Ukraina chce rychłych negocjacji członkowskich z UE. Bruksela szykuje pięć miliardów euro pomocy

Bruksela jest coraz bliższa zgody co do wypłaty kolejnych pięciu miliardów euro pomocy dla Ukrainy. Kijów chce już na początku przyszłego roku rozpocząć rozmowy akcesyjne.
Zobacz wideo W Platformie Obywatelskiej znajdzie się kandydat na ministra finansów?

Ukraiński premier Denys Szmyhal uczestniczył w poniedziałek (5.9.2022) w Brukseli w Radzie Stowarzyszeniowej UE-Ukraina, która działa w ramach unijno-ukraińskiej umowy o stowarzyszeniu i wolnym handlu z 2014 roku. Decyzja ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza o jej niepodpisaniu stała się zapalnikiem dla Euromajdanu, czyli „rewolucji godności", którą Rosja wykorzystała jako pretekst do aneksji Krymu oraz rozpalenia wojny w Donbasie.

– Głównym przesłaniem z dzisiejszego spotkania jest to, że Unia Europejska będzie nadal wspierać Ukrainę niezależnie od tego, jak Rosja będzie nas szantażować. Będziemy udzielać Ukrainie wsparcia politycznego, finansowego, pieniężnego i wojskowego tak długo, jak będzie to potrzebne. I w takim zakresie, w jakim będzie to potrzebne – zapewniał w poniedziałek szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

Szmyhal, jak bodaj każdy przedstawiciel władz Ukrainy w każdych rozmowach z Zachodem, apelował w Brukseli o kolejne dostawy broni, które – poza pomocą dwustronną – UE współfinansuje również ze swej wspólnej kasy. Do Polski – wedle nieoficjalnych informacji – powinno łącznie trafić więcej niż jedna trzecia z ukraińskiej działki w Europejskim Funduszu Pokoju (łącznie 2,5 mld euro).

.Rosja zakręciła kurek z gazem Niemcom, ceny gazu skoczyły o 30 proc.

Bruksela szykuje pięć miliardów

Unia już w maju obiecała Ukrainie dziewięć miliardów euro pomocy makrofinansowej, ale ze względu na spory prawne ma ogromne trudności ze sprawną wypłatą tych pieniędzy. Niemcy, największy darczyńca, przez długie tygodnie były w konflikcie z Komisją Europejską, bo Berlin nalegał na przekazanie Ukrainie bezzwrotnych dotacji, przekonując, że większy dług sparaliżuje gospodarkę bliską bankructwa (taka dotacja byłaby łatwiejsze w świetle niemieckiego prawa budżetowego). Natomiast Bruksela nalegała na zaoferowanie ulgowych pożyczek zaciągniętych na rynkach z wyższymi gwarancjami państw członkowskich na wypadek niewypłacalności Ukrainy, co zapewne wprowadziłoby model pomocy dla kolejnych dziesiątek miliardów w bliskiej przyszłości.

Komisja Europejska w sierpniu – nie rozwiązawszy sporu o formę pomocy - wypłaciła Ukrainie pierwszy miliard. Ale wedle brukselskich przecieków teraz, po kolejnych rokowaniach z państwami UE, jest już gotowa do rychłej wypłaty kolejnych pięciu miliardów w formie tanich pożyczek (o spłacie odroczonej na daleką przyszłość) m.in. na pensje budżetówki i na świadczenia socjalne.

Z kolei premier Szmyhal zapewniał w Brukseli, że Ukraińcy są gotowi podzielić się swym gazem z krajami Unii. – Mamy w magazynach ponad 30 miliardów metrów sześciennych gazu i możemy część z tego zaoferować naszym europejskim partnerom na stworzenie rezerw gazu – powiedział Szmyhal. Zużycie gazu w Polsce w tym roku jest szacowane jest przewidywane na 18 mld metrów sześciennych.

Ukraina wraz z Mołdawią uzyskała w czerwcu status kraju kandydującego do UE, a premier Szmyhal zadeklarował dziś w Brukseli „ambicje, by rozpocząć negocjacje akcesyjnych już pod koniec tego roku albo na początku kolejnego". To byłby kolejny etap w procesie akcesyjnym, który - wedle nieoficjalnych szacunków – może, o ile dobrze pójdzie, zająć kilkanaście lat. Jednak rozpoczęcie rozmów akcesyjnych musi być poprzedzone spełnienieniem siedmiu warunków sformułowanych w czerwcu przez Komisję Europejską. Chodzi m.in. o wzmocnienie reguł antykorupcyjnych i wymierzonych w interesy oligarchów czy też o praworządnościowe reformy w sądownictwie.

Odra (zdjęcie ilustracyjne)Znowu śnięte ryby w Odrze. Niemcy wydali ostrzeżenie, ale alarm szybko odwołano

Nadal gorący temat wiz dla Rosjan

Ukraińcy zapowiadali przed dzisiejszą Radą Stowarzyszeniową, że będą namawiać Unię do kolejnego przemyślenia sprawy wiz dla Rosjan. Jednak na razie Komisja Europejska pracuje głównie nad zawieszeniem umowy UE o ułatwieniach wizowych z Rosją z 2007 roku, co szefowie 27 krajów Unii uzgodnili w zeszłym tygodniu w Pradze, oraz nad zakazem uznawania w UE paszportów wydawanych przez Rosjan w okupowanej części Ukrainy. Unijny szefowie dyplomacji nie zgodzili się bowiem na poważne ograniczenia co do wiz dla rosyjskich turystów pomimo takich apeli ze strony Polski, krajów bałtyckich, Finlandii.

Zawieszenie umowy o ułatwieniach wizowych oznacza, że cena wiz schengeńskich dla Rosjan wzrośnie ponaddwukrotnie do 80 euro, oraz że unijne konsulaty odejdą od standardowego, czyli zaledwie pięciodniowego, czasu rozpatrywania wniosków wizowych. To nie jest duży koszt i utrudnienie dla tych Rosjan, którzy pomimo braku bezpośrednich lotów do UE nadal wybierają się do Europy. Od 24 lutego, czyli od początku obecnej napaści na Ukrainę, do 22 sierpnia do UE wjechało prawie milion Rosjan - głównie drogą lądową, wskutek sankcji wobec linii lotniczych. – Obserwujemy znaczny wzrost liczby przekroczeń granicy z Rosją w sąsiednich państwach, co staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Uznajemy, że te kraje mogą podejmować środki na poziomie krajowym, by ograniczyć wjazd do UE przez swoje granice, choć zawsze w zgodzie z zasadami strefy Schengen – deklarował w zeszłym tygodniu Borrell po obradach w Pradze. W jaki sposób kraje graniczące z Rosją mogą ograniczać wjazd jej obywateli? - To dotyczy zarówno wydawania wiz, jak i przekraczania granicy przez Rosjan z wizami. Zgodnie z zasadami Schengen w pewnych okolicznościach wiza w paszporcie nie wystarcza do przekroczenia granicy – powiedział szef unijnej dyplomacji.

Co najmniej część krajów UE graniczących z Rosją rozważa teraz – wskutek braku ogólnounijnej zgody - wprowadzenie ograniczeń na poziomie krajowym. Reguły strefy Schengen pozwalają na odmowę wjazdu dla posiadacza wizy, jeśli zostanie uznany za zagrożenie dla porządku publicznego, bezpieczeństwa wewnętrznego, zdrowia publicznego lub stosunków międzynarodowych.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: