Agencja wysyła żywego kurczaczka. W paczce. Święta idą

Pracownica jednej z warszawskich firm przeżyła szok, kiedy otworzyła piszczącą przesyłkę od jednego z partnerów biznesowych. W środku był żywy kurczak.

Do kurczaczka jest dołączona instrukcja obsługi - informacja, że trzeba go trzymać w cieple, dawać pić. Jest też napisane, że zwierzę wymaga towarzystwa i nie lubi drapieżników.- Co za absurdalny pomysł. Może na Dzień Dziecka przyślą nam żywe dziecko? - piekli się Alertowiczka.

Kurier, który dziś rano dostarczył przesyłkę do firmy, sam był zdziwiony - kurczak niemiłosiernie piszczał, dziobał pudełko jak oszalały.

Czas życzeń i świąteczna atmosfera udzielają się wszystkim, ale zdaniem Pani, która zaalarmowała Alert24 o sprawie, to lekka przesada.

W pudełku była adnotacja, że można kurczaka oddać. - Pewnie to sposób, żeby ktoś od nas spotkał się z przedstawicielem firmy - domyśla się Alertowiczka.

- Był u nas nawet ktoś od nich i powiedział, że kurczaki wypożyczono z fermy i żebyśmy go oddały. Ale uznałyśmy że to prezent. Kurczak zostaje u nas - mówi nam internautka.

Oryginalną przesyłkę wysłała warszawska agencja interaktywna 180heartbeats. Marcin Gaworski z agencji początkowo zaprzeczył, potem jednak potwierdził.- Wysłaliśmy kurczaki. To inicjatywa osób kontaktujących się z klientami. Zapewniliśmy transportowanemu zwierzęciu dogodne warunki, Zwierzątko miało sianko, w pudełku były otworki, miało czym oddychać. Transport trwał 20-30 minut. Wszystko było zgodnie z prawem - zapewnił radio TOK FM. - Naszym zdaniem nie było w tym nic złego - dodaje.

Zapewnia, że kurczaczki zostaną odebrane z firm, do których trafiły, i wrócą na fermę. - Wysłaliśmy ich 10-12 sztuk. Tylko jednemu klientowi się nie podobało, inni byli zachwyceni - dodaje z rozmowie z Gazeta.pl.

Cezary Wyszyński z fundacji na rzecz zwierząt VIVA tłumaczy, że nie doszło do złamania prawa - Ale bardziej obyczaju, dobrego smaku. Ktoś użył tych kurczaków do lansowania się, potraktował je przedmiotowo - mówi nam. - Małe kurczaczki są kruche, ktoś nawet niespecjalnie może im zrobić krzywdę. Czy ktoś pomyślał, co ma zrobić osoba, dla której ten kurczak jest problemem? - mówi.

Kurczak, który trafił do firmy Alertowiczki, jest teraz w komfortowych warunkach. Siedzi sobie w dużym kartonie w sali konferencyjnej. Dostaje jeść i pić. Jest dogrzewany specjalnymi lampami. Co się z nim stanie? - Jedna z koleżanek zabierze go do rodziny na wieś. Nie pozwolimy, żeby wrócił na fermę - mówi nam Alertowiczka.- U nas jest babskie towarzystwo. Dbamy, żeby było mu u nas wygodnie - zapewnia.

Kiery rozmawiamy przez telefon w tle słychać popiskiwanie. Kurczaczek jeszcze nie ma imienia.

- To głupi pomysł na życzenia świąteczne. Chciałabym, żeby żadna inna firma nie wpadła na podobny. Dla mnie to jest mało kreatywne - dodaje.

Mamy konto na Facebooku. Zostań naszym fanem