Trzęsienie ziemi w Japonii. "Nie było nikogo, kto by biegł". Relacja mieszkanki Tokio [ALERT24]

- Nie było paniki, wszystko wyglądało zaskakująco spokojnie, w tej chwili władze koncentrują się głównie na akcji ratunkowej - mówi w rozmowie z Alertem24 Mio Araki, mieszkanka Tokio.

Jesteś w Japonii lub ewakuowanych terenach? Wyślij zdjęcia i napisz na Alert24. Można się z nami skontaktować przez formularz na stronie , maila alert24@gazeta.pl, lub na Facebooku

- Kiedy zaczęły się wstrząsy byłam w kawiarni w centrum handlowym w dzielnicy Meguro. Każde trzęsienie ziemi rozpoczyna się silnym i nagłym wstrząsem. W większości przypadków kończy się on po około 10 sekundach, jednak tym razem trwał i wcale nie słabł - opisuje sytuację nasza rozmówczyni.

- Wszyscy klienci kawiarni wyglądali na zewnątrz, starając się dowiedzieć co się dzieje, oszacować stopień zagrożenia - mówi Mio. Jak wyjaśnia, w środku hałasowały naczynia, trzęsły się lampy, a na zewnątrz ludzie szybko zbierali się na placu, gdzie nie byli zagrożeni odłamkami, które mogłyby odrywać się od budynków. - Już wtedy było wiadomo, że to bardzo poważne trzęsienie, nawet bez jakichkolwiek oficjalnych informacji - stwierdza Japonka.

Nie było paniki

- O dziwo, nie było żadnych śladów paniki. Wszyscy których widziałam czy spotkałam, wyglądali na spokojnych - opisuje Mio. - Oczywiście, wszyscy wyglądali na zmartwionych i przestraszonych, ale zachowywali się normalnie - tłumaczy. Jak dodaje, nie widziała nikogo, kto by biegł, krzyczał czy płakał. - Może to dlatego, że japończycy są w jakimś stopniu przyzwyczajeni do trzęsień.

Są korki, podróż do domu trwała pięć godzin, ale nie ma wielu zniszczeń

- Większość budynków i infrastruktury wygląda na nieuszkodzoną - informuje mieszkanka stolicy Japonii. - Sklepy, restauracje, bary, supermarkety działają normalnie - dodaje. Stwierdza, że uszkodzenia dotyczyły tylko drobnych urządzeń - U mnie w biurze spadły na ziemię drukarki, uszkodzone jest parę komputerów, zbiło się parę szklanek w kawiarni, butelka whisky, ale to wszystko - mówi Mio.

- Zatrzymany jest ruch pociągów, większość z nich nie działa do tej pory. To sprawiło, że ludzie zostają w pracy czy śpią na dworcach. Trudno dostać się do domu inaczej niż na piechotę czy na rowerze - opisuje miasto nasza rozmówczyni. Ona ze znajomą z pracy dojechały bardzo zatłoczonym autobusem do stacji metra, gdzie okazało się, że pociągi nie jeżdżą. Po paru minutach prób zatrzymania taksówki, wyruszyły do domu na piechotę. - Zajęło nam to ok. 5 godzin. Na ulicach są potworne korki. Samochody, autobusy czy taksówki w zasadzie się nie przemieszczają - mówi.

Japońskie media skupiają się głównie o północy kraju - terenach, które były bliżej epicentrum trzęsienia i zostały dotknięte przez tsunami. Mówi się o ponad 200 ofiarach w Sendai. Jak donoszą japońskie media, w niektórych miejscach przestały działać wodociągi i sieć elektryczna.

- Służby w tej chwili zajmują się głównie akcją ratowniczą. Nie pojawiły się jeszcze żadne informacje o planowanej odbudowie dróg czy choćby przywróceniu działania pociągów.

Przeczytaj więcej relacji czytelników Alert24

Trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii [ZDJĘCIA]

Więcej o: