Wyrok w sprawie polskiej podróżniczki zatrzymanej w Rosji. Absurdalny

Zatrzymany w poniedziałek na rosyjskiej Czukotce jacht na którym polska podróżniczka, Monika Witkowska odbywała arktyczną ekspedycję został doholowany do portu w Prowideniji. Dziś żeglarze stanęli ponownie przed sądem. Po raz drugi w czasie podróży. Kara jaką otrzymali to... 17 dolarów.

- Wczoraj jacht Anna dotarł do portu w Prowideniji. Dziś ok. godz 9 czasu polskiego załoga stanęła przed miejscowym sądem - taka informacja pojawiła się na stronie ekspedycji polarnej , w której bierze udział Monika Witkowska, polska podróżniczka i Börje Ivarsson ze Szwecji.

Wyrok: absurdalny

- Dostaliśmy wyrok - poinformowała nas Monika Witkowska. - kara wynosi 17 dolarów. Jak mówi, do rozprawy byli bardzo dobrze przygotowani. - Wydrukowaliśmy trasę jachtu i zapisy z przyrządów. Oskarżano nas o ponowne nielegalne wejście na wody Rosji. Kiedy udowodniliśmy, że wcale z nich nie wyszliśmy, zmieniono nam zarzuty na ich nieopuszczenie. W ogóle nie wiedzieliśmy o tym, że mamy je opuszczać. Dziś w ogóle nie odbyła się rozprawa, wyrok otrzymaliśmy w trybie administracyjnym - mówi Witkowska.

Jacht "Anna", którym płynie dwójka podróżników po raz pierwszy został aresztowany 15 sierpnia w porcie w Pevek. Mimo, jak zapewnia podróżniczka, posiadania wszystkich możliwych dokumentów (patronat nad rejsem objął też ambasador Rosji w Polsce) Monikę Witkowską i Börje Ivarssona oskarżono o nielegalne wkroczenie na wody terytorialne Rosji. Po zapłaceniu kary podróżnicy, eskortowani przez rosyjski statek mieli wyruszyć do portu Prowidenija, jednak statek eskorty zniknął, a na morzu rozpętał się sztorm. W poniedziałek podróżnicy zostali zatrzymani po raz kolejny i znów oskarżeni o... nielegalne wkroczenie na wody terytorialne Rosji. Byli holowani przez wojskową jednostkę do oddalonego o 500 km portu Prowidenija. Na pokładzie był z nimi uzbrojony wojskowy.

Witkowska: Sama akcja wojska kosztowała więcej

- Absurdalne jest to, jak niski jest wyrok w stosunku do sił, jakich użyto do ściągnięcia nas - mówi podróżniczka. - Duża wojskowa jednostka holowała nas ponad 500 kilometrów. Na ostatnim odcinku trasy dołączył do eskorty helikopter - opowiada. Dodaje, że podstawiono im także samochód do portu i kupiono jedzenie. - Pogranicznicy byli bardzo mili, wiedzieli, że przepisy są durne, ale wykonywali polecenia - wyjaśnia.

Jak dodaje, podróżnicy otrzymali też, w czasie pierwszej rozprawy, pięcioletni zakaz wstępu na teren Rosji. - Już w czasie drugiej rozprawy pracownicy sądu chcieli nam go skrócić, ale do tego trzeba zezwoleń na szczeblu MSZ - mówi. Stwierdza też, że polski konsulat bardzo im pomógł w trudnej sytuacji.

Bezpośrednio po wydaniu wyroku "Anna" ma natychmiast opuścić wody terytorialne Rosji. - Niestety musimy zmienić planowaną trasę. Teraz płyniemy przez morze Beringa na Alaskę - wyjaśnia Witkowska.

Więcej o: