Krokusy w parku nie wytrzymały wielkiego pogrzebu

Wiosenna pogoda zachęca do spacerów. Pan Paweł skorzystał z wolnego dnia i wybrał się we wtorek do parku Grabiszyńskiego we Wrocławiu. Jednak widok zaparkowanych w parku samochodów wprawił go w osłupienie. - Samochody rozjechały park, niszcząc krokusy - zirytował się nasz Czytelnik. Nie wiedział, że właśnie wtedy na sąsiadującym z parkiem cmentarzu odbywał się pogrzeb legendarnego działacza 'Solidarności', na który zjechało ponad tysiąc osób

We wtorek pan Paweł razem ze swoją dziewczyną wybrał się do parku Grabiszyńskiego. I co zobaczył? - Kilkadziesiąt samochodów dosłownie rozjechało park, parkując na alejkach, trawnikach i krokusach! - irytuje się pan Paweł.

Straż miejska jest na "misji"

Pana Pawła bardzo ucieszył widok przechodzących niedaleko cmentarza strażników miejskich. Jak się później okazało, jego radość nie trwała długo.

- Widząc strażników miejskich, podszedłem do nich z prośbą o interwencję. Powtarzaliśmy ignorującej nas skutecznie parze strażników, że powinni zadziałać. Pokazywaliśmy odległe o 50 m dewastowane miejsce, argumentowaliśmy nawet, że to zalegające w parku porzucone stado samochodów to "łup" dla nich wystawiony lepiej niż pojedyncze auta w Rynku. Nic! Strażnicy powiedzieli, że są w trakcie "misji", zabezpieczają pogrzeb i nie mogą nic zrobić. Nie mówili nawet ludziom, że kawałek dalej jest duży parking. Pozostawiwszy odpornych na nasze argumenty funkcjonariuszy, zaczęliśmy obdzwaniać numer alarmowy 986. Dyspozytorka w kółko powtarzała, że strażnicy są w trakcie akcji. Przez 40 minut, mimo kilku telefonu i rozmów ze strażnikami nie udało się załatwić kompletnie nic. Obok krokusów nadal dumnie prężyły się auta - relacjonuje Alertowicz.

Rzeczywiście, byli na akcji

We wtorek o godz. 14, w czasie w którym pan Paweł był na spacerze, na wrocławskim cmentarzu Grabiszyńskim odbył się pogrzeb Piotra Bednarza , legendarnego działacza dolnośląskiej "Solidarności".

Na pogrzeb przyszło ponad tysiąc osób. Wjazd na cmentarz był ograniczony. Za taśmę wpuszczano jedynie rodzinę oraz zaproszonych gości. Na miejscu pracowali funkcjonariusze straży miejskiej oraz policja.

- Owszem, mieliśmy zgłoszenia o rozjeżdżaniu parku - przyznaje rzecznik wrocławskiej straży miejskiej Sławomir Chełchowski. W okolice cmentarza i parku zjechało tyle aut osobowych i autokarów, że nie byliśmy w stanie pilnować wszystkich alejek w parku.

- Czy to znaczy, że rozmiar pogrzebu przerósł straż miejską? - dopytaliśmy.

- Na miejsce wysłaliśmy tyle patroli, ile byśmy w stanie. Przecież nie możemy skierować sił z całego miasta do ochrony jednej imprezy. Uczestnicy pogrzebu byli w większości z Wrocławia i wiedzą, że przy pętli jest parking. Ale parkują tam, gdzie jest im wygodniej, widać to co roku na Wszystkich Świętych - mówi Sławomir Chełchowski.

Więcej o: