"Nie okazał skruchy", nie miał wątpliwości. Zapadł wyrok w sprawie zabójstwa syna byłego prezydenta Niemiec

W listopadzie 2019 roku podczas publicznego wykładu zginął syn byłego prezydenta Niemiec. Napastnik chciał się zemścić na rodzinie von Weizsaeckerów.

Do tragedii doszło 19 listopada 2019 roku podczas wykładu w prywatnej klinice w Berlinie. 59-letni Fritz von Weizsaecker, syn byłego prezydenta Niemiec, był tam ordynatorem. Podczas publicznego wykładu 57-letni sprawca zajmował miejsce w pierwszym rzędzie, kiedy nagle poderwał się z miejsca i ugodził von Weizsaeckera nożem w szyję.

Obecny wśród publiczności policjant próbował zatrzymać napastnika i został poważnie ranny.

Nie żałował

Podczas procesu napastnik ani razu nie okazał skruchy. Na końcu powiedział: "Klamka zapadła". Z powodu zabójstwa von Weizsaeckera i usiłowania zabójstwa policjanta sąd krajowy w Berlinie skazał go na 12 lat pozbawienia wolności. Ponadto zarządził umieszczenie skazanego w szpitalu psychiatrycznym.

"Mężczyzna działał podstępnie i z niskich pobudek" – uzasadnili sędziowie. Ponieważ sprawca cierpi na zaburzenia psychiczne, które według ekspertyzy znacznie zmniejszyły jego zdolność do kierowania własnym zachowaniem, nie otrzymał kary dożywotniego więzienia.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Zobacz wideo Policjanci z "Archiwum X" doprowadzili do zatrzymania podejrzanego o popełnienie morderstwa sprzed 23 lat.

Zemsta za Wietnam

Niemcy byli wstrząśnięci zabójstwem syna byłego prezydenta Niemiec. Kanclerz Angela Merkel mówiła o "wielkim ciosie dla rodziny von Weizsaeckerów".

Jak ustaliła prokuratura, motywem zabójstwa była nienawiść do rodziny von Weizsaeckerów, a szczególnie do byłego prezydenta Niemiec, Richarda von Weizsaeckera (1984-1994). Sprawca, pracownik centrum logistyki, chciał pomścić ofiary wojny w Wietnamie. Odniósł się w ten sposób do roli, jaką w latach 60. Richard von Weizsaecker odegrał w koncernie chemicznym Boehringer Ingelheim.

Według prokuratury nie było to jednak polityczne morderstwo. - Był to pozbawiony sensu czyn człowieka z niemałymi zaburzeniami psychicznymi - powiedziała prokurator Silke van Sweringen. W rzeczywistości chodziło mu o "wyrwanie się przez to z bagna codzienności".

Prokuratura żądała kary 14 lat więzienia i pobytu w szpitalu psychiatrycznym.

Celem była zemsta

Rozprawa zajęła osiem dni procesowych, podczas których zabójca był zamknięty w pomieszczeniu z kuloodpornej szyby. Kluczowym punktem w procesie była poczytalność oskarżonego.

Już na miejscu zbrodni przyznał się on do winy, nie okazując żadnej skruchy i nie mając żadnych wątpliwości. Twierdził nawet, że jeśli by tego nie zrobił, skończyłby marnie. Ponieważ nie miał dojścia do byłego prezydenta, celem ataku stała się jego rodzina. Jak przyznał, nie uczynił tego z szaleństwa, tylko z politycznego przekonania.

Atak na rodzinę von Weizsaeckera był od 30 lat jego "życiowym celem" - mówił.

Przepełniony nienawiścią

Adwokaci oskarżycieli posiłkowych, w tym siostry zamordowanego Beatrice von Weizsaecker, przyznali, że mężczyzna jest w dalszym ciągu niebezpieczny i przepełniony nienawiścią do rodziny byłego prezydenta.

Podczas rozprawy oskarżony co rusz ingerował w mowy i zakłócał przesłuchanie świadków. Określił siebie jako neurotyka, który zmaga się z natręctwami, byłego nazistę i życiowego bankruta. Uznał jednak, że ekspert od psychiatrii źle zinterpretował jego działanie. Sam skazany twierdził, że nie jest chory.

***

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

(DPA/dom)

Więcej o: