Ścigany za śmiertelny wypadek wpadł w USA po 16 latach

Oskarżony o spowodowanie przed 16 laty w Ustce po pijanemu wypadku, w którym zginęły dwie nastolatki, Andrzej P. został zatrzymany w USA i wkrótce sąd podejmie decyzję w sprawie ekstradycji - donosi "Chicago Tribune". O sprawie doniósł nam na Alert24 Kargul.

W lipcu 1994 wówczas 20-letni Andrzej P. prowadził w Ustce Forda Scorpio z uszkodzonymi amortyzatorami i hamulcami. Wraz z nim jechały dwie 17-latki, które zginęły gdy P. nie zapanował nad samochodem na ostrym zakręcie. Z wstrząsem mózgu trafił do szpitala, gdzie w zbadanej krwi wykryto 1.23 promila alkoholu. Następnego dnia zbiegł i aż do listopada 2009 roku pozostawał nieuchwytny - donosi "Chicago Tribune". Co ciekawe, gazeta pisze że lokalna policja nie wpadła na trop mężczyzny sama, a dostała dokładną informację o pobycie 35-latka od polskiej prokuratury. Artykuł nie wyjaśnia w jaki sposób polscy prokuratorzy znaleźli P. w jego domu w Chicago.

Według danych policji stanu Illinois także w USA Polakowi zdarzało się prowadzić na podwójnym gazie. W 1995 został zatrzymany właśnie pod takim zarzutem, na dodatek prowadząc bez prawa jazdy, które otrzymał dopiero rok później.

W styczniu miało miejsce przesłuchanie w tej sprawie, a w najbliższym czasie sąd ma wydać postanowienie w sprawie ekstradycji. Później musi je jeszcze zaakceptować Departament Stanu i mężczyzna może trafić do Polski. Pytanie, czy jego sprawa nie uległa przedawnieniu, rodzi spór na linii prokuratura-prawnik oskarżonego. Według prokuratury sprawa przedawni się dopiero w 2019 roku, bo wówczas minie 10 lat od zatrzymania. Obrońca utrzymuje, że liczy się 10 lat od popełnienia przestępstwa, a co za tym idzie sprawa przedawniła się w 2004 roku.

Więcej o: