Wybory parlamentarne. Niemcy nie wiedzą, na kogo głosować. Rekordowo duża liczba niezdecydowanych

Czterech na dziesięciu niemieckich wyborców nie wie jeszcze, na kogo odda głos w niedzielnych wyborach parlamentarnych - wynika z sondażu.
Zobacz wideo Śmiszek: Negocjowanie z PiS to jest otwieranie puszki Pandory

- W tym roku jest szczególnie ciężko - przyznaje Hardy Wendt. We wcześniejszych wyborach 69-latek z Bonn na zachodzie Niemiec zawsze wiedział, na kogo głosować. - Ale teraz do nikogo nie jestem przekonany - opowiada w rozmowie z DW.

Na którą partię powinien oddać swój głos? Jaki obóz powinien być najsilniejszy w przyszłym Bundestagu? Przecież przedstawiciele narodu w Bundestagu wybiorą też następnego kanclerza. Wendt ma trudności z odpowiedzią na pytanie, którego z trzech kandydatów najsilniejszych partii politycznych na kanclerza uważa za najlepszego następcę Angeli Merkel. Czy powinna nią zostać Annalena Baerbock z Zielonych? Czy Olaf Scholz z socjaldemokratycznej SPD? Czy może Armin Laschet z konserwatywnej CDU? - Żaden z trojga kandydatów mi nie pasuje - mówi Wendt w drodze na zakupy.   

Andrzej Duda w rozmowie z TVN24Duda o próbach uwolnienia Poczobuta i Borys. "Trochę ujawnię kuchnię"

Nowa sytuacja

Wielu Niemców myśli podobnie jak on. Czterech na dziesięciu pytanych, którzy chcą wziąć udział w wyborach, nie wie jeszcze, na którą partię odda głos. Taki był wynik sondażu Instytutu Allensbach na zlecenie gazety "Frankfurter Allgemeine Zeitung" z zeszłego tygodnia. Jeszcze nigdy liczba niezdecydowanych nie była tak duża.

Politolog Thomas Gschwend z Uniwersytetu w Mannheimie nie jest tym zaskoczony. Uważa, że wysoka liczba niezdecydowanych wyborców wynika z "nowej sytuacji", związanej z odejściem Angeli Merkel z funkcji kanclerza Niemiec. - Urzędujący kanclerz nie kandyduje. Mamy trzy zamiast dwóch partii, które ubiegają się o kanclerstwo. I nie jest całkiem jasne, a dokładniej rzecz ujmując - jest całkowicie niejasne, jaką będziemy mieć koalicję - mówi Gschwend w rozmowie z DW. - Dlatego mogę zrozumieć, że trudniej jest się zdecydować - dodaje. On sam dopiero w zeszły weekend wypełnił karty wyborcze do głosowania korespondencyjnego.

Sondażowy rollercoaster

Głównym problemem jest to, że żadna z partii nie proponuje kreatywnych albo nowych rozwiązań starych problemów - ocenia niemiecko-brytyjska historyczka Katja Hoyer. Jej zdaniem w czasie rządów Angeli Merkel nie zajmowano się wieloma kluczowymi tematami, jak jakość życia, koszty systemu opieki społecznej czy mobilność społeczna.  - W dodatku sami kandydaci nie są szczególnie inspirujący, co prowadzi do tego, że wielu wyborców jest niezdecydowanych, bo nie chcą żadnego z nich - dodaje Hoyer.

Od powstania Republiki Federalnej Niemiec w 1949 roku zawsze rywalizowali ze sobą konserwatywny kandydat na kanclerza z chadecji CDU/CSU i socjaldemokrata z SPD. Tylko w 2002 roku było trzech kandydatów na kanclerza, gdy o urząd ten starał się - zresztą bezowocnie - Guido Westerwelle z liberalnej FDP. W starciu sił konserwatywnych i progresywnych FDP była od lat 80. ubiegłego wieku przeważnie w jednym obozie wyborczym z chadecją, a Zieloni stali po stronie SPD. Ten, kto oddawał głos na socjalistyczną Lewicę czy na prawicowopopulistyczną AfD wiedział, że partie te zapewne wylądują w opozycji. 

Ale w 2021 roku dotychczasowe kalkulacje się nie sprawdzają. Trzy partie walczą o Urząd Kanclerski i całkiem możliwe, że żadna z nich nie zdoła utworzyć większości rządzącej tylko z jednym partnerem koalicyjnym. - Każda z tych trzech partii była w pewnym momencie kampanii na pierwszym miejscu w sondażach. To niespotykane - zauważa politolog Thomas Gschwend.  Sondaże odzwierciedlały też niezadowolenie i dezorientację wyborców z powodu kampanii i kandydatów. - Ludzie nie są zadowoleni z treści kampanii. Gdy przyjrzymy się zmianom w sondażach od wiosny, to zobaczymy rollercoaster - dodaje.

Poseł Tadeusz WoźniakKolejne województwa uchylają uchwałę anty-LGBT, a łódzkie walczy

Kontynuacja po Angeli Merkel

Zdaniem politologa poważnym błędem CDU było to, że zakładano, iż Armin Laschet automatycznie uznany zostanie za kandydata, który symbolizuje kontynuację po Angeli Merkel. Chociaż polityka Lascheta w dużej mierze pokrywa się z tą, jaka prowadziła czterokrotna zwyciężczyni wyborów Merkel, to zdaniem wielu obserwatorów jego osobowość kontrastuje ze spokojnym stylem rządzenia polityczki.

Nie każdy, kto popiera obecną kanclerz, jest automatycznie zwolennikiem CDU - mówi Gschwend. Według niego Angeli Merkel udało się zmobilizować więcej głosów, przede wszystkim wśród kobiet.

Jako kandydat, który zapewnia kontynuację, prezentuje się przede wszystkim Olaf Scholz z SPD. Jego partia prowadzi aktualnie w sondażach. - Może i nie jest ekscytujący, ale przynajmniej nie będzie odchodził radykalnie od status quo, które wydaje się stabilne, choć nie idealne - ocenia Katja Hoyer. Jej zdaniem mało prawdopodobne jest, by w sondażach jeszcze zyskał, bo jego partia wciąż jest nielubiana.

Która partia ostatecznie zwycięży? - O nic bym się w tej sprawie nie zakładał - mówi Gschwend. Nawet po wyborach może upłynąć jeszcze sporo czasu, zanim okaże się, kto z kim utworzy koalicję rządzącą. Przynajmniej wyborcy muszą jednak do niedzielnego wieczoru zdecydować się, na kogo oddadzą swój głos.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: