Trzaskowski potrzebuje wyborczego cudu do wygranej. Ale ten cud wciąż jest możliwy [WYKRES DNIA]

Sam przepływ wyborców od innych kandydatów opozycyjnych może nie wystarczyć Rafałowi Trzaskowskiemu do pokonania Andrzeja Dudy w drugiej turze wyborów prezydenckich. Do zwycięstwa kandydat Koalicji Obywatelskiej potrzebuje wyborczej mobilizacji tych Polaków, którzy 28 czerwca nie poszli do urn. I musi to być mobilizacja znacząca.

Przepływy elektoratów to dzisiaj temat numer jeden na polskiej scenie politycznej. Już kilkanaście minut po ogłoszeniu wstępnych wyników pierwszej tury wyborów, Trzaskowski i Duda rozpoczęli podchody pod wyborców swoich niedawnych przeciwników. Obaj doskonale zdają sobie sprawę, że ich żelazne elektoraty nie wystarczą im do zdobycia prezydentury. Przed drugą turą trzeba otworzyć się na inne środowiska i wrażliwości polityczne.

Prezydent Duda jest w o tyle komfortowej sytuacji, że do magicznej granicy 50,01 proc. głosów brakuje mu bez porównania mniej niż Trzaskowskiemu. Z drugiej strony, to jednak prezydent Warszawy ma zdecydowanie lepsze perspektywy, jeśli chodzi o zjednanie sobie wyborców pozostałych kandydatów opozycyjnych. Duda, mówiąc żargonem partyjnym, "nie ma zdolności koalicyjnej". I chociaż jego przewaga nad Trzaskowskim po pierwszej turze jest bardzo wyraźna - 13,33 pkt proc. przekłada się na przeszło 2,5 mln głosów - to właśnie z powodu braku rezerw poparcia nie może być jeszcze pewny reelekcji.

Zobacz wideo Czyje głosy zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego ma szanse przejąć w drugiej turze Rafał Trzaskowski?

Przepływy na korzyść Trzaskowskiego

W chwili pisania tego artykułu znane są oficjalne wyniki Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) z 99,77 proc. obwodów głosowania. W drugiej turze zmierzą się Duda i Trzaskowski. Pierwszy uzyskał 43,67 proc. poparcia (8 412 183 głosów), a drugi 30,34 (5 845 164). Na dalszych miejscach w prezydenckim wyścigu znaleźli się: Szymon Hołownia (13,85 proc.; 2 667 655 głosów), Krzysztof Bosak (6,75 proc.; 1 300 923 głosów), Władysław Kosiniak-Kamysz (2,37 proc.; 457 092 głosów) oraz Robert Biedroń (2,21 proc.; 425 734 głosów).

embed

Ponieważ znamy już niemal dokładne wyniki końcowe głosowania w pierwszej turze, warto zobaczyć, jak przekładają się one na wspomniane na wstępie przepływy elektoratów. Na ostatniej prostej przed niedzielnym głosowaniem dwie pracownie - Pollster dla "Super Expressu" oraz IBRiS dla Wirtualnej Polski - zapytały wyborców Hołowni, Bosaka, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia o to, na kogo oddaliby głos w drugiej turze.

embed

Wedle badania Pollstera, Trzaskowski może liczyć na 85 proc. wyborców Biedronia, 74 proc. Hołowni, 63 proc. Kosiniaka-Kamysza i 19 proc. Bosaka. Z kolei Duda odpowiednio na: 7, 17, 17 i 49. Sondaż IBRiS-u przedstawia wariant bardziej optymistyczny dla kandydata opozycji. Trzaskowski dostaje w nim aż 97 proc. głosów wyborców Biedronia, 74 proc. Hołowni, 70 proc. Kosiniaka-Kamysza i 43 proc. Bosaka. Natomiast w przypadku prezydenta Dudy te wartości wynoszą kolejno: 0, 7, 9, 23 proc.

Raz Duda, raz Trzaskowski

Procentowe wyliczanki w sondażach dla wielu osób nie są jednak ani wiarygodne, ani namacalne. Przeliczmy więc prognozy Pollstera oraz IBRiS-u, bazując na oficjalnych danych PKW z 99,77 proc. obwodowych komisji wyborczych.

Okazuje się, że w badaniu Pollstera Trzaskowski może liczyć w drugiej turze wyborów na zastrzyk 14,9 proc. głosów. Chodzi dokładnie o 2 871 082 "przechwyconych" wyborców. Duda "przejmuje" ponad dwukrotnie mniej poparcia - 6,21 proc. (1 198 460 głosów). W tym wariancie - oczywiście przy założeniu, że głosują wciąż ci sami wyborcy co w pierwszej turze - urzędująca głowa państwa pokonuje pretendenta stosunkiem głosów 49,88 do 45,24 proc. W liczbach bezwzględnych daje to wynik 9 610 643 głosów u Dudy przeciwko 8 716 246 wyborcom Trzaskowskiego. Różnica jest zdecydowana i wynosi niemal 900 tys. głosów.

embed

Trzaskowski bez porównania lepiej wypada w sondażu IBRiS-u. W tym wariancie może liczyć na 16,95 proc. dodatkowego poparcia (dokładnie 3 266 388 głosów). Z kolei prezydent Duda wypada znacznie słabiej niż w badaniu Pollstera. "Przechwytuje" zaledwie 2,73 proc. poparcia kandydatów opozycyjnych (dokładnie 527 086 głosów). Ponownie zakładając, że w drugiej turze nie pojawiają się żadni nowi wyborcy, w tym scenariuszu to kandydat Koalicji Obywatelskiej zostaje nowym Prezydentem RP. Pokonuje Dudę w stosunku 47,29 do 46,4 proc. W liczbach bezwzględnych wygląda to następująco - na Trzaskowskiego swój głos oddaje 9 111 552 Polaków, a na Dudę 8 939 269. Prezydent stolicy wygrywa wyborczą dogrywkę nieznacznie, różnicą nieco ponad 170 tys. głosów.

Zryw na ratunek Trzaskowskiemu

Czego dowiadujmy się z powyższych wyliczeń? Czterech kluczowych rzeczy.

Wniosek pierwszy - Trzaskowski ma ogromną przewagę nad Dudą, jeśli chodzi o zdolność do pozyskiwania głosów konkurencji. W zależności od pracowni, na samych przepływach odrabia od 14,9 do 16,95 proc. głosów, podczas gdy prezydent Duda od 2,73 do 6,21 proc. To prawdziwa przepaść.

embed

Wniosek drugi - chociaż Trzaskowski ma ogromną przewagę nad Dudą w przepływach wyborców, to jednak jego strata z pierwszej tury (13,33 pkt proc.) niweluje tę przewagę. "Na czysto" prezydent Warszawy zyskuje na samych przepływach 8,69 (Pollster) albo 14,22 proc. głosów (IBRiS). Łatwo zauważyć, że scenariusz pierwszy jest dla pretendenta mocno niekorzystny, a drugi wręcz przeciwnie. Mimo tego, odrobienie 13,33 pkt proc. głosów straty na samych przepływach - realistycznie należy przyjąć, że ich bilans będzie gdzieś pomiędzy wspomnianymi dwiema wartościami granicznymi - graniczyłoby z cudem.

embed

Wniosek trzeci - opisana w tym artykule symulacja zakłada, że w wyborczej dogrywce głosowaliby dokładnie ci sami wyborcy co 28 czerwca. Jest to praktycznie niemożliwe, ponieważ w historii wyborów prezydenckich w III RP w drugiej turze do urn szło zawsze więcej głosujących niż w pierwszej turze. W dwóch przypadkach - 1995 i 2015 rok - były to znaczne różnice. Odpowiednio: prawie milion i prawie dwa miliony głosów. Dlatego naszkicowanie układu sił pomiędzy Trzaskowskim i Dudą w kwestii przepływów wyborców ma charakter poglądowy i nie stanowi precyzyjnej prognozy rozkładu głosów w drugiej turze wyborów.

Wniosek czwarty - biorąc pod uwagę wszystkie powyższe dane i uwarunkowania drugiej tury wyborów -  faworytem jest w niej z pewnością urzędujący prezydent. Trzaskowskiego nie można jednak skreślać, aczkolwiek jego droga do Pałacu Prezydenckiego jest znacznie dłuższa i znacznie bardziej wyboista. Rację miał w rozmowie z Gazeta.pl politolog dr hab. Sławomir Sowiński, który stwierdził, że Trzaskowski jak powietrza potrzebuje nowych wyborców, którzy nie głosowali w pierwszej turze. Na tym, co ugrał w pierwszej turze i na przepływach od konkurentów nie dojedzie do wygranej z Dudą. - To, jak wielu nowych wyborców pojawi się tym razem, jest kwestią fundamentalną dla końcowego wyniku - ocenił dr hab. Sowiński. - Trzaskowski potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy - oszacował nasz rozmówca.

Wydaje się, że prorocze były słowa posła Cezarego Tomczyka z niedawnego wywiadu dla Gazeta.pl. - Musimy pamiętać, że 28 czerwca wszystko to, co robimy, obecnie nie wystarczy. Potrzebny jest ogólnonarodowy zryw, jeśli chcemy przywrócić w Polsce normalność i zrobić porządek w bardzo wielu kwestiach - powiedział szef sztabu Trzaskowskiego.

Pytanie, czy 12 lipca Polacy będą chcieli się na taki ogólnonarodowy zryw zdobyć.

Więcej o: