"Efekt Morawieckiego" na Śląsku: zmonopolizował głosy oddane na PiS. Zostawił kolegów daleko w tyle

Ponad 133 tysiące głosów, które urzędujący premier zdobył jako lider PiS w okręgu katowickim, to rekord wyborczej niedzieli. Zgodnie z danymi z 552 na 554 obwodowych komisji, Mateusz Morawiecki jako rozpoznawalna jedynka "przejął" głosy pozostałych polityków PiS z listy, chociaż znacząco nie zwiększyła się bezwzględna liczba wyborców głosujących na Prawo i Sprawiedliwość.
Zobacz wideo

Mówi się, że ten kto wygrywa na Śląsku, wygrywa wybory: jest to bowiem region, gdzie mieszka około 800 tys. wyborców.

W okręgu 31(katowickim) głosy oddali mieszkańcy nie tylko samych Katowic, ale też Chorzowa, Mysłowic, Piekar Śląskich, Rudy Śląskiej, Siemianowic Śląskich, Świętochłowic, Tychów oraz powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Premier Mateusz Morawiecki pobił absolutny rekord poparcia: zgarnął 133 tys. głosów ze wszystkich 183 tys. oddanych na PiS

Morawiecki "zjadł" resztę listy

Zgodnie z danymi z 552 na 554 obwodowych komisji wyborczych w okręgu wyborczym nr 31 w Katowicach wygrało Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 39,21 proc. (ponad 183 tys. głosów). Większość z nich okazała się głosami oddanymi na samego premiera.

Jest to pewien paradoks, gdyż PiS w Katowicach z Morawieckim na liście zdobył ogółem tylko o 50 tys. więcej głosów niż PiS bez Morawieckiego w poprzednich wyborach w 2015 roku. A zatem przyrost głosujących na partię Kaczyńskiego w regionie nie był zbyt spektakularny. Natomiast nazwisko Morawieckiego na liście "zrobiło" większość wyniku, zostawiając daleko w tyle innych działaczy partii rządzącej.

Premier Mateusz Morawiecki "zabrał" głosy wieloletnim parlamentarzystom Prawa i Sprawiedliwości

Wyniki związanych z regionem posłów Marka Wójcika, Andrzeja Sośnierza czy Jerzego Polaczka prezentują się dużo skromniej niż Morawieckiego. 

Andrzej Sośnierz cztery lata temu zdobył 23,8 tys. głosów, w tym roku zaledwie 6 tys.

Marek Wójcik w 2015 zdobył mniej niż w tym roku - wtedy było to 7,6 tys. głosów, teraz 8,2 tys.

Natomiast Jerzy Polaczek, który przed czterema laty zgarnął prawie 18,5 tys. głosów, dziś ma zaledwie 7,5 tys. i ważą się losy jego mandatu. Jak zauważa "Dziennik Zachodni", ma on szósty wynik na liście PiS.

"Efekt" Morawieckiego spowodował zatem rekordowo duże poparcie dla lidera listy i bardzo małe dla kolejnych działaczy "wchodzących" z tej listy do Sejmu.

Kto ma Śląsk, ten ma Polskę

Tradycyjni śląscy liderzy PiS - Jadwiga Wiśniewska, Izabela Kloc i Grzegorz Tobiszowski - zdobyli mandaty do Parlamentu Europejskiego, więc premier zdecydował się wystartować z okręgu katowickiego wbrew trendowi startowania urzędujących premierów ze stolicy.

Jak donosi gazetaprawna.pl PiS poświęciło Śląskowi dużo uwagi już przed wyborami do Sejmu i Senatu. Sam Morawiecki też starał się być widoczny w tym regionie, zwłaszcza ze swoją wizją zrównoważonej polityki energetycznej.

W pewnym momencie Morawiecki "stal się Ślązakiem". Nazywał Śląsk "polska Doliną Krzemową", świętował z mieszkańcami regionu obchody rocznicy I powstania śląskiego, jego wizyty na Śląsku były widocznym elementem kampanii do europarlamentu. Zaowocowały ponad 690 tysiącami głosów oddanych na PiS.

Więcej o: