Raport dotyczący równouprawnienia płci w Unii Europejskiej. Spadek Polski aż o dziewięć miejsc

Polska piąta od końca pod względem równouprawnienia płci w krajach członkowskich. Gorzej jest w Grecji, Rumunii, Słowenii i na Węgrzech - wynika z przedstawionego raportu Europejskiego Instytutu ds. Równości.
Zobacz wideo Po co była rekonstrukcja rządu? Dziemianowicz-Bąk: Kaczyński uczynił z rządu targowisko

Jak wynika z opublikowanego w czwartek raportu Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE), Polska zdobyła 56,6 na 100 punktów pod względem wskaźnika równouprawnienia płci i zajęła tym samym 23. miejsce wśród krajów członkowskich. To spadek o dziewięć miejsc w rankingu w porównaniu z 2010 rokiem, kiedy to Polska pod względem równości płci plasowała się na pozycji 14. Wynik ten jest też o sporo niższy od średniej unijnej, która wyniosła 68 punktów, gdzie 1 oznacza całkowity brak równości, a 100 - pełne równouprawnienie. - To wciąż niski wynik - oceniają autorzy raportu, którzy zaznaczają, że w porównaniu do ubiegłorocznych badań Unia Europejska jako całość odnotowała zaledwie mikroskopijny, bo wynoszący 0,6 pkt, wzrost wskaźnika równouprawnienia.

- Europa poczyniła jedynie kruche postępy w zakresie równości płci - przyznała dyrektorka EIGE Carlien Scheele.

Najlepiej w Szwecji

W raporcie zauważono spore różnice między wynikami poszczególnych państw. Według badaczy, największym równouprawnieniem cieszą się Szwedki (83,9 pkt), Dunki (77,8 pkt) i Holenderki (75,9 pkt).

Najgorsze wyniki odnotowano natomiast w Grecji (52,5 pkt), na Węgrzech (53,4 pkt), w Rumunii (54,5 pkt) i Słowenii (56 pkt), gdzie sytuacja kobiet w ubiegłym roku jeszcze się pogorszyła. Niemcy w rankingu znalazły się na 10 miejscu, tuż powyżej unijnej średniej.

W ciągu ostatniej dekady najszybszy wzrost w zakresie równouprawnienia odnotowano w Luksemburgu, Malcie i we Włoszech. Najmniejszy - w Czechach, na Węgrzech i w Polsce, gdzie wyniósł on maksymalnie jeden punkt procentowy.

Więcej na temat równouprawnienia przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

MigranciPolska dyplomacja próbuje powstrzymać migrację

Nadal rządzą mężczyźni

Unijny raport analizuje różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami w sześciu kluczowych dziedzinach: pracy, pieniędzy, wiedzy, czyli wykształcenia, władzy i zdrowia. Tegoroczna analiza skupiła się w dużej mierze na sytuacji kobiet i mężczyzn w dziedzinie zdrowia i w obliczu pandemii, która obnażyła wiele problemów w zakresie równouprawnienia. I tak, od lat największe nierówności zauważyć można w dziedzinie władzy, która uzyskała najniższy wynik 55 pkt (Niemcy znalazły się tu powyżej średniej z punktacją 62,8, a Polska znacznie poniżej z wynikiem 31,5 pkt). I mimo że w dziedzinie tej następuje powoli poprawa, to nadal tylko 30 proc. kobiet zasiada w zarządach dużych spółek, mniej niż 1 na 10 obejmuje stanowisko prezesa i tylko jedna trzecia zasiada w parlamentach krajowych.

Pandemia wyraźnie pokazała też dodatkowy problem - to, że chociaż kobiety są nadreprezentowane w sektorze zdrowia i opiekuńczym, gdzie stanowią kolejno ponad 70 proc. i 80 proc. pracowników, to w sytuacjach kryzysowych decyzje nadal podejmują mężczyźni. Tylko jedna na cztery teki w unijnych ministerstwach zdrowia objęta jest przez kobietę.

 

Prace domowe

Jeśli chodzi o zarobki, sytuacja kobiet w UE nieco się poprawiła (82,4 pkt), wciąż jednak zarabiają one średnio 14 proc. mniej niż mężczyźni. Pod tym względem w najlepszej sytuacji są mieszkanki Luksemburga, gdzie równouprawnienie w tym zakresie wynosi ponad 92 pkt, a w najgorszej Bułgarki z wynikiem 64,5 pkt. Niemki są na 9. pozycji (86 pkt), a Polki na 17., co oznacza skok o cztery miejsca w porównaniu z 2010 rokiem, wciąż jednak jest to wynik poniżej średniej UE.

Ponadto w czasie pandemii sytuacja wielu kobiet na rynku pracy pogorszyła się - więcej kobiet niż mężczyzn straciło dochody, bo musiało przejąć bezpłatne obowiązki opiekuńcze, jak nadzorowanie nauki zdalnej dzieci czy opiekę nad starszymi członkami rodziny. Nadal też kobiety częściej poświęcają swój wolny czas na prace domowe. Szacuje się, że średnio 78 proc. pracujących kobiet w UE przeznacza ponad dwie godziny dziennie na obowiązki domowe. To samo robi jedynie 32 proc. mężczyzn, poświęcając jednak mniej czasu, bo półtorej godziny. Statystyki różnią się w zależności od kraju - obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi częściej dzielą się z partnerami Szwedki (90 proc.) i Holenderki (83 proc.) niż Bułgarki i Greczynki (nieco ponad 40 proc.). Niemcy znajdują się tu na 12. pozycji, a Polska na 19.

Piotr MüllerPiotr Müller: "Ewentualne restrykcje będą regionalne". Co z zaszczepionymi?

Mniej dzieci

Raport ujawnił także nierówności w dostępie do usług zdrowotnych, również w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, w tym do środków antykoncepcyjnych. W najlepszej sytuacji pod tym względem są Szwedki, w najgorszej - Rumunki. - Dostęp do dobrej jakościowo opieki zdrowotnej to prawo człowieka, chcemy wspierać kraje członkowskie - powiedziała komisarz UE ds. równości Helena Dalli.

Z danych EIGE wynika, że kobiety stanowiące większość personelu medycznego w czasie pandemii częściej narażone były na ryzyko zakażenia koronawirusem, a także stres związany z nadmiernym obciążeniem pracą. To jednak mężczyźni częściej trafiali do szpitala z powodu zakażenia COVID-19 i to oni częściej umierali. Pandemia wpłynęła również na spadek dzietności, głównie w krajach najbardziej dotkniętych przez kryzys. Największy spadek urodzeń odnotowano w Hiszpanii, gdzie wyniósł on aż 20 proc.- Stres psychologiczny, niepewność ekonomiczna i wzrost liczby bezpłatnych zajęć domowych w przypadku kobiet doprowadziły do tego, że wiele par postanowiło opóźnić decyzję o rodzicielstwie lub zupełnie z niego zrezygnować. Miało to również związek z tym, że podczas pandemii dostęp do usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego został w wielu krajach ograniczony - tłumaczą unijni urzędnicy.

Autorka: Jowita Kiwnik Pargana 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: