To będzie walka do ostatnich sekund. Niemal idealny sondażowy remis Dudy z Trzaskowskim [WYKRES DNIA]

Chociaż Andrzej Duda w pierwszej turze zdobył ponad 2,5 mln głosów więcej od Rafała Trzaskowskiego, sondaże pokazujące układ sił w wyborczej dogrywce dają mu najmniejszą możliwą przewagę. 12 lipca każdy głos będzie na wagę złota.

Zarówno Duda, jak i Trzaskowski nie tracą nawet godziny - kontynuują objazd Polski i odbywają kolejne spotkania z wyborcami. Liczba wygłoszonych przemówień, uściśniętych rąk i wykonanych zdjęć z sympatykami może być decydująca, gdy 12 lipca poznamy wyniki drugiej tury wyborów.

Sondażowo na styk

Sondaże opublikowane po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów - chodzi o badania, które ukazały się pomiędzy 28 czerwca a 6 lipca - pokazują, że ani urzędująca głowa państwa, ani prezydent Warszawy nie mogą być niczego pewni. Jak dotąd, takich sondaży było trzynaście - w siedmiu triumfował Duda, a w sześciu Trzaskowski.

Zobacz wideo Czy Rafał Trzaskowski w drugiej turze będzie mógł liczyć na poparcie wszystkich kandydatów opozycyjnych?

Co ważne, spośród tych trzynastu badań tylko w jednym różnica między zwycięzcą (Duda) a pokonanym (Trzaskowski) wynosiła więcej niż margines błędu statystycznego (a więc powyżej 3 pkt proc.). Chodzi o sondaż pracowni Social Changes dla mocno sympatyzującego z obozem "dobrej zmiany" serwisu wPolityce.pl. To właśnie w badaniach tej sondażowni prezydent Duda notował swoje najlepsze wyniki przed pierwszą turą (w drugiej połowie kwietnia oraz na przełomie kwietnia i maja jego poparcie sięgało nawet 63-65 proc. głosów).

embed

Pozostałe dwanaście badań to idealny remis - sześć do sześciu. W żadnym z tych dwunastu sondaży różnica między oboma politykami nie przekracza 3 pkt proc. Waha się od 0,7 pkt proc. do 3 pkt proc. Patrząc chronologicznie, prezydent Duda wygrywał w nich różnicą 0,7, 2,28, 2,6, 1,4, 1,8 oraz 0,9 pkt proc. Z kolei w przypadku wygranych Trzaskowskiego różnice wynosiły odpowiednio: 3, 2,5, 1, 1, 1 oraz 1,3 pkt proc. Sumując, różnica w przypadku wygranych Dudy wynosiła łącznie 9,68 pkt proc., a w przypadku Trzaskowskiego 9,8. To najlepiej pokazuje, jak mało dzieli (przynajmniej w badaniach) obu polityków.

Jeden do jednego

Jednak nie tylko w kwestii samych sondaży obaj pretendenci do prezydentury idą łeb w łeb. Jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu na Gazeta.pl, także jeśli chodzi o bezwzględne liczby głosów, na które obaj mogą liczyć w wyborczej dogrywce, mamy praktycznie remis. Bazując na badaniach przepływu elektoratów, które przed pierwszą turą wykonały Pollster dla "Super Expressu" oraz IBRiS dla Wirtualnej Polski, widać, że trudno dziś przewidzieć, kto będzie lokatorem Pałacu Prezydenckiego przez kolejne pięć lat.

embed

Podstawiając do wyników obu wspomnianych badań liczby bezwzględne i wyniki procentowe z pierwszej tury, wychodzi na to, że w jednym wariancie (Pollster) prezydentem pozostaje Duda, a w drugim (IBRiS) nową głową państwa jest Trzaskowski. W wariancie z badania Pollster, sumując głosy zdobyte w pierwszej turze i te uzyskane od kandydatów opozycyjnych, prezydent Duda może liczyć na 49,88 proc. poparcia, czyli 9 610 643 głosów (Trzaskowski z kolei: 45,24 proc. i 8 716 246 głosów). W wariancie korzystniejszym dla prezydenta stolicy zdobywa on 47,29 proc., co przekłada się na 9 111 552 głosów (jego rywal otrzymuje zaś 46,4 proc., czyli 8 939 269 głosów).

Strach przed ryzykiem

Tak bliski pojedynek wyjaśnia wiele, jeśli chodzi o styl prowadzenia kampanii przez obu kandydatów przed drugą turą wyborów. Obaj stawiają na sprawdzone posunięcia i unikają ryzyka. Trzaskowski walczy o jak największą mobilizację społeczeństwa do głosowania, z kolei prezydent Duda powraca do retoryki sporu ideologicznego, próbując przede wszystkim maksymalnie zmobilizować wyborczo swój twardy elektorat (ma bowiem świadomość, że w walce o wyborców innych kandydatów opozycyjnych zdecydowanie ustępuje Trzaskowskiemu).

Dla kandydata opozycyjnego kluczowe jest pozyskanie nowych wyborców. Nie chodzi nawet o tych, którzy w pierwszej turze głosowali na innych kandydatów, ale przede wszystkim o tych, którzy nie głosowali w ogóle. W sztabie Trzaskowskiego jest tego pełna świadomość.

Musimy pamiętać, że 28 czerwca wszystko to, co robimy obecnie nie wystarczy

- mówił w wywiadzie na łamach Gazeta.pl poseł Cezary Tomczyk. Szef sztabu Trzaskowskiego dodał, że "największą zdolność do mobilizacji nowych zwolenników ma Rafał Trzaskowski. To nasz klucz do zwycięstwa".

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy przed i po pierwszej turze zgadzają się z tym, że Trzaskowski potrzebuje wielu nowych głosów. Inaczej nie odrobi ponad 2,5 mln głosów straty do prezydenta Dudy.

To, jak wielu nowych wyborców pojawi się tym razem, jest kwestią fundamentalną dla końcowego wyniku. Ten strumień nowych wyborców jest niezbędny Rafałowi Trzaskowskiemu do wygranej

- ocenił politolog dr hab. Sławomir Sowiński z SWPS.

Na samych przepływach od innych kandydatów opozycyjnych Rafał Trzaskowski nie jest w stanie dojechać do zwycięstwa. Potrzebuje nowych wyborców. I to niemało, bo kilkaset tysięcy

- dodał.

Z kolei prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, w wywiadzie dla Gazeta.pl stwierdził, że bardzo trudno będzie wyraźnie, czyli o przynajmniej milion głosów, przebić frekwencję z 28 czerwca. Wyniosła wówczas 64,51 proc. i jak na pierwszą turę była drugą najwyższą w wyborach prezydenckich po 1989 roku.

Po prostu teraz nie ma skąd zaczerpnąć milionów głosów

- argumentował prof. Chwedoruk. Jak dodał, "zwycięstwo Trzaskowskiego nie będzie możliwe bez strategicznych błędów drugiej strony".

Właśnie tych błędów obaj kandydaci starają się unikać jak ognia. Podobnie unikają ryzyka. Wyborcy mogą się o tym przekonać, obserwując, jak obaj politycy uciekają od wspólnej debaty przed drugą turą. Najpierw prezydent Duda odmówił udziału w wydarzeniu organizowanym przez TVN24, Onet i Wirtualną Polskę, następnie kandydat Koalicji Obywatelskiej zdecydował, że nie stawi się na debacie TVP w Końskich.

Wiele wskazuje na to, że po raz pierwszy po 1989 roku - nie liczymy 2000 roku, gdy Aleksander Kwaśniewski wywalczył reelekcję w pierwszej turze - Polacy przed drugą turą wyborów prezydenckich nie uświadczą telewizyjnego starcia dwóch głównych kandydatów do prezydentury. Przy tak wyrównanym starciu obaj mają po prostu zbyt wiele do stracenia. A że najwięcej tracą na tym wyborcy, to już skutek uboczny, który ani jednemu, ani drugiemu sztabowi nie przeszkadza.

Więcej o: