Ekspert po pierwszym dniu twardego lockdownu w Niemczech: Potrwa do Wielkanocy

Przewodniczący Światowego Towarzystwa Medycznego Frank Ulrich Montgomery uważa, że twardy lockdown zostanie przedłużony do wczesnej wiosny. Jego zdaniem, obecne obostrzenia podczas świąt są zbyt swobodne.

Przewodniczący Światowego Towarzystwa Medycznego skrytykował rząd RFN oraz kraje związkowe za zbyt daleko posunięte złagodzenie obostrzeń w kontaktach międzyludzkich na czas Bożego Narodzenia. Rozporządzenie, że od 24 do 26 grudnia członkowie jednego gospodarstwa domowego mogą się spotkać przy świątecznym stole z maksymalnie czterema osobami z kręgu najbliższej rodziny (podczas prywatnych spotkań obowiązuje górna granica wynosząca pięć osób z dwóch gospodarstw domowych, z wyjątkiem dzieci do lat 14), jest wynikiem "emocji wiążących się z Bożym Narodzeniem" - powiedział Frank Ulrich Montgomery w rozmowie z SWR Aktuell.

Zrezygnujmy z emocji

Ten, kto świętuje Boże Narodzenie tak, jak zawsze, w towarzystwie wielu osób, bez zachowania odstępu społecznego i bez maski, "podejmuje duże ryzyko, że następnych świąt z tymi ludźmi już nie spędzi". Jak dodał, osobiście zna starsze osoby, które poprosiły swoje rodziny, by nie odwiedzały ich w święta. - Każdy powinien zadać sobie pytanie, czy choć raz nie może zrezygnować z tych świątecznych emocji i kontaktu - podkreślił lekarz.

Przewodniczący Światowego Towarzystwa Medycznego liczy się z tym, że twardy lockdown potrwa dłużej niż do 10 stycznia, jak obecnie zaplanowano. Ogłoszony w ustawie o ochronie przed chorobami zakaźnymi termin jest, według niego, nierealny. W najlepszym razie może stanowić krok pośredni w walce z pandemią.

"Powrót do normalności będzie długi"

Frank Ulrich Montgomery podkreślił, że w obecnej sytuacji niezbędna jest uczciwość: "Musimy powiedzieć ludziom, że nie powrócimy do dawnego życia natychmiast po zakończeniu lockdownu". Powrót do normalności będzie - zdaniem lekarza - długotrwałym procesem, który przeciągnie się do wczesnej wiosny, a różne środki bezpieczeństwa będą stosowane aż do Wielkanocy, czyli do początku kwietnia. Nawet jeśli akcja szczepionkowa rozpocznie się teraz, czyli wcześniej niż zapowiadano, jej efektem będzie "faza, która tylko trochę zacznie przypominać wcześniejsze życie".

Obliczenia modelowe wykazują, że twardy lockdown spowoduje spadek liczby nowych infekcji w skali całego kraju najwcześniej pod koniec stycznia, na poniżej 50 przypadków na 100 tys. mieszkańców w ciągu tygodnia - powiedział przewodniczący Światowego Towarzystwa Medycznego dziennikarzom grupy medialnej Funke. Obywatele Niemiec muszą się jednak przygotować na utrzymujące się restrykcje.

Europejska Agencja Leków (EMA) poinformowała we wtorek, że 21 grudnia odbędzie się jej nadzwyczajne posiedzenie, na którym zostanie przedstawiona opinia na temat zatwierdzenia szczepionki przeciwko koronawirusowi firm Biontech i Pfizer - osiem dni wcześniej niż ostatnio podany termin. Oznacza to, że pierwsze szczepienia w krajach Unii Europejskiej mogą nastąpić jeszcze w tym roku.

"Musimy uniknąć pandemicznego efektu jojo"

W nowym roku polityka poluzowania obostrzeń powinna "być spokojna" - ostrzegł Frank Ulrich Montgomery. Kraj po twardym lockdownie powinien "odtajać powoli". Jeśli stanie się to zbyt szybko, istnieje niebezpieczeństwo szybkiego pojawienia się kolejnej, jeszcze większej fali pandemii, podkreślił przewodniczący Światowego Towarzystwa Medycznego. A to oznacza, że wirus będzie się rozprzestrzeniał silniej i będzie trzeba zastosować jeszcze mocniejsze środki bezpieczeństwa. "Musimy uniknąć pandemicznego efektu jojo", mówił ekspert grupie medialnej Funke.

Twardy lockdown w Niemczech ma potrwać do 10 stycznia, ale na 5 stycznia zaplanowano naradę rządu federalnego oraz krajów związkowych, podczas której ma zostać podjęta decyzja o ewentualnym przedłużeniu restrykcji.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Zobacz wideo Premier: Wygrywamy z epidemią! Epidemiolożka: Nie wygrywamy
Więcej o: