Trwa dramat mieszkańców południowej Kalifornii

Już ponad ćwierć miliona mieszkańców powiatu i miasta San Diego zostało ewakuowanych z powodu szalejących pożarów. Strażakom jak na razie nie udaje się powstrzymać żywiołu. Od niedzieli ogień strawił już ponad 50 tys. hektarów. Wstępne szacunki mówią, że spaleniu uległo już ponad tysiąc domów, gospodarstw rolnych, ale także luksusowych posiadłości w najbogatszych dzielnicach: Rancho Bernardo i Rancho Santa Fe.

W mieście utworzono dziesiątki punktów, do których trafiają ewakuowani mieszkańcy. Największy zorganizowano na terenie miejscowego stadionu futbolowego. Pod gołym niebem noc spędziło tam ponad 20 tys. ludzi. Ciągle brakuje punktów ewakuacyjnych dla dużych zwierząt, zwłaszcza koni, które wywożone są ze wschodnich, rolniczych części powiatu.

Poprawiła się sytuacja na drogach. Większość autostrad jest już przejezdnych. Władze apelują jednak do mieszkańców, by pozostali w domach. We wtorek zamknięte zostały wszystkie szkoły, uczelnie wyższe i urzędy na terenie miasta. Autobusy szkolne używane są do przewożenia ewakuowanych.

Gubernator Kalifornii Arnold Schwarzeneger, który w poniedziałek przybył do San Diego, zapowiedział wszelką pomoc dla władz miasta i powiatu. Wydał również specjalny rozkaz o przesunięciu 800 osobowej grupy patrolu granicznego do pomocy w ewakuacji. Mimo iż z pożarami walczy ponad sześć tysięcy strażaków, wszyscy liczą na zmianę pogody. Tylko zmniejszenie się siły wiatru może powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia. Niestety porywisty i suchy wiatr ma utrzymać się do końca tygodnia.

Więcej o: