"Czarny dzień dla Angeli Merkel". Niemieckie media biją na alarm po wygranej PiS

Bezwzględna większość PiS w wyborach parlamentarnych zaskoczyła Berlin. W pierwszych komentarzach powyborczych mowa jest o "ciosie" i "sygnale alarmowym" dla Niemiec i Europy.

W Niemczech "trzeba bić na alarm" - twierdzi komentator gazety ARD Robin Lautenbach. Jako szef rządu przed niespełnia dziesięcioma laty Jarosław Kaczyński "zadbał" bowiem o "polityczne zwady w kraju", "znacznie zniszczył stosunki Polski z Niemcami i UE", a w kampanii wyborczej "świadomie grał nienawiścią wobec muzułmańskich uchodźców". "Czy teraz kolejny wschodnioeuropejski kraj popadnie w Orbanizm?" - pytał w wieczornym wydaniu wiadomości.

Lautenbach dodaje, że "PiS kocha Orbana", ma tylko "mały ideologiczny problem z jego sympatią wobec Putina". Zdaniem komentatora napięcie i niewiadoma pozostają, ale "może nie będzie tak źle", bo PiS się zmienił, a z Dudą i Szydło nadeszła nowa generacja "bardziej otwarta na świat, mniej fanatyczna, której patriotyzm nie opiera się jedynie na antyniemieckości i antyeuropejskości".

Pozostaje jednak "dręczące podejrzenie", że po krótkim czasie Kaczyński "wyrzuci miłą Szydło" i sam stanie na czele rządu - tak, jak to uczynił w 2006 roku.

Solidarność z Węgrami

Z kolei warszawski korespondent ZDF analizował w telewizyjnych wiadomościach przyczyny obalenia rządu Ewy Kopacz w momencie, kiedy "Polakom powodzi się tak dobrze". Dużą rolę odegrała przy tym kwestia uchodźców. Obecnemu rządowi "nie udało się sformułować w tym zakresie żadnego kursu" - twierdzi Armin Coerper. Inaczej zagrał PiS, który prezentował "wyraźne stanowisko przeciwko uchodźcom".

Zasadniczą kwestią było też pytanie o sprawiedliwość społeczną: Polska odnotowała w czasie ostatnich rządów ogromny wzrost gospodarczy, a tylko stosunkowo niewielki wzrost wynagrodzeń. Teraz na scenę polityczną powróci Jarosław Kaczyński, który w Berlinie i Brukseli "nie zapisał się dobrze w pamięci".

"Dla Europy i Berlina oznacza to jasny związek - szczególnie w kwestii uchodźców - z oponentami w Budapeszcie, Pradze i na Słowacji" - twierdził korespondent ZDF. Nowy rząd będzie szukał "solidarności z Węgrami", bo Viktor Orban jest "wzorem" dla narodowo-konserwatywnego PiS.

Potrzebne fundusze i inwestycje

W podobnym tonie wynik wyborów komentuje ekonomiczny dziennik "Handelsblatt". Pisząc o "ciężkich czasach dla Europy" w dobie kryzysu uchodźczego, euro i integracji, gazeta podkreśla, że "Polska będzie znowu niczym Węgry".

Bezwzględna większość PiS w Sejmie to "nieprzyjemna niespodzianka" dla wszystkich, którzy stawiają na większą integrację Europy i "sprawiedliwy kompromis w kwestii podziału uchodźców", a wygrana PiS "wzmocni Europę wrogą uchodźcom i integracji" o postaci pokroju Viktora Orbana i jest "złym zwiastunem" dla Francji, gdzie do władzy dobija się skrajnie prawicowa Marine Le Pen. To także "czarny dzień dla Angeli Merkel" - konstatuje dziennik.

Analizując przyczyny przegranej PO, "Handelsblatt" zaznacza, że niewielu Polaków zyskało na wzroście gospodarczym, jaki Polska odnotowała w ostatnich latach. Gazeta wyraża nadzieję, że Szydło wykorzysta niespodziewany sukces i "uwolni się od swego mocodawcy Kaczyńskiego", a zamiast "głupich narodowych żądań wysunie pragmatyczne i proeuropejskie", bo "sukces Polski w dalszym ciągu zależy zarówno od potężnych funduszy z Brukseli, jak i od ogromnych inwestycji zagranicznych".

Konfrontacja zamiast kooperacji

Również regionalny dziennik "Mittelbayerische Zeitung" pisze o "sygnale alarmowym", bo o ile zmiana rządów dziesięć lat temu była "wytłumaczalna", o tyle obecna - w momencie, gdy Polska należy do "odnoszących największe sukcesy krajów Europy" - jest trudna do wyjaśnienia.

"To cios i sygnał alarmowy" - zauważa w komentarzu Ulrich Kroekel. I to nie tylko ze względu na wygraną partii Kaczyńskiego. Przede wszystkim protest młodych Polaków, którzy "licznie kierują się w prawo" jest godny uwagi. Dziennik wyjaśnia, że Orban nie bez przyczyny stanowi dla Kaczyńskiego "polityczny wzór do naśladowania": obaj politycy kierują się mottem "konfrontacja zamiast kooperacji".

Gazeta uważa, że w przyczynach upadku obecnego rządu dużą rolę odegrały "ostra polityka reform" i "arogancja elit", przy czym "nastrój protestu" nie ogranicza się jedynie do Europy Wschodniej: rozciąga się od Frontu Narodowego we Francji, poprzez przeciwników UE w Wielkiej Brytanii i lewicową partię Podemos w Hiszpanii, aż po "prawicowych podżegaczy" Pegidy w Niemczech.

Z kolei w serwisie internetowym "Frankfurter Rundschau" czytamy o "nadziei" związanej z nowymi twarzami PiS. Nadzieja, że to właśnie one wyznaczą nowy kurs, a nie ponownie "garść narodowych zrzęd", która swojego czasu "irytowała całą Europę i obciążała stosunki polsko-niemieckie".

embed
embed
Więcej o: