Tydzień po szczycie UE dwóch liderów z koronawirusem. Pojawiają się pytania o środki bezpieczeństwa

Prezydent Francji ma koronawirusa i udał się na kwarantannę. Zakażony jest też premier Słowacji Igor Matowicz. Obaj uczestniczyli w ubiegłym tygodniu w obradach Rady Europejskiej z wszystkimi liderami krajów członkowskich instytucji UE. Nie wiadomo, czy to w Brukseli zakazili się lub zakażali koronawirusem. Ale ta sytuacja pokazuje, jakim problemem jest zarządzanie Unią w czasie epidemii.

Wciąż nie wiadomo dokładnie, gdzie i od kogo prezydent Francji zaraził się koronawirusem. Jego infekcja jest jednak najgorszym z możliwych scenariuszy dla organizatorów grudniowego szczytu w Brukseli, ponieważ mogło do niej dojść właśnie podczas wielogodzinnych obrad na temat unijnego budżetu i wspólnych celów klimatycznych w ubiegły czwartek i piątek.

Zobacz wideo Barbara Nowacka o słabnącej roli Polski na arenie międzynarodowej

Czy w koronakryzysie "dobrze" to "niewystarczająco dobrze"?

Personel Rady Europejskiej od początku pandemii czyni wszystko, co w jego mocy, by nie dopuścić do masowego zarażenia się członków, mocno ograniczonych liczebnie, delegacji przybywających do Brukseli. Sprawdzają, czy noszą maseczki ochronne i zachowują dystans społeczny. Czołowi politycy europejscy mogą zabrać ze sobą tylko pięciu doradców. Stale noszą maseczki, a podanie ręki na powitanie zastąpiono stuknięciem się łokciami.

"Podczas szczytu przestrzegano wszystkich nakazów higienicznych. Nie mamy żadnych informacji, że inni jego uczestnicy albo ich współpracownicy zostali pozytywnie przebadani na koronawirusa", oświadczył rzecznik Rady.

Ale prezydent Macron mógł zarazić wtedy któregoś z polityków, z czego nadal nie zdajemy sobie sprawy. Spotkał się na przykład na rozmowie w cztery oczy z kanclerz Merkel, która jednak zwraca bardzo dużą uwagę na zachowanie dystansu i stale nosi skuteczną maseczkę ochronną FFP2. Urząd Kanclerski poinformował już, że u Angeli Merkel nie stwierdzono obecności koronawirusa i że wysłała prezydentowi Macronowi życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.

Obchody, obiady, spotkania...

Premier Belgii Alexander de Croo i jego portugalski kolega Antonio Costa spotkali się jednak z Macronem podczas jego kwarantanny. Costa, który w styczniu przejmie od kanclerz Merkel przewodnictwo w Radzie Europejskiej, zjadł z Macronem obiad, podczas którego obaj siłą rzeczy musieli zdjąć maseczki.

Także premier Słowacji zaraził się koronawirusem. Igor Matowicz poinformował o tym na Facebooku: "Dziś jestem jednym z was". Opublikował też zdjęcie swojego wyniku testu. 

W gruncie rzeczy wszyscy uczestnicy grudniowego szczytu UE powinni teraz dokładnie przebadać, z kim i kiedy się spotykali oraz ewentualnie ograniczyć swoje spotkania. W praktyce jest to jednak trudne, ponieważ w różnych krajach unijnych obowiązują odmienne przepisy w tej sprawie. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen też była na szczycie w Brukseli, ale jej rzecznik poinformował w czwartek, że w poniedziałek została przebadana na obecność koronawirusa i jest zdrowa.

W poniedziałek 14 grudnia prezydent Macron zaprosił polityków unijnych do Paryża na obchody jubileuszu Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wśród gości był między innymi premier Hiszpanii Pedro Sánchez, który obecnie, podobnie jak przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel z Belgii, przebywa na kwarantannie. W październiku Ursula von der Leyen spotkała się z premier Finlandii Sanną Marin. Wskutek kontaktu z zarażonymi koronawirusem współpracownikami, obie musiały pracować potem w trybie home office. We wrześniu z tego samego powodu przewodniczący Rady Europejskiej Michel musiał przesunąć jeden szczyt UE na później.

Telekonferencje nie rozwiążą wszystkiego

Teoretycznie, rządzący w UE już na wiosnę mogliby ustalić, że ich kontakty przybiorą wyłącznie formę telekonferencji. Okazało się jednak, że podczas takich telekonferencji każdy odczytuje tylko z kartki, co ma do powiedzenia. A ponieważ podczas telekonferencji niemożliwe są spotkania w kuluarach i rozmowy w cztery oczy, bez ich rejestrowania przez kamery, ta zasada nie weszła w życie.

Podczas ubiegłotygodniowego szczytu w Brukseli tylko dlatego udało się uzyskać przełom dotyczący wspólnych celów klimatycznych UE, że unijni premierzy prowadzili wielogodzinne rozmowy z premierem Morawieckim, w których odnieśli się do wysuwanych przez niego życzeń. Po tych rozmowach polski premier zgodził się na kompromis i można było wydać wspólne oświadczenie.

Podobna sytuacja powtórzyła się w sprawie ustalania unijnego budżetu. Dużymi zdolnościami dyplomatycznymi wykazała się tu kanclerz Merkel, która nakłoniła premierów Polski i Węgier do rezygnacji z jego zawetowania. Także w tej sprawie i w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy udało się wypracować kompromis, którego nie uzyskano na szczycie w lipcu, pomimo czterodniowych, intensywnych obrad. Okazuje się, że kompromisy są możliwe tylko wtedy, gdy politycy spotykają się osobiście.

Podobne doświadczenia uzyskano również podczas negocjacji w sprawie brexitu. Dopóki toczyły się wirtualnie, dopóty stały praktycznie w miejscu. Dlatego prowadzący je negocjatorzy, Barnier i Frost, którzy w lecie przeszli przez zarażenie się koronawirusem, zdecydowali się ponownie na rozmowy w cztery oczy. Zwłaszcza w ich końcowej fazie miało to ogromne znaczenie.

Na wprowadzonych podczas pandemii ograniczeniach najwięcej stracili dziennikarze. Od jej początku konferencje prasowe i spotkania w swoim gronie odbywają się tylko zdalnie, co jest dla nich wyjątkowo frustrujące. Rzecznicy rządowi sami wybierają sobie pytania, na które chcą odpowiedzieć, a zadawanie im dodatkowych pytań jest w zasadzie niemożliwe. Dziennikarze nie mogą też swobodnie porozmawiać ze sobą i wymienić się informacjami. Zwłaszcza podczas ważnych spotkań na szczycie dziennikarze mają wrażenie, że zdani są na wyławianie strzępów informacji na Twitterze albo w mediach społecznościowych.

Pandemia zaszkodzi kierowaniu Europą

Jeśli pandemia koronawirusa będzie się rozwijać w dotychczasowym tempie, kierowanie Europą stanie się bardzo utrudnione, a może nawet niemożliwe. Dopiero wtedy, gdy premierzy państw unijnych, ich współpracownicy oraz wysocy urzędnicy ministerialni zostaną zaszczepieni na koronawirusa, sytuacja powoli powróci do normy.

Także przez najbliższe półrocze w UE jest wiele do zrobienia. Gospodarka musi ponownie ruszyć z miejsca, do czego powinien przyczynić się unijny Fundusz Odbudowy, trzeba wypracować nową politykę UE wobec uchodźców i rozwiązać wiele innych, ważnych spraw. Dla UE wielką korzyścią byłoby, gdyby jej politycy mogli ponownie szybko zasiąść przy prawdziwym, a nie tylko wirtualnym, stole obrad.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''.

Więcej o: