Lincz w Warszawie: Policja szuka kilkunastoosobowej bandy

Warszawscy policjanci od wczoraj szukają kilkunastoosobowej bandy, która uzbrojona w kije bejsbolowe w biały dzień skatowała na skrzyżowaniu Nowoursynowskiej i Doliny Służewieckiej dwóch młodych ludzi.

Dziś wszyscy mokotowscy policjanci maja zwracać uwagę na osoby narodowości romskiej i sprawdzać, czy nie wiedzą czegoś o wczorajszym zajściu. Kontynuowane będzie też przesłuchanie rannych mężczyzn.

Do napadu w biały dzień doszło wczoraj na warszawskim Mokotowie . - Stałam za innymi samochodami, chyba jako trzecia. Nagle zobaczyłam jak kilkoro napastników - pięciu, może dziesięciu - katuje kijami bejsbolowymi człowieka. Bili z rozmysłem, celowo i pospiesznie człowieka, który usiłował im uciec. Ze swojego samochodu widziałam unoszące się i opadające kije - opowiadała nam Anna, , która była świadkiem zdarzenia. Napastnicy porzucili leżącą na pasach ofiarę i błyskawicznie uciekli.

Czytaj relację świadka

Relacja swiadka: Głowa ofiary była we krwi

Z tego co udało się ustalić policjantom , doszło do bójki dwóch grup Romów i Rumunów. Według świadków kilkunastoosobowa grupa Romów zaatakowała trzech mężczyzn. Jedna z ofiar poruszała się o kulach. Gdy trójka przechodziła obok skrzyżowania Sikorskiego i Wilanowskiej z pobliskiego parkingu wyszła w ich kierunku grupa napastników. Najpierw do trójki podszedł mężczyzna, który według policji mógł być prowodyrem zajścia. Miał ze sobą kij bejsbolowy, bądź deskę, który wyciągnął z bagażnika samochodu. Następnie rozpoczął awanturę z mężczyzną poruszającym się o kulach. W jego obronie stanął najprawdopodobniej brat. Wówczas - jak opowiadają świadkowie - uzbrojony w kij bejsbolowy mężczyzna zaczął bić całą trójkę. Szybko do bójki włączyło się kilkanaście osób towarzyszących napastnikowi. Dwie osoby zostały ciężko pobite . Policja ustala co z trzecią ofiarą zajścia. Niewykluczone, że przypadkowo znalazła się obok zaatakowanych braci.

Rzecznik Pogotowia Ratunkowego powiedział nam, że zostały pobite dwie osoby narodowości rumuńskiej. Lekarze nie udzielają informacji o stanie zdrowia rannych. - To tajemnica lekarska - tłumaczy rzeczniczka szpitala na Banacha Anna Sukmanowska.

Więcej o: