Trzaskowski o zajściu w Starych Budach: Ta osoba była wzbudzona kłamstwami TVP. Jest też oświadczenie

Rafał Trzaskowski odwiedził Stare Budy, gdzie agresywny mężczyzna zerwał z płotu jego plakat wyborczy i groził właścicielce posesji. - Ta osoba była niesłychanie wzbudzona kłamstwami telewizji publicznej - powiedział Trzaskowski. Jak dodał, agresor przeprosił. - Mówił, że nerwy miał zszargane - zrelacjonował polityk. Jest też oświadczenie kobiety ze Starych Bud.

Chodzi o bulwersujące zajście w Starych Budach w powiecie wyszkowskim na Mazowszu. Z nagrania, które trafiło do sieci, wynika, że agresywny mężczyzna zerwał plakat wyborczy z płotu zwolenniczki Rafała Trzaskowskiego. Na filmie pada mnóstwo wulgaryzmów. "Trzaskowski? U mnie na Starych Budach? Wyp******ać! Do Warszawy! Wyp******aj z tym Trzaskowskim, jeszcze raz..." - mówi mężczyzna. W pewnym momencie groził kobiecie podpaleniem domu. Jak informowaliśmy, agresor został już zatrzymany.

Zajście w Starych Budach. Trzaskowski komentuje

Do sprawy odniósł się Rafał Trzaskowski na wiecu w Łodzi. - Rozmawiałem z panią, która padłą ofiarą tego incydentu i bardzo mi imponuje jej postawa. Pani postanowiła porozmawiać z tą osobą, która zrywała te plakaty. Ta osoba była niesłychanie wzbudzona, wzbudzona kłamstwami telewizji publicznej i ten człowiek przeprosił tę panią, mówił, że rzeczywiście nerwy miał zszargane, prawdopodobnie oglądaniem tych wszystkich kłamstw i manipulacji - powiedział Trzaskowski.

Jak dodał, takie przestępstwa są ścigane z urzędu. - Ale jeżeli udałoby się zakończyć na pojednaniu, jeśli ta osoba by przeprosiła i przyznała, że te groźby nie były poważne, to byłby bardzo dobry przykład dla nas wszystkich, że można dalej ze sobą rozmawiać, że trzeba opanowywać nerwy, przestać słuchać telewizji, która cały czas manipuluje. Mówię o tym dlatego, że takich sytuacji było mnóstwo - powiedział.

Trzaskowski stwierdził, że "ciągłe podburzanie, manipulowanie, kłamstwa mają swoje konsekwencje".  - Podburzają ludzi, którym później, jak ochłoną, jest po prostu głupio i przepraszają. Tylko niestety, jeśli telewizja, która mieni się publiczną, będzie kontynuowała taką politykę, musimy myśleć, że może nie każdy ochłonie na czas i wyciągnie konsekwencje - stwierdził kandydat KO na prezydenta. - Apeluję do telewizji PiS-owskiej i do pana prezydenta Dudy, który dał dwa miliardy złotych na podburzanie i szczucie, żeby w tej chwili zabrali głos. Nie może pan być niemym prezydentem - powiedział Trzaskowski.

Jest oświadczenie. "Pojednanie"

Niedługo po spotkaniu Trzaskowskiego z mieszkańcami Łodzi na Facebooku pojawiło się oświadczenie Katarzyny Baumiller, z której posesji plakaty zrywał agresywny sąsiad. "Chciałabym, by to poniższe moje oświadczenie stało się nierozerwalnym uzupełnieniem filmu, który bez tego sieje zło i nienawiść" - pisze na Facebooku Baumiller. Kobieta podkreśla, że "film o agresywnym zrywaniu banerów wyborczych wypłynął na szerokie wody internetu" bez jej zgody oraz, że "spowodował falę hejtu, która jest równie straszna jak to, co zobaczyliście Państwo na filmie".

Zobacz wideo Kamiński: Partie polityczne nie wygrają z PiS-em

"Podobnie jak kandydat na prezydenta, którego wspieram, uważam że jedyna dobra przyszłość naszego kraju, polskiego społeczeństwa, ale i naszej lokalnej społeczności leży w dialogu i szukaniu tego co nas łączy, a nie co dzieli. Wszyscy się różnimy także co do poglądów i co do sposobu ich wyrażania. Niezależnie od tych różnic i niezależnie od miejsca, w którym mieszkamy - czy na północy czy południu, czy w dużym mieście czy na spokojnej wsi - musimy wspólnie znaleźć sposób na zgodne życie obok siebie" - czytamy w oświadczeniu. Baumiller podkreśla, że "otrzymała przeprosiny i obietnicę dobrego sąsiedztwa". "(...) Ja z kolei postanowiłam w czasie wakacyjnego pobytu nie przekonywać okolicznych mieszkańców do głosowania na mojego kandydata" - pisze kobieta. "Wierzę że mój sąsiad też dostrzegł w nagranym przez moje dzieci filmie jakieś swoje zaskakujące oblicze i że opinia publiczna powstrzyma się od dalszych ataków skierowanych na niego, bo ponosi on wielkie koszty tej sytuacji" - czytamy. Kobieta podkreśla, że zaufała w szczerość skruchy mężczyzny. "Wierzę, że nasze upublicznione pojednanie może dać do myślenia stronom innych podobnych sporów, wierzę, że z każdej niezgody jest droga wyjścia. Bo Polskę mamy tylko jedną, wspólną" - pisze.

Więcej o: