W autobusie zginął bagaż o wartości 5 tys. zł. Pasażerce oddano 700 zł. "Takie rzeczy się zdarzają"

Pasażerka, której bagaż zaginął w autobusie PKS Mława, o 5 rano została bez niczego na dworcu autobusowym w Warszawie. Twierdzi, że kierowcy nie udzielili jej żadnej pomocy.- Potraktowano mnie lekceważąco - mówi. Firma nie komentuje sprawy. - Nie mogę udzielić żadnej informacji - powiedział nam pracownik PKS Mława.

Joannie Amelańczuk, pasażerce autobusu PKS Mława, podczas podróży zaginął wartościowy bagaż. Prawdopodobnie ktoś ukradł go z luku na którymś z przystanków. - Po przyjeździe na dworzec Warszawa Zachodnia podałam kierowcy kwit bagażowy i poprosiłam o wydanie walizki. Mojego bagażu w luku jednak nie było. Na moje pytania kierowcy odpowiadali lekceważąco, że nie mają pojęcia, gdzie jest walizka - relacjonuje pasażerka. - Powiedzieli mi, żebym pojechała teraz do Mławy i tam rozmawiała w siedzibie PKS, bo oni nic nie poradzą na to, że ktoś ukradł bagaż z luku autobusowego - dodaje.

Pasażerka o 5 rano została na warszawskim dworcu autobusowym bez walizki, w której przewoziła rzeczy przygotowane na długi pobyt służbowy w stolicy. - Zostałam w tym, co miałam na sobie: w jednym swetrze, jednej parze bielizny, jednych spodniach i butach. Za to straciłam leki, bieliznę na zmianę, ubrania, buty, ciepłą odzież wierzchnią, eleganckie ubrania (niezbędne podczas służbowego pobytu), kosmetyki, środki higieniczne i opatrunkowe, materiały szkoleniowe i naukowe oraz narzędzia pracy (m.in. laptop) - wymienia. - Kierowcy nie wykazali żadnej chęci pomocy - podkreśla.

"Takie rzeczy się zdarzają. Przecież nie zwolnię kierowców"

Problem został zgłoszony na policję. Tam wartość skradzionych przedmiotów została wyceniona na 5 tysięcy złotych. Z tej kwoty p. Joanna odzyskała zaledwie 700 złotych. Tyle otrzymała od PKS Mława w ramach rekompensaty. - Kierownik nie wziął sobie do serca powagi faktu, że winę za złą sytuację, w jakiej się znalazłam, ponoszą pracownicy PKS Mława. Jedna z odpowiedzi, jaką usłyszałam od kierownika to: "Takie rzeczy się zdarzają, nie pani pierwsza, a moją córkę też okradli. Co mam na to pani poradzić? Przecież nie zwolnię kierowców" - twierdzi pokrzywdzona pasażerka.

Zadzwoniliśmy w tej sprawie do sekretariatu PKS Mława. Od pracownika, który do tej pory zajmował się kontaktem z mediami usłyszeliśmy, że te kompetencje zostały mu odebrane przez prezesa Michała Juchnowskiego. Prezesa w pracy nie było. Dowiedzieliśmy się jednak, że problem jest w firmie znany i zajmują się nim prawnicy. - Została udzielona odpowiedź tej pani. Dalszego etapu rozwoju sytuacji nie znam - powiedział nam pracownik PKS Mława. - Bardzo mi przykro, ale nie mogę informacji udzielać - uciął.

"Wystarczy trochę dobrej woli"

Nie wiadomo, na jakiej podstawie firma uznała, że rekompensata w wysokości 700 złotych będzie wystarczająca. - Dostałam po prostu przelew. Do tej pory nie otrzymałam w tej sprawie żadnego pisma, czy telefonu - mówi Joanna Amelańczuk. - Nic nie wiadomo, a wystarczyłoby trochę dobrej woli - twierdzi.

- Co ja zrobię z tymi 700 złotymi? W Warszawie musiałam pożyczyć pieniądze, żeby po utracie bagażu kupić podstawowe rzeczy. Na szczęście mam w Warszawie rodzinę, która mi pomogła - dodaje rozgoryczona pasażerka.

Więcej o: