Dyrektor tłumaczy: nie więziłem ptaków, bo ich tam nie było

Usunięto kratkę, ale nie uwolniono żadnych ptaków. - Ptaki dostają się do wnętrza stropodachu sobie znanymi drogami i nimi również wychodzą - mówi Dariusz Sitterle, dyrektor Domu Sztuki w Warszawie o akcji ekologów w jego instytucji.

Sprawę opisaliśmy po sygnale od ekologów, którzy poinformowali nas, że gołębie w jednym z budynków instytucji publicznej są uwięzione za kratą

Dariusz Sitterle, dyrektor Domu Sztuki, skontaktował się z nami i wyjaśnił, że otwory zostały osłonięte nową siatką kilka miesięcy temu w listopadzie 2009 roku. - Ptaki, które pojawiają się u wylotów kanałów wentylacyjnych poruszają się wewnątrz stropodachu. Do jego wnętrza dostają się i wydostają się z niego otworami, do których dostęp otworzyły sobie w innych częściach budynku - tłumaczy dyrektor.

Gołębi nagle zrobiło się dużo

Dodaje, że zlecenie odnowienia siatek osłaniających otwory wentylacyjne wynikało z powodów higienicznych. Stropodach Domu Sztuki podczas ostatnich wakacji stał się miejscem, w którym zaczęła przebywać nie notowana wcześniej, ogromna liczba gołębi. Ilość ptasich odchodów zalegających na daszku ochronnym wiszącym obok wejścia do domu kultury, podczas wakacji osiągnęła warstwę kilku centymetrów. - Zapach jaki stamtąd się rozchodził był trudny do zniesienia. Na schodach wejściowych do placówki ilość guana była tak duża, że pomimo spłukiwania wodą i specjalnych wycieraczek ptasie odchody były wnoszone nawet do sal zajęciowych na I piętrze, w których ćwiczą także najmłodsze dzieci - tłumaczy dyrektor.

Panie od ptaków mówią swoje

O tym wszystkim (wraz z propozycją zapoznania się ze stosowną dokumentacją, która znajduje się w siedzibie właściciela i zarządcy budynku) poinformowałem panie, które pojawiły się Domu Sztuki, w tym przedstawiającą się jako ornitolog skarbniczkę Stołecznego Towarzystwa Ochrony Ptaków. - Niestety, moje argumenty nie znalazły zrozumienia u aktywistek STOP, które nadal domagały się otwarcia kratek w celu uwolnienia rzekomo uwięzionego ptaka - mówi Dariusz Sitterle, dyrektor Domu Sztuki - Nie chcąc bezsensownie tracić czasu, zgodę na chwilowe otwarcie kratki wyraziłem dokładnie w kwadrans od pierwszej rozmowy, w obecności strażników miejskich - relacjonuje dyrektor

To wandalizm

- Natomiast kilka godzin oczekiwaliśmy na osoby z drabiną, którą zaoferowały się zorganizować panie ze STOP-u. Wieczorem, przy pomocy długo oczekiwanej drabiny, siatka została odcięta i to zarówno ta założona cztery miesiące temu, jak i siatka sprzed 25 lat! Pomimo otwarcia otworów nie wyfrunął z nich żaden gołąb.

Dyrektor Sitterle uważa, że te działania były aktem wandalizmu. - Ptaki dostają się do wnętrza stropodachu sobie znanymi drogami i nimi również wychodzą - dodaje.

Więcej o: