Przeżyła piekło Azowstalu, teraz opowiada o życiu pod ziemią. "Nie wszyscy dzielili się jedzeniem"

Dwa miesiące bez lekarstw, wystarczającej ilości jedzenia i pod ciągłym ostrzałem. Mieszkanka Mariupola, do której dotarła redakcja Deutsche Welle, opowiada o ewakuacji ze schronu huty Azowstal.

Pani Lidia została ewakuowana z ostrzeliwanej przez rosyjskie wojska huty Azowstal. Nasza rozmówczyni nie chce podać aktualnego miejsca pobytu i prawdziwego imienia. Obawia się o bezpieczeństwo rodziców, którzy są nadal w Mariupolu. Po tym, jak w końcu znalazła się w bezpiecznym miejscu w Ukrainie, wciąż wygląda na zdezorientowaną, przestraszoną i oszołomioną.

Dopiero tydzień po ewakuacji wyraża zgodę na wywiad. Na jej bladej twarzy rysuje się zmęczenie. Strach stale widoczny w jej oczach znika dopiero, gdy opowiada o tym, jak wraz z konwojem ewakuacyjnym dotarła do bezpiecznego schronienia.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Poddanie się obrońców AzowstaluObrońcy Azowstalu w niewoli. Kilkudziesięciu trafiło do aresztu śledczego w Rosji

DW: Jak trafiła pani do zakładów Azowstal i jak długo pani tam przebywała?

Lidia: Pracowałam w hucie i wiedziałam, że były tam specjalnie wyposażone schrony przeciwlotnicze. 6 marca, kiedy ostrzał miasta bardzo się nasilił, postanowiliśmy z mężem schronić się w jednym z fabrycznych schronów. Wiedziałam, że tam będzie bezpieczniej. Zakładaliśmy, że zostaniemy tylko kilka dni, a okazało się, że spędziliśmy tam dwa miesiące.

Ile osób chroniło się w schronach przed ostrzałem?

Trudno powiedzieć, bo w ostatnich kilku tygodniach nikt ich nie liczył. Na początku było nas około 30 osób, ale to się często zmieniało. W pewnym momencie doliczyliśmy się 47 osób, ale ta liczba ciągle ulegała zmianie. Przed ewakuacją po prostu nikt nie potrafił policzyć, ile osób tam było.

Według informacji strony ukraińskiej zakłady Azowstal znajdowały się pod stałym ostrzałem? Czy można było na krótko opuszczać schron?

Początkowo mogliśmy dłużej przebywać na świeżym powietrzu, ale gdy ostrzały się nasiliły, wychodziliśmy tylko po to, by coś ugotować na ognisku. Pod koniec przebywaliśmy już tylko pod ziemią. Gotowaliśmy w jednym z tuneli, które znajduje się w schronie. Od około 20 kwietnia w ogóle nie wychodziliśmy na górę. Przez dwa tygodnie nie byliśmy na zewnątrz.

Skąd otrzymywaliście pożywienie?

W schronie znajdowały się zapasy, które zostały tam specjalnie zgromadzone przez władze zakładu. Ale nie było tego dużo - wystarczyło na kilka dni. Schrony wybudowano w latach 60-tych ubiegłego wieku. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że ludzie będą musieli w nich przebywać przez dłuższy czas. Były tam konserwy, woda, ciastka i mięso z puszki. Rozcieńczaliśmy je i robiliśmy z tego zupę. Na początku ludzie, którzy trafiali do nas w poszukiwaniu schronienia, przynosili jedzenie, koce i ciepłe ubrania. Nie wszyscy jednak dzielili się jedzeniem. Niektórzy jedli pod kocami. Ludzie są różni.

Zobacz wideo Mariupol. Tak przebiegała ewakuacja cywilów z zakładów Azowstal

Jakiej pomocy ukraińskie wojsko udzielało ludziom, którzy tam przebywali? Rosyjska propaganda utrzymuje, że cywile byli tam przetrzymywani siłą.

Nie. Ja i mój mąż kilkakrotnie opuszczaliśmy schron, a następnie wracaliśmy, gdy było to możliwe. Na dłużej musieliśmy w nim zostać, gdy rozpoczęły się ciężkie naloty. Czasami pojawiali się żołnierze i przynosili dzieciom słodycze. Mówili nam, że oczywiście można wychodzić, ale ostrzegali nas także przed masowym bombardowaniem.

Czy w schronie znajdowały się też osoby chore lub ranne? Czy ktoś był im w stanie pomóc?

Rannych nie było. Ale byli ludzie, którzy potrzebowali pomocy medycznej. Sama takiej potrzebowałam. Cierpię na chorobę krwi i potrzebuję codziennych zastrzyków, ale nikt nie mógł mi ich podać. Były też osoby, które codziennie potrzebują insuliny - one również nie dostawały zastrzyków. Jednego mężczyznę bardzo bolała ręka. Potrzebował środków przeciwbólowe, których jednak nie było. Krzyczał z bólu przez całą noc.

Czy zna pani osoby, które dobrowolnie wyjechały do okupowanego przez Rosjan Doniecka? Czy w trakcie ewakuacji wiedziała pani, dokąd zostanie zabrana?

O niczym nie wiedzieliśmy. Nasi żołnierze przyszli do nas i powiedzieli, że mamy pięć minut na spakowanie się i wyjście na zewnątrz, żeby się ewakuować. Ci, którzy mieli już spakowane plecaki, po prostu wstali i wyszli. Nie wiem, kto pojechał do Doniecka albo do Rosji. Kiedy na zewnątrz spotkali nas przedstawiciele ONZ i Czerwonego Krzyża, to powiedzieli nam, że jesteśmy bezpieczni i że nikt nie będzie do nas strzelał. Następnie w trakcie filtracji mogliśmy wybrać miejsce, do którego chcieliśmy wyjechać.

Gdzie dokładnie odbywała się filtracja?

Nie wiem. To działo się w miejscu, w którym nigdy wcześniej nie byłam.

Co działo się podczas filtracji?

(dłuższa cisza, Lidia opuszcza głowę i zamyka oczy)

Nie chcę o tym mówić.

Jak długo trwała podróż z Azowstalu do miejsca ewakuacji?

Nie wiem. Nawet w przybliżeniu nie potrafię tego określić. Wieczorem zabrano nas z Azowstalu, następnie wyjechaliśmy i o północy byliśmy na filtracji. Potem znów długo jechaliśmy.

Kto czekał na panią na miejscu? Czy otrzymała pani pomoc?

Przyjęto nas bardzo dobrze! Dostaliśmy ubrania i nowe buty. Mogliśmy się umyć. Cały czas przychodzili do nas ludzie i przynosili nam jedzenie, środki higieny i inne rzeczy. Nie było absolutnie żadnych problemów. Zostaliśmy zakwaterowani w osobnym pokoju, w którym było wygodnie i można było się dobrze wyspać.

Czy ma już pani nowe miejsce zamieszkania? Czy zamierza pani dokądś wyjechać?

Jeszcze nie wiem. Muszę sobie to jeszcze wszystko poukładać. Ale najpierw chcę odpocząć. To wszystko.

Żołnierze armii rosyjskiej i milicji Donieckiej Republiki Ludowej strzegą obozu, w którym mieszkańcy, którzy opuścili schronienie w Kombinacie Hutniczym Azowstal tymczasowo przebywający w Bezimennem, na terytorium rządzonym przez Doniecką Republikę Ludową, wschodnia Ukraina, piątek, 6 maja 2022 r.Rosjanin opowiada żonie o zabijaniu Ukraińców. "Nie jest mi ich żal"

Materiał pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: