"Die Welt": Jarosław Kaczyński podgrzewa antyniemieckie nastroje. "Absurdalne tezy"

PiS od dawna posługuje się w polityce antyniemieckimi hasłami, ale obecna kampania przebija wcześniejsze praktyki. Zdaniem "Die Welt" Niemcy nie są bez winy, gdyż wskutek błędów utraciły zaufanie wielu Polaków.

„Przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński rozpowszechnia absurdalne tezy o Niemczech, które mają wywołać skojarzenia z nazistami. Niemcy przedstawiane są jako kraj równie niebezpieczny jak Rosja. Antyniemiecka nagonka trwa od dłuższego czasu, ale tym razem sprawa jest jeszcze gorsza" – pisze Philipp Fritz w korespondencji z Warszawy opublikowanej w niedzielę w „Welt am Sonntag" (WamS).

Zobacz wideo Siemoniak o karze nagany dla Kaczyńskiego: Może jakiś cień refleksji będzie

Autor nawiązał do wystąpienia Kaczyńskiego na spotkaniu z jego zwolennikami tydzień temu w Opolu. Chodzi o twierdzenie, które znalazło się na pierwszych stronach gazet w Polsce, sugerujące, że Polacy są systematycznie dyskryminowani w niemieckich pociągach. Prezes PiS utrzymywał, że polscy eurodeputowani podróżujący Deutsche Bahn zostali wyrzuceni z wagonu pierwszej klasy.

Polacy dyskryminowani w niemieckich pociągach?

„Kaczyński nie przedstawił żadnych dowodów. Nie musiał. Liczy się to, że jego słowa wzbudziły negatywne skojarzenia z napisem „Nur fuer Deutsche" umieszczanym w czasie niemieckiej okupacji na tramwajach, wykluczający Polaków ze środków komunikacji miejskiej i parków. To utrwaliło się w zbiorowej pamięci narodu" – tłumaczy dziennikarz „WamS". Przesłanie, które trafiło po przemówieniu Kaczyńskiego do wielu Polaków, brzmi – „Niemcy nie zmienili się".

Zdaniem Fritza, słów prezesa PiS nie można uznać za odosobniony wybryk. Warszawski korespondent gazety tłumaczy, że w przyszłym roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. PiS ma zaledwie kilka punktów przewagi nad opozycyjnym sojuszem Koalicja Obywatelska. Z powodu wysokiej inflacji i szybujących w górę kosztów ogrzewania „narodowi konserwatyści" – jak w Niemczech określa się PiS – „znajdują się pod silną presją" i dlatego rozpoczęli walkę wyborczą od krzykliwej antyniemieckiej kampanii. „Politycy i przyjazne im media uderzają bez pardonu w zachodnich sąsiadów Polski" – stwierdza Fritz.

Niemcy tak groźne jak Rosja?

Autor zaznacza, że PiS od dawna uprawia antyniemiecką propagandę. „Jednak to, co dzieje się obecnie, znacznie przewyższa kampanie z przeszłości" – ocenił.

Fritz przypomniał, że w połowie września polska telewizja państwowa TVP pokazała fragment przemówienia kanclerza Olafa Scholza. Na Twitterze utrzymywano, że kanclerz „grozi Polsce" i straszy „rewizją granic". A przecież Scholz nic takiego nie powiedział – pisze autor.

Dziennikarz zwraca uwagę, że Niemcy są coraz częściej przedstawiane jako zagrożenie tak groźnie jak Rosja. Nawet czołowi polscy politycy, tacy jak premier Mateusz Morawiecki, nie stronią przed takimi porównaniami. Otwierając przekop na Mierzei Wiślanej Morawiecki powiedział – „Uwalniamy się od zależności od Rosji i Niemiec" – przypomina „WamS". Jego zdaniem roszczenia reparacyjne są elementem tej kampanii.

Fritz zastrzega, że rząd niemiecki też przyczynił się do powstania złej atmosfery. Niemiecka polityka energetyczna oraz niezrozumiała ostrożność w kryzysie ukraińskim zniszczyły sporo zaufania do Niemiec. Nowym zjawiskiem jest według niego krytyka Niemiec ze strony liberalnej opozycji. „Wizerunek Niemiec mocno ucierpiał w polskim społeczeństwie" – podkreślił Fritz.

Jego zdaniem PiS buduje swoją kampanię właśnie na spadku zaufania do Niemiec. „Bez tego partia nie posunęłaby się aż tak daleko. Napięte relacje niemiecko-polskie zapewne jeszcze bardziej się pogorszą, gdyż wybory odbędą się dopiero na jesieni 2023 roku" – pisze w konkluzji Philipp Fritz.

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle".

Więcej o: