"Trzeba orać, siać, to się zbiera." Skąd bierze się sukces wyborczy PSL?

- Dziś mamy 23 procent, mam nadzieję, że w następnych wyborach będziemy mieli 40 procent - tak o sukcesie PSL w wyborach samorządowych mówił Stanisław Żelichowski, wiceszef Rady Naczelnej PSL. To dobrze oddaje nastroje w partii, która - jak podkreśla politolog Rafał Chwedoruk - jest głównym zwycięzcą tych wyborów.

Wydaje się, że bardzo dobry wynik osiągnięty w tych wyborach to efekt konsekwencji i uporu, z jakim partia Janusza Piechocińskiego podchodzi do polityki. On sam przypomniał ostatnio przesłanie, z jakim dwa lata temu wygrywał na kongresie przywództwo w partii: trzeba orać, siać, to się zbiera. I to opłaciło się PSL.

Stały wzrost poparcia w wyborach do sejmików

16 listopada 2014 roku w wyborach do sejmików w całym kraju PiS uzyskał 26,85 proc., PO - 26,36 proc., PSL - 23,68 proc., SLD-Lewica Razem - 8,78 proc. Wyraźnie widać wzrost notowań ludowców, którzy w 2010 roku w wyborach do sejmików uzyskali 16,58 proc., a w 2006 roku - 13,24 proc.

O stałym wzroście poparcia dla PSL mówił w ostatnim dniu kampanii Marek Sawicki. Minister rolnictwa, który na finiszu kampanii powiedział, że polscy rolnicy są frajerami (co - jak widać - nie przeszkodziło ludowcom w osiągnięciu znakomitego wyniku) ocenił, że Stronnictwo odnotowuje w samorządach ok. 3-proc. stały wzrost poparcia z wyborów na wybory.

Niedoszacowanie PSL w sondażach

Sawicki zwrócił też uwagę na niedoszacowanie, jeśli chodzi o poparcie dla PSL w badaniach sondażowych.

- Wydaje mi się, że w tych wyborach to (niedoszacowanie) może mieć charakter szczególny z prostego względu. Otóż to są nieliczne w ciągu ostatnich 25 lat wybory, w których frekwencja na prowincji (...) była zdecydowanie lepsza od frekwencji miejskiej. Natomiast ankieterzy badający wyborców w dniu wyborów (...) wybierali głównie komisje, w których liczba głosujących była zdecydowanie większa, w tym głównie komisje miejskie. Stąd też błąd tego szacunku (...) może być w tym roku nieco większy - wyjaśnił. - Wydaje mi się, że ten stały wzrost poparcia z wyborów na wybory w samorządach co cztery lata dla Polskiego Stronnictwa Ludowego właśnie w granicach 3 procent będzie miał miejsce również i teraz, a więc spodziewam się wyniku na poziomie ok. 20 proc. - podsumował.

Ostateczne wyniki pokazują, że się nie pomylił.

Z oficjalnych danych ogłoszonych przez PKW wynika, że choć w wyborach do sejmików wojewódzkich to Prawo i Sprawiedliwość uzyskało procentowo najwięcej głosów, to w skali kraju najwięcej mandatów ma Platforma. PiS ma szanse rządzić tylko w jednym sejmiku - podkarpackim. A to oznacza, że realna władza w 14 województwach pozostanie nadal w rękach koalicji PO-PSL.

Ekspert: PSL to partia silnie zakorzeniona społecznie

Tyle liderzy ludowców. A jak sukces PSL tłumaczy ekspert? - PSL to partia zakorzeniona społecznie, partia, która wyrasta z bytów istniejących przez całe dziesiątki lat z silnie wyodrębnioną tradycją. W swoim obecnym kształcie przypomina model z początku XX wieku - partii obudowanej organizacjami społecznymi, będącej w istocie konglomeratem różnych podmiotów, a nie tylko komitetem wyborczym. Coś podobnego istniało w czasach kanclerza Bismarcka, gdy zdelegalizowano socjaldemokratów, a partia musiał udawać, że jest klubem kolarskim czy towarzystwem śpiewaczym - przypomina w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW.

- Spółdzielnie rolnicze, stowarzyszenia, koła gospodyń wiejskich czy ochotnicze straże pożarne, które były jedyną legalną organizacją na terenie zaboru rosyjskiego, dziś tworzą PSL - wylicza politolog.

- Zresztą OSP mają obecnie bardzo szerokie funkcje społeczne, np. remizy strażackie raczej nie kojarzą nam się z gaszeniem pożarów, tylko z dyskotekami. Warto też pamiętać, że PSL jest partią, w której liczba członków i liczba wyborców stanowi najmniejszy iloraz spośród wszystkich partii w Polsce - zwraca uwagę politolog.

- W przypadku PSL można mówić o więzi natury organizacyjnej, instytucjonalnej, rodzinnej itd. No bo tak po prostu wygląda polska wieś. Tak zawsze było z ruchem ludowym - dodał.

Czynnik sytuacyjny - podejście do kwestii ukraińskich

Według politologa wynik ludowców dobrze pokazuje niepokoje znacznej części polskiej prowincji w związku z wydarzeniami na Ukrainie. Ekspert zwraca uwagę, że partia Janusza Piechocińskiego była ostatnio jedynym ugrupowaniem z głównego nurtu, które używało najbardziej asertywnego języka w stosunku do nowych władz w Kijowie. Ale nie tylko - PSL zawsze się też upominało o uczczenie pamięci Polaków wymordowanych na Wołyniu w 1943 roku. Także rok temu: w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej ludowcy na swojej stronie pisali: "Wydarzenia wołyńskie są dzisiaj określane jako mord lub rzeź. My nazywamy to ludobójstwem - bo tak trzeba to nazywać".

Chwedoruk wskazuje też na czynnik czysto ekonomiczny: - Polska wieś, w tym szczególnie wieś na Mazowszu i ziemi świętokrzyskiej, została najbardziej poszkodowana ograniczeniem eksportu produktów rolnych na wschodni rynek, nie tylko rosyjski, ale i ukraiński, gdzie mamy też do czynienia z czymś na kształt embarga.

Jak zauważa politolog, sukces wyborczy ludowców na Lubelszczyźnie, w Świętokrzyskiem czy na niektórych terenach Mazowsza nie dziwi: - To tereny historycznie im przypisane, tereny Pawlaka, Kalinowskiego i Piechocińskiego. PSL jest silny tam, gdzie był silny PSL-Wyzwolenie w latach 20. XX wieku. Natomiast wielką zagadką tych wyborów są gwałtowne skoki notowań Stronnictwa tam, gdzie się nikt tego nie spodziewał. Przykłady? Opolszczyźna - teren z nadreprezentacją liberalną - PO i mniejszość niemiecka, Kujawsko-Pomorskie - region silnie zurbanizowany, Warmińsko-Mazurskie - bardzo silnie podzielone wewnętrznie, Wielkopolska, gdzie PSL nie był szczególnie potęgą.

Sukces w Gdyni? "To tajemnica mundialu"

- Pozdrawiam serdecznie rolników z Gdyni. Z 800 cztery lata temu zrobiło się ich 8800. Pozdrawiam. Nie sądziliśmy, że jest was tak dużo, szanowni państwo - tak kpił dziś w Radiu Zet Leszek Miller, pytany o sukces ludowców w Gdyni.

O przyroście poparcia dla PSL-u w Gdyni o 1100 proc. pisały media. "Przed czterema laty na ludowców zagłosowało 800 gdynian. W ostatnich wyborach do sejmików zdobyli aż 8800 głosów, co oznacza przyrost poparcia. To imponujący wynik nawet na tle faktu, że w całym województwie partia wprowadziła ponad dwa razy więcej radnych i nie jest to największy przyrost w skali kraju. Np. na Opolszczyźnie PSL ma cztery razy więcej radnych. W PSL tłumaczą, że głosy w Gdyni zgarniał Janusz Kupcewicz, były piłkarz. Tyle że jego popularność jest wątpliwa. W 2006 r. nie dostał się do rady miasta z list PO" - czytamy w "Rzeczpospolitej".

- Gdynia? Tu żadne okoliczności historyczne nie są w stanie wyjaśnić sukcesu PSL-u - ocenia Rafał Chwedoruk. - Po wojnie Gdynia była "czerwona". Potem, gdy nastała demokracja, była miastem przewagi Platformy nad PiS-em i SLD. A Janusz Kupcewicz? Wybitny piłkarz Arki Gdynia z lat 70. rodem z Olsztyna po mundialu w Hiszpanii wyjechał na Zachód, by później wrócić do Lechii Gdańsk, a więc klubu, który - delikatnie mówiąc - nie cieszy się sympatią wśród kibiców z Gdyni. Dlatego trudno w racjonalny sposób wytłumaczyć sukces Kupcewicza, szczególnie wśród społeczności lokalnej, gdzie takie rzeczy są pamiętane. Tak zresztą często bywa, że znani sportowcy nie zawsze odnoszą sukces, np. Maciej Żurawski, kandydat SLD do europarlamentu. Przy okazji sukcesu Kupcewicza można nawiązać do słynnej piosenki z 1982 roku w wykonaniu Bogdana Łazuki. To tajemnica mundialu - podsumowuje politolog.

Co ciekawe, gdyńskiego fenomenu nie był w stanie wytłumaczyć nawet europoseł PSL Jarosław Kalinowski. W radiowej "Trójce" mówił o wyborcach na wsi, a Gdynia ma niemal 250 tys. mieszkańców. - Też się zastanawiam, z czego się bierze, że mamy dużo więcej, niż żeśmy się spodziewali... Dla mnie przyczyna jest jedna: w tych wyborach frekwencja w gminach i małych miasteczkach jest większa niż w dużej aglomeracji - mówił Kalinowski.

Książeczki wyborcze pomogły PSL?

W listopadowych wyborach dostaliśmy karty do głosowania na radnych gminnych, do powiatów i sejmików spięte w formę książeczek. W poprzednich latach nasze głosy oddawaliśmy na dużych kartach. Po wyborczym sukcesie PSL pojawiały się głosy, że książeczki mogły wprowadzać wyborców w błąd i pomóc ludowcom.

Dlaczego? PSL znalazł się na pierwszej stronie książeczek do głosowania, bo jako komitet ogólnopolski wylosował listę z numerem 1. A wyborcy, który powiedziano, że mogą oddać tylko jeden głos, stawiali znaczek na pierwszej stronie, czyli na liście ludowców.

Rafał Chwedoruk uważa, że sprawa książeczek jest nieweryfikowalna, bo nie da się ustalić, w ilu wypadkach były to po prostu pomyłki wyborcze. - Nie ma sensu deliberować nad przyczynami. Ci, którzy wierzą w złe intencje, będą w nie wierzyli. Ci, którzy, wierzą w pomyłkę, będą w nią wierzyli. Trzeba podjąć działania naprawcze na gruncie prawa wyborczego - przede wszystkim technik stosowanych przy wyborach. Trzeba też znaleźć jakąś polityczną ucieczkę do przodu. Ta sytuacja w kraju w środku Europy, w którym nie możemy być pewni co do przejrzystości przebiegu wyborów, nie może trwać wiecznie. Trzeba znaleźć wspólny mianownik, który pogodzi polityczne strony sporu. Na tym powinno przede wszystkim zależeć ludowcom, żeby nikt nie podważał ich sukcesu - mówi politolog.

PKW, odnosząc się do zarzutów formułowanych m.in. przez polityków, że karta do głosowania w formie broszury mogła wprowadzić wyborców w błąd, przypomniała, że karty w takiej formie używane są od 1991 r., a ostatnio w wyborach do europarlamentu.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: