Duda mówił o "krakówku" i "warszawce". Prof. Bralczyk: Bez wątpienia jest to określenie lekceważące

- "Warszawka" to często używane, ironiczne określenie. Podkreśla ono pozorność wykształcenia czy elitarności. Ludwik Dorn mówił kiedyś o "wykształciuchach", a później pojawiły się "łżeelity". To słowo, które ma oddziaływać na nasze emocje - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl prof. Jerzy Bralczyk. Podczas jednego z wieców prezydent Andrzej Duda wspomniał o "warszawskim salonie", który bogaci się kosztem społeczeństwa, a później stwierdził, że "krakówek na niego nie głosuje".

Przed II turą wyborów prezydenckich ubiegający się o reelekcję Andrzej Duda kontynuuje kampanijny objazd po Polsce. W trakcie spotkań z mieszkańcami kolejnych miejscowości głowa państwa nie tylko zachwala ostatnie pięć lat swojej prezydentury, lecz także wypomina "przewiny" swoich politycznych konkurentów.

Duda mówił o "warszawce" i "krakówku"

W Łobzie (woj. zachodniopomorskie) prezydent powiedział, że przed wprowadzeniem programu 500+ 800 tys. dzieci żyło w skrajnym ubóstwie i nie dojadało. - Jeden ruch zredukował biedę wśród dzieci o ponad 90 proc. - zaznaczył Duda.

Przez te pięć lat, od 2015 roku, liczba ludzi w naszym kraju żyjących w skrajnym ubóstwie zmniejszyła się o 1,2 mln. W skrajnym ubóstwie dzisiaj w Polsce żyje najmniej ludzi w naszej dotychczasowej historii. Takie są fakty i takie są efekty ostatnich pięciu lat. Ja, proszę państwa, chcę, żeby ta polityka była kontynuowana. Polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę. Nie polityka napychania kieszeni warszawskiemu salonowi, tzw. warszawce, czyli grupie najbogatszych ludzi prominentnych, którzy się bogacili bardzo często kosztem reszty społeczeństwa

- stwierdził Duda. Dodał, że jego poprzednicy "pozwalali na złodziejstwo" i "nigdy to nie może wrócić".

W Polsat News urzędujący prezydent próbował wytłumaczyć, co miał na myśli, gdy mówił o "elicie" i "warszawce". - Myślę, że kiedy mówię o "salonie warszawki", to opinia społeczna w Polsce raczej dokładnie wie, co ja mam na myśli, że jest taka grupka różnego rodzaju celebrytów z różnych środowisk, którzy właśnie tę elitę "salonu warszawki" stanowią. I dlatego użyłem właśnie takiego sformułowania tzw. warszawki. W Warszawie i wielkich miastach każdy wie, co to znaczy tzw. warszawka - zapewniał Duda. 

Zobacz wideo Duda w miejscowości Łobez: Chcę, żeby była kontynuowana polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę, nie polityka tak zwanej warszawki

- Ktoś mógłby pomyśleć, że pan pochodzi z "krakówka" - odpowiedział prowadzący program Bogdan Rymanowski. - Ja pochodzę z inteligencji krakowskiej, nie pochodzę z "krakówka". "Krakówek" raczej na mnie nie głosuje - odpadł Duda.

Duda mówił o "warszawce" i "krakówku". Prof. Bralczyk: Takie słowa mają oddziaływać na emocje

Wypowiedzi prezydenta o "warszawce" i "krakówku" wzbudziły spory odzew w mediach społecznościowych. Dziennikarze i politycy podkreślali w swoich wpisach, że słowa prezydenta po raz kolejny dzielą Polaków, a "warszawskość" może być rozumiana na różne sposoby. No właśnie, co tak naprawdę oznacza to słynne już słowo "warszawka", które funkcjonuje w języku polskim od wielu lat? O komentarz poprosiliśmy prof. Jerzego Bralczyka, językoznawcę. 

- "Warszawka" to często używane, ironiczne określenie. Podkreśla ono pozorność wykształcenia czy elitarności. Ludwik Dorn mówił kiedyś o "wykształciuchach", a później pojawiły się "łżeelity". Ta "warszawka" ma coś z tego. To takie środowisko, czy też "towarzystwo", które aspiruje do bycia wyrocznią, a tak naprawdę nie reprezentuje głębszych wartości. Mentalność "warszawki" to powierzchowność i łatwość wydawania wyroków, ustalanych we własnym gronie. Chyba najbliżej jej do słowa "elita" lub "pseudoelita" - tłumaczy prof. Bralczyk.

- To słowo, które ma oddziaływać na nasze emocje. Więcej jest w nim konotacji niż denotacji. To raczej mentalna kategoria, a nie ekonomiczna czy polityczna. Bez wątpienia jest to określenie lekceważące. Trudno powiedzieć, czy pogardliwe, bo na dobrą sprawę często używają go ci, którzy aspirując do bycia elitą, jednak się do niej nie zaliczają - powiedział prof. Bralczyk. 

Jak przypomina prof. Bralczyk, "krakówek" jest znacznie późniejszym określeniem niż "warszawka", choć dobrze funkcjonowało już w latach 80. - To inne środowisko niż "warszawka". Trochę zapyziałe. Tak określano m.in. różnych radców i innych, którzy reprezentowali mieszczaństwo nie tyle stare i dobre, ile stare i trochę zapóźnione. W "warszawce" jest może trochę mniej mieszczaństwa. To bardziej różnego rodzaju układy i układziki - wyjaśnia językoznawca.

- Na początku słowo "warszawka" wiązało się nie tyle z elitą, ile ze stereotypem Warszawy czy samego warszawiaka. Takiego trochę cwaniaka, człowieka lekkomyślnego, niezbyt poważnego. Teraz jednak znaczenie tego słowa uległo zmianie - dodał prof. Bralczyk. 

Więcej o: