Dlaczego Niemcy nie dają ciężkiej broni Ukrainie? Scholz się wije, ekspert kontruje argumenty

Nie ustaje krytyka kanclerza Olafa Scholza i zarzuty, że opóźnia dostawy ciężkiego uzbrojenia do Ukrainy. Rząd niemiecki wymienił kilka powodów, dla których nie dostarcza Ukrainie ciężkiej broni. Czy są one uzasadnione? DW zapytało o to profesora Carlo Masalę, eksperta ds. obrony i bezpieczeństwa na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium.

Argument pierwszy: "Niemcy biorą przykład z sojuszników". Podwójne przesłanie

Od chwili wybuchu wojny kanclerz Olaf Scholz powtarza to niczym mantrę. Jak mówi, wszystko, co robi, odbywa się w ścisłej współpracy z partnerami z NATO i UE. Na konferencji prasowej we wtorek, 19 kwietnia, zwrócił uwagę, że takie kraje jak Kanada, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone dostarczą Ukrainie taką samą broń jak Niemcy.

Jednak już 21 kwietnia USA zapowiedziały nowy pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 800 mln dolarów (740 mln euro), obejmujący także ciężką artylerię. W rezultacie od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę 24 lutego łączna wartość pomocy USA dla tego kraju wyniesie ponad 3 mld dolarów.

Tymczasem, według danych Federalnego Ministerstwa Gospodarki i Ochrony Klimatu (stan na początek kwietnia), niemieckie wydatki na obronę wojskową Ukrainy wyniosły około 186 mln euro (blisko cztery razy mniej niż ostatnia transza pomocy od USA, a łącznie 15 razy mniej). Środki te zostały wykorzystane głównie na zakupienie ręcznych granatników przeciwpancernych, przenośnych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, karabinów maszynowych, amunicji i sprzętu ochronnego, ale nie broni ciężkiej.

Więcej aktualnych informacji o wojnie w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Profesor Carlo Masala, ekspert ds. obrony i bezpieczeństwa na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium, powiedział, że Scholz z jednej strony przekazuje w ten sposób wiadomość Rosji, a z drugiej strony jest to także sygnał skierowany pod adresem niemieckiego społeczeństwa i macierzystej partii Olafa Scholza, SPD, które intensywnie dyskutują na ten temat.

Zobacz wideo Rosjanie martwią się, że członkowie rodziny na Ukrainie są oszukiwani

- Scholz potrzebuje tych wszystkich ludzi, którzy nie chcą dostarczać Ukrainie ciężkiej broni, ponieważ uważają, że doprowadzi to do eskalacji konfliktu i Niemcy staną się celem działań Rosji - powiedział ekspert w rozmowie z DW.

Choć jest to uzasadniona obawa, trudno ją pogodzić z informacją, że kilka krajów zachodnich, w tym USA, Wielka Brytania i Holandia, dostarczyły Ukrainie ciężką broń, o czym niedawno napisała na Twitterze ukraińska deputowana Lesia Wasylenko.

Także Republika Czeska zgodziła się, jak podano, przekazać Ukrainie kilkadziesiąt radzieckich czołgów T-72 i bojowych wozów piechoty BWP-1. W połowie kwietnia Stany Zjednoczone ogłosiły, że wkrótce wyślą do Ukrainy 11 radzieckich śmigłowców Mi-17, 200 transporterów opancerzonych M113 oraz 90 haubic kalibru 155 mm z zapasem 40 000 pocisków artyleryjskich, które są uważane za broń ciężką.

Francja ogłosiła w ubiegły piątek, że odda Ukrainie do dyspozycji samobieżne haubicoarmaty typu CAESAR (kaliber 155 mm). Także Holandia chce dostarczyć Ukrainie haubice. Informację tę podała w piątek, 22 kwietnia, w Hadze minister obrony Kajsa Ollongren.

Zgodnie z traktatem o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie wszystkie czołgi i pojazdy opancerzone, jak również wszystkie działa kalibru 100 mm i większym, są uznawane za broń ciężką. Do tej kategorii uzbrojenia zalicza się także samoloty i śmigłowce bojowe.

Argument drugi: Bundeswehra jest u kresu możliwości

Niemcy oświadczyły, że nie są w stanie udzielić Ukrainie dalszej pomocy wojskowej, ponieważ nie byłyby przez to w stanie wypełnić swoich zobowiązań sojuszniczych.

- Aby zapewnić zdolność operacyjną naszej armii, potrzebujemy tych systemów uzbrojenia - powiedział w telewizji ZDF zastępca inspektora generalnego Bundeswehry gen. Markus Laubenthal. - Na przykład gąsienicowy bojowy wóz piechoty Marder jest Niemcom potrzebny do realizacji konstytucyjnych zadań niemieckich sił zbrojnych i zobowiązań Niemiec wobec ich partnerów z NATO - podkreślił.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Marder to skomplikowany system uzbrojenia, którego opanowanie wymaga intensywnego szkolenia. Chociaż czas szkolenia można skrócić, jak wyjaśnił gen. Laubenthal, "w dalszym ciągu chodzi o tygodnie, a sprzęt musi zostać należycie przygotowany". Zareagował w ten sposób na uwagi ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrija Melnyka, który jest jednym z najostrzejszych krytyków postępowania Berlina w kwestii udzielania Ukrainie pomocy wojskowej.

- Twierdzenie, że Bundeswehra nie jest w stanie niczego dostarczyć Ukrainie, jest niezrozumiałe - stwierdził niedawno Andrij Melnyk. - Niemieckie siły zbrojne mają do swej dyspozycji około 400 Marderów. Spośród nich około 100 służy do celów szkoleniowych i dlatego mogą być od razu przekazane Ukrainie - dodał.

Profesor Masala uważa, że rząd używa takich argumentów tylko jako pretekstu. - Jeśli obrona terytorium NATO zależy od - powiedzmy - 20 niemieckich czołgów, nie powinniśmy nawet próbować bronić tego terytorium, bo to oznaczałoby katastrofę - powiedział.

Argument trzeci: Czy Ukraińcy potrafią obchodzić się z zachodnią bronią?

Rząd w Berlinie argumentuje również, że ukraińscy żołnierze mogą posługiwać się tylko taką bronią, którą dobrze znają. Obejmuje to także logistykę i jej naprawy z użyciem odpowiednich części zamiennych.

Zdaniem profesora Carlo Masali jest to słuszna obawa. - Co się stanie, jeśli wystąpi jakiś problem techniczny z Marderem? - pyta.

Mimo to uważa on, że przekazanie Marderów Ukrainie ma sens. - Jeśli będą mogli wykorzystać Mardery przez trzy tygodnie, jest to lepsze niż nic. A jeśli któryś z nich się zepsuje, będzie to po prostu pech - mówi.

- W międzyczasie możemy pracować nad łańcuchem dostaw części zamiennych. Więc znowu wygląda mi to na wymówkę, żeby ich nie wysyłać, bo mamy do czynienia z decyzją polityczną, żeby nie wysyłać ciężkiego sprzętu na Ukrainę – konkluduje.

Były generał NATO Hans-Lothar Domroese idzie dalej i odrzuca twierdzenie, że do opanowania wozów bojowych typu Marder potrzebne jest wyjątkowo szerokie szkolenie. - Mówimy o doświadczonych ukraińskich dowódcach, którzy prowadzą działania bojowe od 2014 roku. Nie trzeba im tłumaczyć, co i jak mają robić. Ci z nich, którzy używali radzieckiego wozu BWP-1, mogą zapoznać się z Marderem i nauczyć się nim posługiwać w mniej niż tydzień - zaznaczył w wywiadzie dla rozgłośni WDR.

Argument czwarty. Zamiast ciężkiego sprzętu "damy więcej pieniędzy"

Olaf Scholz powiedział, że Berlin udostępni ponad miliard euro, aby Ukraina mogła sfinansować w ten sposób zakupienie niemieckiego sprzętu wojskowego. Jakiego? Jako przykład kanclerz wymienił broń przeciwpancerną, przenośne wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych i pociski do nich, ale nie wspomniał o czołgach i samolotach, o które prosiła Ukraina.

Dziennik "Bild" podał, że niemieckie koncerny zbrojeniowe początkowo zaoferowały Ukrainie dostarczenie jej ciężkiej broni, takiej jak bojowe wozy piechoty Marder, transportery opancerzone Boxer, czołgi Leopard-2 i haubice samobieżne. Według tabloidu w międzyczasie zostały one jednak usunięte z listy.

- Na tej liście jest trochę ciężkiej broni, ale na pewno nie ma na niej czołgów. Tak więc czołgi wydają się być obecnie czerwoną linią dla rządu niemieckiego. To, czy uda nam się trzymać tej czerwonej linii, zależy oczywiście w dużym stopniu od przebiegu tej wojny w najbliższych tygodniach i miesiącach - uważa ekspert z Monachium.

Niemcy zaczynają zmieniać zdanie? W grę wchodzi uzupełnianie zasobów innych krajów

Krytyka niemieckiej taktyki zwlekania i opóźniania decyzji w sprawie dostaw broni na Ukrainę wydaje się odnosić pewien skutek. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock powiedziała w czwartek 21 kwietnia na konferencji prasowej w Estonii: "Nie ma dla nas żadnych tematów tabu, jeśli chodzi o pojazdy opancerzone i inną broń, której potrzebuje Ukraina". Tę jej wypowiedź uznano za nawiązanie do dyskusji w sprawie ewentualnego dostarczenia Ukrainie bojowych wozów piechoty Marder.

Wyjściem dla Niemiec wydaje się być plan przekazania krajom dostarczającym broń Ukrainie nowego uzbrojenia albo pieniędzy. W praktyce oznacza to dla nich otrzymanie od Niemiec rekompensaty. Ponieważ zapasy niemieckie są rzekomo wyczerpane, wschodnioeuropejskie kraje członkowskie NATO, które nadal posiadają radziecką broń z czasów ich przynależności do Układu Warszawskiego, mogłyby ją dostarczyć Ukrainie, co zresztą miało już miejsce w kilku przypadkach, twierdzi pułkownik w stanie spoczynku Wolfgang Richter, obecny pracownik naukowy Fundacji Nauka i Polityka.

Niemiecka minister obrony potwierdziła w ubiegły czwartek planowaną wymianę informacji z partnerami z NATO i UE. – Mówimy tu o czołgach i bojowych wozach piechoty. Rząd niemiecki prowadzi z nimi rozmowy w tej sprawie, które toczą się teraz bardzo szybko - powiedziała Christine Lambrecht w wywiadzie dla stacji telewizyjnej RTL/n-tv.

Wymiana ze Słowenią jako rozwiązanie

Jedną z opcji, nad którą w tej chwili pracuje niemiecki rząd, jest wymiana sprzętu ze Słowenią. Słowenia, jako partner Niemiec z NATO, mogłaby wysłać na Ukrainę część swoich czołgów T-72 radzieckiej produkcji; w zamian za to Niemcy dostarczyłyby Słowenii Mardery z własnych zapasów.

Prowadzono też negocjacje z Holandią w sprawie innego rozwiązania. - Holandia wyśle samobieżną haubicoarmatę PzH 2000, bardzo nowoczesną niemiecką broń, a my zapewnimy Ukraińcom amunicję do niej i szkolenie, prawdopodobnie w Niemczech - powiedział Carlo Masala.

Takie rozwiązanie mogłoby nieco zmniejszyć naciski na niemiecki rząd i złagodzić krytykę pod jego adresem. Ale, jak od razu zaznaczył ekspert, ten stan rzeczy nie potrwa długo. - Naszym partnerom z Europy Wschodniej kończą się zapasy starej radzieckiej broni. A radzieckie czołgi, które Ukrainie przysłały Polska, Słowacja czy Słowenia, zostaną zniszczone w tej wojnie - stwierdził.

- W Ukrainie także zabraknie tej broni. W pewnej chwili znowu pojawi się zatem pytanie, czy powinniśmy szkolić Ukraińców i dostarczać im nowoczesne zachodnie systemy uzbrojenia podkreślił Masala.

 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: