Incydenty w czasie ciszy - w kraju, za granicą, w internecie

Na Alert24 dostaliśmy od was masę informacji o łamaniu lub przynajmniej naginaniu ciszy wyborczej. Dostawaliśmy informacje o agitacji poza granicami kraju, w sieci, w kościołach, o dziwnych ulotkach i napisach na murach. Według policji incydentów łamania ciszy wyborczej było ?niewiele?.

- Dziś rano słuchałem radia Warszawa. Osoba, która była na antenie tłumaczyła dlaczego popieranie in vitro jest niewłaściwe i mówiła, że to marszałek Komorowski jest za in vitro - napisał do nas Adam w sobotę.

- W sobotę po południu, w mojej skrzynce na listy znalazła się kartka pocztowa od Jarosława Kaczyńskiego, wyliczająca niedociągnięcia Bronisława Komorowskiego z czasów, gdy był ministrem obrony narodowej - napisał inny Alertowicz.

W niedzielę ok. godz. 14, w Londynie, przed punktem wyborczym, rozdawano za darmo "Gazetę Polską" z naklejką Jarosława Kaczyńskiego. Gazeta ta normalne kosztuje 1,5 funta, a dziś była rozdawana za darmo osobom wchodzącym do budynku, gdzie mieści się punkt wyborczy - napisał w niedzielę Bogusław.

Gazeta i dołączona do niej naklejka fot. Alert24

- "Kominek" złamał ciszę wyborczą swoim wpisem na Twitterze - pisze do nas Marcin. Popularny blogger umieścił na portalu wpis z pytaniem "Obywatelu, czy zagłosowałeś już na Komorowskiego?"

Jeden z kandydatów "antykatolicki"?

Podobnych doniesień otrzymaliśmy dużo. Dotyczyły głównie ulotek, działalności w internecie i bezpośredniej agitacji pod komisjami wyborczymi za granicą. Pojawiło się także kilka głosów o wyrażaniu opinii o kandydatach przez księży z ambon - Ksiądz rozpoczął mszę od informacji o tym, że dziś przed Polską ważne wydarzenie, wybór w wyborach między kandydatami, z których jeden jest katolicki, patriotyczny, a drugim, który jest liberalny, zachodni i antykatolicki - pisał wrocławianin "Ołbin".

Tłumaczył, że ksiądz nie podał, na którego z kandydatów głosować. Zachęcał za to do głosowania - zgodnie z własnym sumieniem, a nie tak jak podsuwają nam różne szmirowate media, takie jak np. "Gazeta Wyborcza" - napisał Alertowicz z Wrocławia.

W komisji wyborczej galeria "Katyń - Smoleńsk"

Według informacji od "ocean" 2 metry przed wejściem do Okręgowej Komisji Wyborczej w Tychach znalazła się tablica z informacjami o Katyniu i katastrofie smoleńskiej z wielkim zdjęciem Lecha Kaczyńskiego. - Nie powinno to wisieć w dniu wyborów u samego wejście do komisji - pisze czytelnik.

Wystawa przed wejściem do komisji wyborczej fot. Alert24

Zagranica i internet - cisza wyborcza to głupota?

Pod ambasadą w Londynie znów ignorowano ciszę wyborczą - pisze Marcin. Pod ambasadą pojawili się mężczyźni z transparentem i plakatami z Bronisławem Komorowskim. Zdjęcie kandydata w błazeńskiej czapce podpisane było "Tyś najpiękniejszy z całej WSI".

Pod ambasadą w Londynie fot. Alert24

Podczas poprzedniej tury wyborów konsul Jakub Zaborowski informował nas, że poza placówką dyplomaci nie mogą interweniować w sprawie łamania ciszy. Poza tym protestujący zachowywali się spokojnie i nie łamali brytyjskiego prawa.

W internecie wręcz kpiono z ciszy wyborczej, jak pisała "Rzeczpospolita" na portalach społecznościowych internauci masowo zmieniali profilowe zdjęcia na zdjęcia kandydatów, których popierali. Na portalach Facebook i Twitter pojawiały się głosy takie, jak "Cisza wyborcza to głupota. Głosujcie na Komorowskiego". Internauci przekazywali także "przecieki" z komisji - O 10 KOmory miały 2 pkt przewagi, ale o 12 KAmerun miał już 54:46 - pisał internauta.

"Tylko świnia i ropucha"

- W podwarszawskim Brwinowie pojawiły się porozklejane ulotki z tekstem: 'Tylko świnia i ropucha odda głos na Komorucha" - pisał w niedzielę K.S. Jak dodawał, ulotki widoczne były jeszcze dziś i to blisko lokali wyborczych.

Incydentów było "niewiele"

Jak powiedział Maciej Karczyński, rzecznik komendy stołecznej policji, odnotowano niewiele incydentów podczas wyborów. Było to głównie zrywanie plakatów wyborczych i wrzucanie ulotek do skrzynek pocztowych. W niedzielę nad bezpieczeństwem głosowania czuwało prawie 30 tysięcy policjantów

Do pięciu lat więzienia grozi mężczyźnie, który wczoraj rozpylił gaz pieprzowy w jednym z lokali wyborczych w Warszawie. Wieczorem stołeczna policja ujęła sprawcę incydentu i jego brata, który również był na miejscu zdarzenia.

Rzecznik komendy stołecznej policji Maciej Karczyński powiedział, że nadal trwają czynności po zatrzymaniu mężczyzn.

Karczyński zaznaczył, że tożsamość sprawców była znana bardzo szybko. Potem policjanci musieli ustalić miejsce przebywania mężczyzn. Noc sprawcy incydentu spędzili już w areszcie - powiedział rzecznik. Dolnośląska policja wciąż poszukuje sprawców zajścia w lokalu wyborczym numer 201 we Wrocławiu. Kilku zamaskowanych mężczyzn zakłóciło głosowanie okrzykami obrażającymi jednego z kandydatów.