Warszawa: Zostałeś pobity? Sprzątnij po sobie!

Na Bemowie doszło do niespotykanego zdarzenia: sfrustrowany hałasami mieszkaniec, napadł na klatce schodowej na sąsiadów. Pobił co najmniej trzy osoby. Jednak zdaniem policji, czyn nie może zostać zakwalifikowany, jako pobicie, a administrator kazał ofiarom zapłacić za ?brudną klatkę?.

- Wczoraj w nocy sfrustrowany mieszkaniec zamkniętego osiedla strzeżonego na warszawskim Bemowie (o pozornie spokojnej nazwie "Osiedle Leśne") napadł na wychodzących z nocnej imprezy gości, raniąc długim metalowym przedmiotem 5 osób (w tym dwie kobiety) - napisał na Alert24 Rafał Sieradzki. - Broczące krwią ofiary wezwały policję - dodał.

"To pobicie, to nie pobicie"

- Faktycznie doszło do takiego zdarzenia, jednak na razie wiemy o pobiciu 3 osób, bo tyle zgłosiło się do nas w tej sprawie - potwierdziła oficer prasowy bemowskiej policji. Policjanci przesłuchali uczestników zdarzenia, jednak nie postawili napastnikowi żadnych zarzutów. - Pozwolili, by agresor spokojnie wrócił do mieszkania - pisze Sieradzki. - Wszystko dlatego, że w świetle Kodeksu Karnego, urazy ofiar były zbyt małe, żeby wszcząć postępowanie z urzędu.

- Teraz biegły dokona oględzin trzech ofiar. Jeżeli dojdzie do wniosku, że były one poważne, sprawą zajmie się sąd. W innym przypadku ofiary same będą musiały zgłosić całą sprawę z powództwa cywilnego - tłumaczą policjanci.

Dodatkowo... cała sprawa nie została zakwalifikowana jako pobicie. Jak tłumaczyła nam pani rzecznik: "żeby mówić tutaj o pobiciu, muszą być co najmniej dwie osoby atakujące". - To prawda. Często się z tym spotykamy. Wszystko wynika z tzw. komentarzy do kodeksu karnego - potwierdza rzecznik prasowy komendy na Żoliborzu Elwira Brzostkowska. Nieoficjalnie policjanci z innej warszawskiej komendy przyznali, że historia "wygląda absurdalnie, ale nie jest to pierwszy taki przypadek".

- Niestety w świetle polskiego prawa, potrzebny jest więcej niż jeden napastnik, żeby mówić o pobiciu - przyznaje oficer dyżurny warszawskiej komendy. - To takie pobicie, co nie jest pobiciem - dodaje.

"Brudna klatka - 250 zł"

Niezwykłą niewrażliwością wykazali się administratorzy strzeżonego osiedla, na którym doszło do całego zdarzenia. - Po napadzie, na klatce schodowej zostały krwawe ślady, które dostrzegli udający się na poranny spacer mieszkańcy budynku - pisze Alertowicz. - Po odtworzeniu moniotoringu z kamer, administrator osiedla postanowił obciążyć "winnych" kosztami za awaryjne sprzątanie klatki (koszt takiego nieprzewidzianego sprzątania wynosi 250 zł) - pisze Sieradzki.

Administracja uznała, że zapłacić powinien... organizator imprezy, której goście zostali pobici. - Na pytanie dlaczego ochrona nie zareagowała widząc na monitorach napad, administrator odpowiedział, że ochroniarze mają prawo do takich "przeoczeń" - czytamy.

Więcej o: