"Panika na Kremlu" i "trudny wybór Zachodu". Niemiecka prasa komentuje zapowiedź "referendów"

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" i "Süddeutsche Zeitung" komentują zapowiedź pseudoreferendów na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy. "Przesuwając granice, Putin stawia Zachód przed trudnym wyborem" - komentuje FAZ.

"Kalkulacja, która kryje się za planowanymi 'referendami' na separatystycznych i okupowanych obszarach Ukrainy jest łatwa do przejrzenia: Putin chce zaanektować te terytoria, aby poprzez wyznaczenie nowej granicy państwa zatrzymać udaną kontrofensywę ukraińską. Aby w Kijowie (a także na Zachodzie) każdy to zrozumiał, jego poprzednik Miedwiediew grozi podjęciem 'wszelkich środków samoobrony', a więc użyciem broni atomowej" - pisze w środę "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ).

Jak ocenia gazeta, pośpiech, z jakim "referenda" mają zostać przeprowadzone, sugeruje "panikę na Kremlu". "Najwyraźniej rosyjskie władze nie wierzą już, że w najbliższym czasie zdołają zatrzymać Ukraińców" - czytamy.

Zobacz wideo Komorowski komentuje słowa Tuska o politykach z emblematem "Z" na czole

Zachód przed trudnym wyborem

I dodaje, że nie należy robić sobie złudzeń co do wyniku "głosowań". "Decydującym pytaniem będzie to, jak zareagują Kijów i jego partnerzy. Dotychczas Zachód, przede wszystkim Waszyngton, robił wszystko, by powstrzymać Ukraińców od atakowania rosyjskiego terytorium. To było decydujące kryterium dla dostaw broni, nawet jeśli w niemieckiej dyskusji zostało to ledwie zauważone" - wskazuje "FAZ".

"Przesuwając granice, Putin stawia Zachód przed trudnym wyborem: Pozostanie przy dotychczasowej polityce, byłoby równoznaczne z akceptacją jego zdobyczy terytorialnych, nawet jeżeli nie zostałyby formalnie uznane. Odejście od niej oznaczałoby eskalację, której chce uniknąć nie tylko niemiecki rząd" - konkluduje "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Pierwsze wezwania trafiły do rekrutówMobilizacja wojskowa w Rosji. Pierwsze wezwania trafiły do rezerwistów

Pretekst do eskalacji

Także dziennik "Süddeutsche Zeitung" ocenia, że pośpiech z organizacją "referendów" na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy, które mają być przygotowaniem do aneksji, świadczy o tym, że Kreml jest pod presją. "Jak dotąd najwyraźniej chciał poczekać z tzw. referendami. Raz mówiono, że mogą się one odbyć razem z wyborami regionalnymi w Rosji - które zresztą nie zasługują na to miano. Ale te wybory odbyły się prawie dwa tygodnie temu. Później mówiono o 4 listopada, Dniu Jedności Narodowej w Rosji, jako dacie 'referendów' w Donbasie, ale Kreml nigdy tego nie potwierdził" - zauważa "SZ". Jak dodaje, według jednej z teorii, Putin nie chciał, by "referenda" wyglądały na wymuszone.

"To, że stało się inaczej, pokazuje: na Kremlu przeważyli zwolennicy twardej linii, przynajmniej częściowo. Po niepowodzeniach rosyjskich wojsk zażądali zmiany strategii, większych środków i intensywniejszych walk" - ocenia "Süddeutsche Zeitung".

Port lotniczy Moskwa-SzeremietiewoPutin ogłosił mobilizację. Rosjanie ruszyli po bilety lotnicze w jedną stronę

Dziennik dodaje, że jeżeli Putin ogłosi, iż okupowane terytoria są częścią Rosji, to mógłby uznać ukraińską kontrofensywę za atak na rosyjskie terytorium. "I uzasadnić tym otwartą mobilizację w Rosji oraz użycie jeszcze cięższej broni, gdyby jego przeciwnicy nie zareagowali tak, jak chce tego Putin" - dodaje "SZ".

---

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

 
Więcej o: