Okulary, zegarek, brak uścisku dłoni. Szczegóły mogą zdecydować o postrzeganiu debaty

Jarosław Kaczyński walczący z etui na okulary, spóźniony Aleksander Kwaśniewski, cięta riposta czy spojrzenie na zegarek - czasem drobne szczegóły decydują o postrzeganiu debaty politycznej i tego, kto ją wygrał. Nawet jeśli same debaty mają ograniczony wpływ na to, kto ostatecznie wygrywa wybory.
Zobacz wideo Prof. Dudek komentuje debatę w TVP

W pierwszych dniach kampanii przed II turą wyborów prezydenckich mamy do czynienia z debatą o debatach. Ofert i pomysłów na spotkanie Rafała Trzaskowskiego z Andrzejem Dudą jest kilka i jak na razie nie ma porozumienia co do tego, w której debacie czy debatach wezmą udział obaj politycy.  

Czy debaty w ogóle są istotne? Przed kilkoma laty "Washington Post" pisał, że zdaniem politologów nie mają dużego wpływu na decyzje wyborców. Dowodzą tego także analizy sondaży. Jednak zdarzają się momenty - czasem drobne - które pozostają zapamiętane jako znaczące co najmniej dla tego, kto wygrał w debacie. 

Twarz Kennedy'ego i riposta Reagana 

Słynna jest debata między wiceprezydentem Richardem Nixonem, a senatorem Johnem F. Kennedym, przywoływana często choćby na zajęciach ze studentami dziennikarstwa czy politologii. Była pierwszą amerykańską debatą transmitowaną przez telewizje. Choć w 1960 roku obraz był czarno-biały i mało wyraźny, okazała się mieć ogromne znaczenie. Według wielu opinii to w dużej mierze wygląd Kennedy'ego - w porównaniu z będącym świeżo po chorobie Nixonem - wpłynął na decyzję wyborców. Jednak serwis slate.com opisuje, że nie ma realnych dowodów na to, że Nixon przegrał debatę tylko przez to, że Kennedy prezentował się lepiej przed kamerą. 

Inny pamiętnym momentem z amerykańskich debat była riposta Ronalda Reagana w debacie podczas jego kampanii o reelekcję w 1984 roku. 73-letni Reagan był wtedy najstarszym kandydatem na prezydenta w historii. Jego wiek - momentami wyraźnie widoczny - stał się jednym z tematów kampanii. Padło pytanie, czy nie zabraknie mu siły, by sprawować urząd. - Absolutnie nie mam wątpliwości, że starczy mi sił. Chcę też, żeby było wiadomo, że wiek nie stanie się tematem mojej kampanii. Nie będę wykorzystał do politycznych celów młodego wieku i braku doświadczenia mojego konkurenta - odpowiedział Reagan. Dowcipna riposta wyraźnie rozbawiła nie tylko widownię, ale nawet samego kontrkandydata, Waltera Mondale'a. Republikanin uzyskał reelekcję.

Drobnym szczegółem, który miał mieć wpływ na postrzeganie debaty, było spojrzenie na zegarek w debacie z 1992, w której mierzyli się Bill Clinton, biznesmen Ross Perot i ówczesny prezydent George H. W. Bush. Ten ostatni pod koniec spotkania wyraźnie spojrzał na zegarek, co zostało przez jednych odczytane jako oznaka znudzenia, a przez innych - stresu i niepokoju. Jedno i drugie nie wpłynęło dobrze na oceny jego wystąpienia. Nie pomógł też komentarz prezydenta. - Jeszcze tylko 10 minut tego dziadostwa - Bush przyznał, że tak właśnie myślał patrząc na zegarek. Wybory wygrał Clinton.

Okulary, przez które przegrał Kaczyński

O przegranej jednej z polskich debat miał zdecydować nie zegarek, a etui do okularów. Chodzi o debatę  Donald Tusk - Jarosław Kaczyński w 2009 roku. Adam Łaszyn, wówczas doradca medialny PO, który przygotowywał Tuska do debaty, stwierdził w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że właśnie okulary zdecydowały o wygranej Tuska i porażce Kaczyńskiego. - Na samym początku debaty Kaczyński miał kłopot z otwarciem etui do okularów. Tu już padały pytania, a on męczył się z tym pudełeczkiem. Nie mógł go otworzyć, a potrzebował okularów, żeby skorzystać z niewielkiej teczki, w której miał swoje materiały. Był kompletnie rozbity przez to mocowanie się. W tym momencie Tusk zdobył przewagę, której premier nie był już w stanie odrobić - powiedział Łaszyn i dodał, że ten początek był najważniejszy, bo widzowie skupiają się na pierwszych minutach i wtedy wyrabiają sobie zdanie o kandydatach.

Innym szczegółem z historii polskich debat było spóźnienie się i gest Aleksandra Kwaśniewskiego w pojedynku z Lechem Wałęsą w 1995 roku. Jak opisuje "Polityka", Kwaśniewski przyszedł na debatę trochę spóźniony, podał rękę wszystkim w studiu, ale pominął Wałęsę, a później wręczył mu kopię swojego oświadczenia majątkowego. Te gesty rozsierdziły prezydenta, który w debacie "kipiał ze złości" i atakował spokojnego Kwaśniewskiego. A gdy na koniec ten wyciągnął do niego rękę, Wałęsa rzucił: Panu to ja mogę co najwyżej nogę podać.

Więcej o: