"Trzaskowski potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy". Eksperci podsumowują prezydencki wyścig

Ostatni tydzień kampanii prezydenckiej przed pierwszą turą nie przyniósł spektakularnego zwrotu akcji. Skład drugiej tury wydaje się przesądzony. Co zadecyduje o zwycięstwie - sezon wakacyjny, strach przed koronawirusem, frekwencja, przepływy wyborców? O tym rozmawiamy z naszymi ekspertami.

Naszych rozmówców zapytaliśmy o trzy kluczowe kwestie: ocenę ostatniego tygodnia kampanii (w tym, oczywiście, sondaży), układ sił w drugiej turze oraz typ na zwycięzcę wyborów. Na każde z pytań odpowiadają: socjolog i ekspert od systemów wyborczych prof. Jarosław Flis (Uniwersytet Jagielloński), politolog dr hab. Sławomir Sowiński (UKSW) oraz politolog i historyk prof. Antoni Dudek (UKSW).

Bez przełomów na ostatniej prostej

prof. Antoni Dudek: Nie spodziewam się sensacji wieczorem 28 czerwca. Taką byłaby wygrana Andrzeja Dudy już w pierwszej turze i wtedy znaczyłoby, że wyjazd do Stanów Zjednoczonych oraz spotkanie z Donaldem Trumpem było strzałem w dziesiątkę. Jednak dla Dudy kluczowe jest to, że wyjazd do Waszyngtonu pozwolił mu zatrzymać trwający od jakiegoś czasu spadek poparcia. Z kolei Rafał Trzaskowski dostał na finiszu zadyszki, ale ma to szczęście, że wcześniej zbudował sobie na tyle bezpieczną przewagę nad resztą opozycyjnej stawki, że nie grozi mu przeskoczenie przez Szymona Hołownię. W drugiej turze zobaczymy więc Dudę i Trzaskowskiego. Kluczowe jest to, ile po pierwszej turze Trzaskowskiemu będzie brakować do Dudy i jak wysoka będzie frekwencja. Nie tylko ta ogólna na poziomie krajowym, ale konkretnie w metropoliach, miastach powiatowych, na wsiach etc.

prof. Jarosław Flis: Wydaje się, że lina jest naprężona. Wszyscy czekają już na rozstrzygnięcie w niedzielny wieczór, żeby móc zająć pozycje przed drugą turą. Ostatni tydzień nie przyniósł nam przełomu w tym sensie, że skład drugiej tury wydaje się przesądzony. Na pewno zaczęła się natomiast gra o to, kto będzie obiektem zabiegów dwójki pretendentów przed druga turą. Gra toczy się o to, czy kandydaci, którzy zakończą swój udział w wyborach 28 czerwca, poczują się obiektami politycznej adoracji, czy wyjdą z prezydenckiego wyścigu wyłącznie z poczuciem porażki. W ostatnim tygodniu obserwowaliśmy ataki Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Roberta Biedronia na Rafała Trzaskowskiego. To napięcie między kandydatami opozycyjnymi, jeśli będzie eskalować, może ratować Andrzeja Dudę, bo postawa kandydatów opozycyjnych przekłada się jednak na stosunek ich wyborców do Trzaskowskiego. Dla samego Trzaskowskiego to z kolei potężna próba, żeby po pierwszej turze być przekonującym dla tych, którzy na niego nie głosowali. Może w tym pomóc prezydent Duda, który ma spory potencjał zniechęcania do siebie innych wyborców niż ci Zjednoczonej Prawicy.

dr hab. Sławomir Sowiński: W ciągu ostatniego tygodnia nie dostrzegam żadnego przełomu. Wszyscy kandydaci wyszli chyba z założenia, że najlepsze dla nich sondaże pokazują realny pułap ich możliwości. Dotyczy to zwłaszcza dwójki głównych pretendentów - Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Duda zdał sobie chyba sprawę, że nie przekroczy poparcia dla Zjednoczonej Prawicy, a prezydent Trzaskowski - poparcia dla Koalicji Obywatelskiej. Walka toczyła się więc o to, by nie stracić zebranego wcześniej poparcia. Wiele wskazuje na to, że w pierwszej turze możemy mieć do czynienia z czymś wcześniej w elekcjach prezydenckich rzadko spotykanym, a mianowicie niemal dokładnym odtworzeniem wyników poprzednich wyborów parlamentarnych. Władysław Kosiniak-Kamysz ma szansę utrzymać wynik ludowców, co kandydatom ludowców w elekcjach prezydenckich dotąd się nie udawało. Z kolei Krzysztof Bosak może nawet poprawić październikowy wynik Konfederacji. Wyjątkiem jest Robert Biedroń, którego wynik bardzo mocno odstaje od rezultatu Lewicy z października ubiegłego roku. No i pewnym novum będzie oczywiście pojawienie się na scenie politycznej Szymona Hołowni z jego niewątpliwym talentem i nadziejami jego elektoratu.

Walka o każdego wyborcę

prof. Antoni Dudek: Na pewno prezydent Duda ma bez porównania mniejsze rezerwy poparcia od Trzaskowskiego, jeśli chodzi o przepływy elektoratów w drugiej turze. Inaczej wynik wyborów byłby przesądzony. Jednak to, że większość wyborców Szymona Hołowni, Władysława Kosiniak-Kamysza czy Roberta Biedronia zagłosuje na Trzaskowskiego, nie oznacza automatycznie, że to on będzie nowym prezydentem. Po pierwszej turze to Duda będzie znacznie bliżej magicznej granicy 50,1 proc. głosów. Dlatego o wyniku drugiej tury może zadecydować to, jak liczny w pierwszej turze okaże się elektorat Krzysztofa Bosaka - bliżej 10 czy bliżej 5 proc. głosów. Jeśli bliżej 10 proc., to Duda i Trzaskowski stoczą zaciekłą walkę o każdego wyborcę Bosaka, a my w trakcie tych dwóch tygodni między głosowaniami możemy z ust obu kandydatów usłyszeć rzeczy, o które w najśmielszych snach byśmy ich nie podejrzewali.

Zobacz wideo Poseł Zjednoczonej Prawicy Kamil Bortniczuk uważa, że szanse Andrzeja Dudy na pozyskanie opozycyjnych wyborców nie są tak małe, jak pokazują sondaże

prof. Jarosław Flis: Przepływy wyborców będą absolutnie kluczowe. Już wybory samorządowe w 2018 roku pokazały, że jednym z problemów PiS-u jest duża zdolność mobilizowania przeciwko sobie ludzi. Dzisiaj wszyscy, którzy z przekonania chcą głosować na prezydenta Dudę, zrobią to w pierwszej turze. Potem może już nie zebrać tych kilku procent głosów z obozów innych kandydatów. Kluczowa będzie tutaj dynamika społeczna. Za chwilę Polacy zaczną rozmawiać o swoich wyborach ze znajomymi i rodzinami, uruchamiać swoje sieci społeczne. To, na kogo zagłosować w drugiej turze będzie sprawą powszechnie konsultowaną. Obecnie wyborcy, którzy są zwolennikami innych kandydatów niż czołowa dwójka, nie mają nawet powodu rozważać, na kogo oddaliby swój głos w drugiej turze. Po pierwszej turze na pewno się zaktywizują i zaczną przekonywać do tego, kogo poprzeć w wyborczej dogrywce.

dr hab. Sławomir Sowiński: O wyniku drugiej tury zadecydują dwa strumienie wyborców. Pierwszy to strumień wyborców przepływających między kandydatami. Tutaj kluczowa jest empatia polityczna i potraktowanie tych elektoratów przez zwycięzców pierwszej tury podmiotowo i z należytym docenieniem politycznej dojrzałości. To wyzwanie zwłaszcza dla Rafała Trzaskowskiego, który musi znacznie silniej od Andrzeja Dudy zabiegać o poparcie elektoratów innych kandydatów opozycyjnych. Drugi strumień to nowi wyborcy, którzy pojawią się w drugiej turze. Dotychczas w historii elekcji prezydenckich po 1990 roku w drugiej turze zawsze głosowało więcej osób niż w pierwszej. Dwukrotnie były to różnice bardzo duże - w 1995 roku oraz w 2015 roku. To, jak wielu nowych wyborców pojawi się tym razem, jest kwestią fundamentalną dla końcowego wyniku. Ten strumień nowych wyborców jest niezbędny Rafała Trzaskowskiemu do wygranej. To przede wszystkim on potrzebuje tej nowej politycznej fali, ogólnonarodowego zrywu, o którym mówili jego sztabowcy i on sam. Na samych przepływach od innych kandydatów opozycyjnych Rafał Trzaskowski nie jest w stanie dojechać do zwycięstwa. Potrzebuje nowych wyborców. I to nie mało, bo kilkaset tysięcy.

Kto bliżej Pałacu Prezydenckiego?

prof. Antoni Dudek: Kluczowe dla wyniku będzie pytanie o frekwencję. W 2015 roku w drugiej turze głosować poszło 2 mln więcej ludzi niż w turze pierwszej. A to całkowicie zmienia całą geografię wyborczą. We wcześniejszych latach te różnice między turami były znacznie skromniejsze. Tego lata decydujące będą dwie kwestie - sezon wakacyjny i epidemia koronawirusa. Sezon wakacyjny faworyzuje Dudę, bo wyjeżdżać będą częściej zamożni wyborcy, czyli elektorat Trzaskowskiego. Z kolei epidemia zatrzyma w domach głównie starszych wyborców, którzy w swojej większości popierają Dudę. W zależności od tego, który z tych czynników odegra większą rolę, większe szanse na zwycięstwo będzie mieć Trzaskowski albo Duda. Niemniej, myślę, że różnica między kandydatami będzie grubo poniżej miliona głosów. To będzie bliskie starcie

prof. Jarosław Flis: "Walka będzie bardzo wyrównana, bo baza społeczna rządzących i opozycji jest bardzo wyrównana. Wygra ten, kto przed drugą turą popełni mniej błędów. Prezydent Duda ma pod górkę o tyle, że jego przeświadczenie, że jest politycznym bożyszczem tłumów, zostało skonfrontowane z rzeczywistością. Jego notowania, które sięgały nawet 65 proc. w pierwszej turze, spadły do poziomu poparcia PiS-u. Nic ponadto. Atut głowy państwa stanowi to, że jest 'największym' kandydatem w stawce, ale problemem może okazać się ujemna dynamika jego poparcia. Z kolei głównym problemem Trzaskowskiego będzie 'posklejanie' różnych środowisk i wyborców różnych kandydatów opozycyjnych. Optymalnie byłoby, gdyby go wsparli, ale planem minimum jest, żeby nie szkodzili jego kampanii przed drugą turą. Trzaskowski ma dynamikę, bo od wejścia do gry mocno poszedł w górę, ale ta dynamika jest też obciążeniem, bo wystrzelił do góry bardzo szybko i na finiszu przed pierwszą turą nie utrzymał tempa wzrostu. Przez co - podobnie jak w przypadku Andrzeja Dudy - sprawia wrażenie, że osłabł. Poza tym wypuszczone przez jego sztab na finiszu kampanii spoty nie eksponują największych słabości prezydenta Dudy ani nie rozbrajają największych problemów, jakie Polacy mają z kandydaturą Trzaskowskiego.

dr hab. Sławomir Sowiński: Dzisiaj nie sposób przewidzieć faworyta starcia w drugiej turze. Sprawa jest absolutnie otwarta. Dziś jednak nieco niedoceniania jest jedna niewiadoma. Myślę tu o możliwej korekcie frekwencji. Ekstrapolując wyniki z ostatnich kilku elekcji, spodziewamy się frekwencji na poziomie około 60 proc. Tymczasem może być tak, że będzie ona jednak niższa. Zwłaszcza z powodu obaw przed epidemią koronawirusa, ale także - choć w mniejszym stopniu - z powodu nawałnic, które dotknęły zwłaszcza południową Polskę. Niepokój związany z epidemią nie jest równomiernie rozłożony pomiędzy elektoratami wszystkich kandydatów. Ewentualna korekta frekwencji może więc nie objąć wszystkich w równym stopniu. W pierwszej turze zadziałać może na korzyść mniejszych komitetów, odwołujących się przede wszystkim do młodych wyborców - Krzysztofa Bosaka, Szymona Hołowni, Roberta Biedronia. Zaszkodzić może natomiast w największym stopniu dwóm faworytom - Andrzejowi Dudzie i Rafałowi Trzaskowskiemu.

Więcej o: