenników i przeciwników Andrzeja Dudy

Wybory 2020. W poniedziałek 6 lipca odbyły się dwie debaty prezydenckie, w których osobno udział wzięli Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Spotkanie organizowanie przez TVP w Końskich poprzedziło starcie zwolenników i przeciwników urzędującego prezydenta.
Zobacz wideo Duda w miejscowości Łobez: Chcę, żeby była kontynuowana polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę, nie polityka tak zwanej warszawki

Jak podaje Onet, przed spotkaniem z prezydentem Andrzejem Dudą w Końskich doszło do przepychanek słownych, w których udział wzięli zwolennicy i przeciwnicy urzędującego prezydenta. Pod adresami obydwu kandydatów padły mocne słowa. 

Debata TVP w Końskich. Kolejna awantura zwolenników i przeciwników Andrzeja Dudy

Przed miejscem debaty w Końskich zebrali się zwolennicy Andrzeja Dudy, ale też osoby wspierające Rafała Trzaskowskiego. Jak to miało miejsce podczas innych spotkań wyborczych urzędującego prezydenta, między grupami doszło do ostrej wymiany zdań.

Na początku zwolennicy kandydatów ograniczyli się jedynie do skandowania nazwisk polityków, próbując się nawzajem przekrzyczeć. Na tym się jednak nie skończyło. Niektórzy zaczęli wdawać się w dyskusje. Kłócono się między innymi o to, który z kandydatów "stchórzył" i "zdezerterował" nie przychodząc na debatę prezydencką. 

Przeciwnicy Andrzeja Dudy zaczęli skandować, że prezydent "ułaskawił pedofila". Sprawa dotyczy aktu łaski wobec mężczyzny (ułaskawienie dotyczyło samego zakazu zbliżania się do rodziny), który skazany został za nadużycia seksualne wobec swojej córki (całą karę odsiedział w więzieniu). Po opuszczeniu więzienia wobec oskarżonego sąd wydał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zbliżania się do nich nie bliżej niż na dwa metry. Z kolei wobec Rafała Trzaskowskiego padły zarzuty "donoszenia na Polskę", nazwano go też "złodziejem". Zgromadzeni zaczęli kłócić się także o "chrześcijańskie wartości", jakimi ma kierować się urzędujący prezydent. 

Jak informuje dziennikarz Onetu, protestujący obrażali nie tylko polityków kandydujących w wyborach, ale też siebie nawzajem. Poza wulgaryzmami obie grupy zarzucały sobie głupotę, a nawet wytykali sobie nawzajem "argumenty dotyczące wyglądu i zapachu".

Więcej o: