Opole. Pełnomocnik rządu Niemiec o redukcji godzin niemieckiego: To dyskryminująca decyzja

- Nie omawiałem tej kwestii z kanclerzem Scholzem i mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności - powiedział w Opolu Bernd Fabritius, pełnomocnik rządu RFN ds. przesiedleńców i mniejszości narodowych. Chodzi o redukcję godzin nauczania niemieckiego jako języka mniejszości narodowej w Polsce.
Zobacz wideo Szymon Hołownia komentuje zamieszanie wokół Polskiego Ładu

Bernd Fabritius przyjechał do Opola zaledwie kilka dni po tym, jak w polskim Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie zmniejszające liczbę godzin nauczania języka niemieckiego jako języka mniejszości narodowej z trzech tygodniowo do jednej. Treść rozporządzenia nie pozostawia wątpliwości, że wprowadzone zmiany dotyczą wyłącznie języka niemieckiego.

Fabritius zaznaczył, że 30 lat po podpisaniu między Polską a Niemcami Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy chętnie przyjechałby do Polski po to, by cieszyć się z bilateralnych sukcesów, ale jak stwierdził: "Zostaliśmy niestety zaskoczeni" przez nowe rozporządzenie, które "z punktu widzenia niemieckiego rządu oznacza dyskryminację mniejszości niemieckiej uznanej w Polsce za mniejszość narodową". Wyraził żal, że podjęto tak "dyskryminującą decyzję" bez przeprowadzenia bilateralnych rozmów. Uznał, że wówczas strona niemiecka mogłaby "sprostować błędne przekonania, na których oparta została ta decyzja".

Podobnie o nowych regulacjach wyraził się Bernard Gaida, szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, który ocenił, że nowy przepis tworzy "mniejszości narodowe dwóch kategorii". - Oczekujemy wycofania z obiegu prawnego tej zmiany. Nie wyobrażamy sobie, żeby w państwie demokratycznym taki przepis mógł funkcjonować - stwierdził Gaida, dodając, że do Rady Europy zostało w tej sprawie skierowane zażalenie.

Więcej wiadomości na stronie głównej Gazeta.pl

Posiedzenie SejmuSejm uczcił pamięć "Łupaszki". Część posłów wyszła. "Bezmyślny kult"

"Ktoś nie lubi Niemców"

Opublikowane w ubiegły piątek rozporządzenie ministra edukacji i nauki jest następstwem ograniczenia w ustawie budżetowej części subwencji dla jednostek samorządu terytorialnego. Sejm odrzucił proponowane przez Senat poprawki. Rafał Bartek, szef mniejszości niemieckiej w województwie opolskim, przyznał, że trudno mu uwierzyć w to, co się stało, bo do końca liczył na dialog, który - jak ocenił - teraz jest trudniejszy.

Podczas spotkania z dziennikarzami Bartek podzielił się spostrzeżeniami z własnej rodziny i opowiedział o rozmowach ze swoimi córkami, które są wychowywane dwujęzycznie. - Zawsze mówiłem z wielką dumą i radością, że sam tego nie mogłem doświadczyć, bo wychowywałem się w okresie PRL-u, kiedy język niemiecki był zakazany, a moi rodzice bali się ze mną rozmawiać w tym języku […]. Zawsze mówiłem: wy znacie to tylko z historii […]. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że dożyję momentu, w którym one tego doświadczą - powiedział. Zaznaczył, że nie ma "logicznego uzasadnienia" dla zredukowania godzin nauczania niemieckiego dla jego córek i że dzieje się tak, "bo ktoś nie lubi Niemców". W ten sposób, jak ocenił, odbierane są szanse edukacyjne młodym ludziom i zaapelował do polityków: "Nie róbcie polityki kosztem dzieci".

"Ani jedno euro"

Autorem poprawki do projektu ustawy budżetowej zakładającej zmniejszenie środków na naukę języków mniejszościowych i języka regionalnego w szkołach jest poseł Solidarnej Polski, Janusz Kowalski.

- Nie może być tak, że mniejszość niemiecka ma ćwierć miliarda dotacji, a Polska i Polonia jest dyskryminowana, jest szantażowana przez państwo niemieckie. Nie ma na to zgody - mówił w grudniu w Sejmie, zapowiadając, że 30 milionów złotych zostanie przekazanych na nauczanie języka polskiego w Niemczech. Pochodzący z Opola polityk wielokrotnie podkreślał, że w ten sposób zostanie "przywrócona symetria".

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek ocenił w grudniu ubiegłego roku, że "nie może być dalej tak, że w Polsce płacimy 236 milionów złotych na mniejszość niemiecką i język niemiecki, a w Niemczech, gdzie jest 2,2 miliona Polaków, nie ma ani jednego euro".

Sejm. Zdjęcie ilustracyjneCBOS: Większość Polaków nie sympatyzuje ani z Pisem, ani z opozycją

Edukacja w Niemczech leży w gestii landów

Do słów tych w Opolu odniósł się Bernd Fabritius, argumentując, że jest to błędne uzasadnienie wprowadzonych zmian i tłumacząc jednocześnie, że edukacja w Niemczech leży w gestii landów. - Rząd Niemiec nie finansuje żadnej szkoły, żadnej lekcji matematyki, fizyki, biologii czy niemieckiego. Wszystko, co dotyczy lekcji, jest finansowane przez landy. Są to pieniądze niemieckich podatników, które chętnie przeznaczamy również na to, by zachować tożsamość Polek i Polaków w Niemczech, także poprzez język - mówił pełnomocnik niemieckiego rządu.

Zapewnił też, że wszędzie tam, gdzie Polacy zgłaszają zapotrzebowanie na naukę języka polskiego w Niemczech, landy to umożliwiają. Fabritius wskazał też na różnicę w statusie mniejszości niemieckiej w Polsce, która - jak tłumaczył - jest autochtoniczną ludnością mieszkającą na tych terenach od stuleci a Polonią w Niemczech.

Fabritius ma nadzieję, że Polska "skoryguje" decyzję

W rozmowie z DW pełnomocnik ds. Polonii w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie żyje największa społeczność polska w Niemczech, tłumaczył, że już ponad pięć tysięcy uczniów korzysta z dodatkowych lekcji polskiego jako języka ojczystego (Herkunftssprachlicher Unterricht - HSU). Fabritius podczas swojej wizyty na Śląsku Opolskim mówił o 200 milionach euro, które przeznaczane są na 15 tysięcy uczniów, którzy uczęszczają w lekcjach polskiego w Niemczech, zaznaczając, że kwota ta nie uwzględnia chociażby lekcji polskiego w przedszkolach. Przyznał także, że w ostatnim czasie często jest pytany o to, czy Niemcy "postąpią tak samo" jak Polska i zapewnił: "Nie, nie zrobimy tego. Byłaby to błędna decyzja, jak i błędną jest decyzja podjęta tutaj". Wyraził nadzieję, że zostanie ona skorygowana.

Na razie jednak ustawa budżetowa została przyjęta, a prezydent Andrzej Duda złożył pod nią swój podpis. I choć sprawa wydaje się na tym etapie zamknięta, poseł mniejszości niemieckiej Ryszard Galla zapewnia, że mniejszość niemiecka "nie spocznie". Galla powołał się na wiadomość SMS, którą - jak mówił - otrzymał od Przemysława Czarnka i na to, że do 1 września "jest jeszcze czas na rozmowy". Rozporządzenie ma wejść w życie od nowego roku szkolnego. Z kolei 22 lutego ma się odbyć spotkanie m.in. Przemysława Czarnka, wiceministra spraw zagranicznych Szymona Szynkowskiego vel Sęka, Bernda Fabritiusa i ambasadora RFN w Warszawie, Arndta Freytaga von Loringhovena.

Na pytanie o to, co o obecnej sytuacji sądzi kanclerz Niemiec Olaf Scholz, Fabritius przyznał, że jeszcze z nim o tym nie rozmawiał i wyraził nadzieję, że nie będzie takiej konieczności i że "nieporozumienie to" zostanie wyjaśnione na poziomie ministrów. 

 

Autorka: Magdalena Gwóźdź-Pallokat 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: