PiS martwi się o mobilizację? "Mózg rządu": Musi obawiać się rozprężenia we własnych szeregach

Szef Centrum Analiz Strategicznych Waldemar Paruch, twierdzi że 90 proc. wyborców już wie, na kogo chce zagłosować. Potwierdza, że w PiS są obawy dotyczące mobilizacji elektoratu. - PiS ma potencjał dojścia do 48 proc. Nic nie wskazuje na to, aby PO mogła przekroczyć 30 proc. - mówi prof. Paruch.
Zobacz wideo

Szef rządowego Centrum Analiz Strateg prof. Waldemar Paruch z racji pełnionej funkcji bywa nazywany przez media "mózgiem rządu". W rozmowie z tygodnikiem "Sieci" podzielił się swoimi analizami i przewidywaniami dotyczącymi wyborów. Według Parucha już 90 proc. wszystkich wyborców podjęło decyzję, na kogo zagłosuje. Niezdecydowanych jest 10-12 proc. i - jak twierdzi szef CAS - "ta grupa przesądzi o skali zwycięstwa PiS".

Wybory parlamentarne 2019. Paruch o obawach PiS 

Paruch przyznaje, że w PiS jest strach o mobilizację wyborców partii. - Te obawy są konsekwencją wysokiej wygranej w wyborach europejskich. Ten, kto wygrywa w sposób tak zdecydowany tak trudne dla siebie głosowanie, może i musi się obawiać pewnego rozprężenia, wręcz uśpienia we własnych szeregach. To nie tylko polskie zjawisko - powiedział Paruch. Według niego zwolennicy PiS nie pozostaną jednak masowo w domach. - Temperatura sporu politycznego narzucona przez opozycję spowodowała, że ludzie głęboko przyswoili sobie przekonanie, że trzeba głosować, że ich ma dużą wartość, że decyduje o ich życiu codziennym i rodzinnym oraz zawodowym - stwierdził.

Szef Centrum podzielił się też opinią, dlaczego opozycja nie zyska na temacie służby zdrowia. Według Parucha, choć Polacy wskazują ochronę zdrowia jako temat "numer jeden", to nie przekłada się to na decyzje wyborcze. - (...) choć Polacy mają liczne zastrzeżenia do służby zdrowia, to nie oczekują żadnej rewolucji, bo po prostu nie wierzą w jej skuteczność. Jeśli ktoś obiecuje np., że na wizytę u specjalisty nie będzie się czekało dłużej niż 21 dni, to jest obietnica z punktu widzenia. To są bajki - stwierdza rządowy doradca.

"PiS może dojść do 48 proc."

Paruch wytyka też Koalicji Obywatelskiej wystawienie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydatkę na premiera. - Teraz mamy testowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ale trudno uznać jej kampanię kampanię za sukces. Inna sprawa, że widać, że politycy PO jej nie pomagają, brakuje mobilizacji wokół tej postaci. Ma też złych doradców, bo nikt, kto ma pojęcie o polityce, nie doradzi, aby kandydat nosił cytrynowy strój na kampanijnym szlaku - stwierdził.

Paruch podzielił się też swoimi wyborczymi przewidywaniami. Według niego frekwencja wyniesie 58-62 proc. Wysoka frekwencja natomiast ma zaszkodzić słabszym ugrupowaniom - Konfederacji i PSL. - Natomiast PiS ma potencjał na przekroczenia poparcia społecznego na poziomie 45 proc., a nawet dojścia do 48. To jest w zasięgu tej partii. Nic nie wskazuje na to, aby PO mogła przekroczyć 30 proc. SLD powinien przekroczyć 10 proc. maksymalnie 12 proc. Mało prawdopodobne jest przekroczenie przez Konfederacje 5 proc. Największym znakiem zapytania jest PSL. Im wyższa frekwencja, tym mniej prawdopodobne, że partia Kosiniaka-Kamysza przekroczy próg - stwierdza szef CAS.

Więcej o: