Nie tylko głosy opozycji. Do pokonania Dudy Trzaskowski potrzebuje czegoś ekstra [ANALIZA]

Sztabowcy Rafała Trzaskowskiego liczyli, że pierwszą turę zakończy z wynikiem powyżej 30 proc., podczas gdy Andrzej Duda zdobędzie mniej niż 40 proc. Chociaż plan został wykonany tylko w połowie, to układ sił w pierwszej turze daje kandydatowi Koalicji Obywatelskiej powody do optymizmu.

- W pierwszej turze celujemy w wynik cokolwiek powyżej 30 proc. To byłby świetny punkt wyjścia do drugiej tury. Zwłaszcza gdyby jeszcze Duda spadł poniżej 40 proc., a patrząc na obecny trend, są na to spore szanse - powiedział mi na przełomie maja i czerwca jeden z polityków dobrze znających Trzaskowskiego.

Powyższy cel udało się zrealizować w połowie, bo wedle sondażu exit poll IPSOS-u kandydat Koalicji Obywatelskiej w pierwszej turze zdobył 30,4 proc. głosów. A może nawet więcej niż w połowie? W końcu 41,8 proc. prezydenta Dudy to wynik nie aż tak wysoki, żeby po wieczorze wyborczym spędzał sen z oczu sztabowcom Trzaskowskiego.

Z takimi wynikami można iść bić się o Polskę!

- w batalistycznym tonie Trzaskowski rzucił do swoich sympatyków zebranych na placu pod popularną w Warszawie Elektrownią Powiśle.

Ten wynik pokazuje jedno, co najważniejsze - ponad 58 procent naszego społeczeństwa chce zmiany. Do tych wszystkich obywateli chcę jasno powiedzieć: będę waszym kandydatem, będę kandydatem zmiany

- zapewnił Trzaskowski.

Zobacz wideo Trzaskowski idzie "bić się o Polskę". Co jeszcze zapowiedział w wystąpieniu na wieczorze wyborczym?

Skąd taki optymizm u Trzaskowskiego, chociaż pierwszą turę przegrał różnicą ponad 10 pkt proc.? Odpowiedź jest prosta i składa się z dwóch wyrazów: przepływy elektoratów. To tutaj tkwi siła Trzaskowskiego w starciu z Dudą w drugiej turze. Niedawne badania Pollstera dla "Super Expressu" oraz IBRiS-u dla Wirtualnej Polski pokazały, że kandydat Zjednoczonej Prawicy nie ma zdolności koalicyjnej. I to może być dla niego potężny problem w bitwie o reelekcję.

Arytmetyka wyborcza

Przyjrzyjmy się wynikom badania exit poll IPSOS-u i przepływom wyborców, które prognozowały sondaże Pollstera oraz IBRiS-u. W tym miejscu zróbmy też jedno poważne zastrzeżenie - badania exit poll w przeszłości nierzadko mocno odbiegały od końcowych wyników, więc poniższe wyliczenia mają charakter roboczy, a na ich skonkretyzowanie musimy poczekać do ogłoszenia przez PKW oficjalnych wyników pierwszej tury wyborów.

Zatem: wedle sondażu Pollstera Trzaskowski może w drugiej turze liczyć na 85 proc. wyborców Roberta Biedronia, 74 Szymona Hołowni, 63 Władysława Kosiniaka-Kamysza i 19 Krzysztofa Bosaka. IBRiS daje mu z kolei odpowiednio: 97, 74, 70 i 43 proc. Jak wygląda sytuacja u Dudy? Pollster: 49 proc. wyborców Bosaka, 17 Hołowni i Kosiniaka-Kamysza oraz 7 Biedronia. IBRiS: 23, 7, 9, 0.

Teraz zerknijmy na sondażowe wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich: Hołownia - 13,3 proc.; Bosak - 7,4; Biedroń - 2,9; Kosiniak-Kamysz - 2,6. Zestawiając to z prognozowanymi przez Pollster oraz IBRiS przepływami elektoratów, dowiadujemy się, że wedle pierwszej z pracowni Trzaskowski może liczyć na 15,36 proc. głosów swoich rywali z opozycji, podczas gdy Duda ma 6,53. W ujęciu IBRiS-u wyglada to znacznie mniej korzystnie dla urzędującego prezydenta - przejmuje zaledwie 2,86 proc. głosów, natomiast kandydat Koalicji Obywatelskiej aż 17,65.

To oznacza, że na samych przepływach elektoratów Trzaskowski odrabia do Dudy 8,83 (Pollster) albo 14,79 proc. głosów (IBRiS). Przypomnijmy, strata prezydenta Warszawy do kandydata Zjednoczonej Prawicy po pierwszej turze to, wedle badania exit poll IPSOS-u, 11,4 pkt proc. Jak na dłoni widać więc, że w optymistycznym dla siebie scenariuszu Trzaskowski może tę różnicę z nawiązką odrobić dzięki samym tylko przepływom wyborców. W pesymistycznym – odrobi jej zdecydowaną większość, ale będzie musiał liczyć na napływ nowych wyborców przed drugą turą.

Nowa fala nowych wyborców

Nadzieje na nowe głosy nowych wyborców wcale nie są bezpodstawne, bo w historii III RP w drugiej turze wyborów prezydenckich do urn zawsze szło więcej osób niż w pierwszej turze. Dwukrotnie, w 1995 i 2015 roku, była to różnica zasadnicza. W 1995 roku wyniosła blisko milion, a w 2015 niemal dwa miliony głosujących.

To, jak wielu nowych wyborców pojawi się tym razem, jest kwestią fundamentalną dla końcowego wyniku

- podkreślił w rozmowie z Gazeta.pl tuż przed ciszą wyborczą politolog dr hab. Sławomir Sowiński z UKSW. Jego zdaniem to właśnie kandydat Koalicji Obywatelskiej musi liczyć na nową falę wyborców, która stawi się przy urnach 12 lipca.

Na samych przepływach od innych kandydatów opozycyjnych Rafał Trzaskowski nie jest w stanie dojechać do zwycięstwa. Potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy

- ocenił ekspert.

Trzaskowski i jego sztabowcy zdają sobie z tego doskonale sprawę. Dlatego jak mantrę powtarzają słowa o zmianie, nowej fali, ogólnonarodowym zrywie. Dzisiaj prorocze wydają się słowa posła Cezarego Tomczyka z wywiadu dla Gazeta.pl z 22 czerwca.

Musimy pamiętać, że 28 czerwca wszystko to, co robimy, obecnie nie wystarczy. Potrzebny jest ogólnonarodowy zryw, jeśli chcemy przywrócić w Polsce normalność i zrobić porządek w bardzo wielu kwestiach

- przewidywał szef sztabu Trzaskowskiego.

Sam Trzaskowski podczas wieczoru wyborczego mówił w podobnym tonie.

Tak wielu z nas chce po prostu zmiany. Dziękuję tym, którzy oddali głos na zmianę. Ja będę kandydatem zmiany. Prezydentem wszystkich Polek i Polaków

- usłyszeliśmy. Nieco przewrotnie parafrazując Gandhiego, można by powiedzieć, że najbliższe dwa tygodnie pokażą, czy to Trzaskowski jest zmianą, którą wyborcy chcą ujrzeć w Polsce.

Więcej o: