Prezydent Pragi pod ochroną policji. Media: miał być celem rosyjskiego ataku

Czeskie media donoszą o rosyjskim dyplomacie w Czechach, który miał przewozić toksyczną substancję. Pod policyjną ochroną znaleźli się prezydent Pragi Zdenek Hrib i dwóch burmistrzów dzielnicowych. Hrib mówi wręcz o "realnym zagrożeniu".

Prezydent Pragi Zdenek Hrib z partii Piratów już niedługo po objęciu urzędu zadarł z totalitarnymi reżimami. Wiosną 2019 r. chińscy dyplomaci kilkakrotnie wzywali czeskiego samorządowca do powstrzymania się od gestów sympatii wobec Tajwanu i Tybetu. Hrib odmówił. Sprawa przerodziła się w czesko-chińska aferę, która trwa do dziś.

Teraz prezydent czeskiej stolicy i dwóch burmistrzów dzielnicowych Ondrej Kolár i Pavel Novotný otrzymali policyjną ochronę. Wprawdzie nie ze względu na konflikt z Chinami, ale na zagrożenie ze strony Rosji.

"Realne niebezpieczeństwo"

O sprawie doniósł najpierw renomowany czeski tygodnik „Respekt”. Ta informacja odbiła się szerokim echem w całych Czechach. W swoim najnowszym wydaniu tygodnik donosi, że na początku kwietnia na lotnisku w Pradze wylądował rosyjski dyplomata, który miał mieć przy sobie niezwykle toksyczną rycynę. Magazyn powołuje się przy tym na anonimowe źródło w czeskich służbach specjalnych.

W rozmowie z DW Zdenek Hrib potwierdza, że on i jego dwóch kolegów znajdują się pod ochroną policji. Jak zaznaczył, zgodnie z zaleceniami policji nie chce on mówić publicznie o sprawie. – Uważam jednak, że niebezpieczeństwo jest realne – dodał czeski polityk.

Chociaż Hrib i pozostali prascy samorządowcy nie chcą mówić o szczegółach, powód otrzymania ochrony policyjnej jest oczywisty – chodzi o krytyczne gesty wobec władz rosyjskich. 27 lutego, w piątą rocznicę zamordowania liberalnego opozycjonisty i byłego wicepremiera Rosji Borysa Niemcowa, Hrib przemianował plac, przy którym mieści się Ambasada Federacji Rosyjskiej, na "Plac Borysa Niemcowa".

Kontrowersje wokół pomnika

Z kolei na początku kwietnia, burmistrz szóstej dzielnicy Pragi, Ondrej Kolár, nakazał demontaż pomnika sowieckiego marszałka Iwana Koniewa i umieszczenie go w magazynie. Tam poczekać ma na włączenie do ekspozycji nowo powstającego muzeum historycznego.

Koniew jest od lat postacią kontrowersyjną. Z jednej strony uważany jest za wyzwoliciela Pragi spod okupacji hitlerowskiej, z drugiej za odpowiedzialnego za prześladowania tysięcy przeciwników komunistycznej dyktatury. Do tego dochodzi jego przywódcza rola w zdławieniu powstania węgierskiego w 1956 r. W związku z tym na jego pomniku w ostatnich latach wielokrotnie pojawiały się niewybredne napisy.

Kolár chciał położyć temu kres i podjął salomonową decyzję o przeniesieniu pomnika do muzeum.

Usunięcie pomnika wywołało w Rosji wściekłe reakcje. Rosyjski minister spraw zagranicznych określił tę decyzję mianem "oburzającej i cynicznej". Po tym jak rosyjscy nacjonaliści zaatakowali w odwecie czeskie przedstawicielstwa dyplomatyczne w Rosji, MSZ w Pradze wystosowało ostry protest. Z kolei rosyjska ambasada w Pradze zaczęła posługiwać się w dokumentach adresem pocztowym swojego konsulatu, po to, by uniknąć używania nazwy placu Borysa Niemcowa.

Zobacz wideo Złodziej samochodów uciekał ulicami Pragi. Po szaleńczym pościgu złapała go policja

Kampania zastraszania

- Rosja dementuje wprawdzie zamiar zamordowania prezydenta Pragi, jednak zagrożenia nie należy lekceważyć – mówi Jirí Pehe, czeski politolog i wieloletni doradca antykomunistycznego dysydenta i późniejszego prezydenta Czech, Václava Havla.

– Relacje czesko–rosyjskie są pomimo wyraźnie prorosyjskich gestów prezydenta Zemana od dawna złe – ocenia Pehe. Jak dodaje, w rosyjskiej kampanii zastraszania przeciwko czeskim politykom, Rosji chodzi przede wszystkim o własną politykę wewnętrzną. – W końcu Rosjanie dobrze wiedzą, że pomnik Koniewa nie jest pomnikiem wojennym, o których mowa jest czesko-rosyjskim traktacie o przyjaźni i współpracy.

Również politolog Jakub Janda z Europejskiego Centrum Polityki Bezpieczeństwa w Pradze uważa zagrożenie dla samorządowców "za wiarygodne". – Tak agresywnej eskalację w stosunkach bilateralnych, nakręcanej przez Rosję, nie obserwowaliśmy od 30 lat – komentuje Janda. Z powodu działań na wschodniej Ukrainie i zabójstw agentów, którzy przeszli na zachodnią stronę, Janda określa Rosję mianem "państwowego sponsora i organizatora terroryzmu".

Presja kół politycznych i gospodarczych

Czeskie elity są od dłuższego czasu podzielone w kwestii relacji z Rosją i Chinami. Prezydent Miloš Zeman od lat zabiega uniżenie o bliską współpracę czesko-chińską i stara się wkraść w łaski prezydenta Rosji Władimira Putina. Jego niekiedy krytyczne komentarze wobec obu tych państw nic nie zmieniają w tej postawie. Także liberalno-populistyczny szef rządu i miliarder Andrej Babiš jest zwolennikiem pragmatycznych relacji handlowych z Rosją i Chinami.

Z drugiej strony to Chiny stały się przedmiotem permanentnego skandalu w czeskiej polityce, przede wszystkim ze względu na chińskie działania lobbystyczne i szpiegowskie. Widać to na przykładzie prezydenta Pragi, który z umowy o partnerstwie miast Pragi i Pekinu chciał usunąć zapis o "jednych Chinach". Ponieważ Pekin nie chciał się na to zgodzić, Hrib wypowiedział umowę i zawarł w styczniu podobno umowę ze stolicą Tajwanu, Tajpej. Chiny zerwały od tego czasu wszystkie kulturalne relacje ze stolicą Czech.

Zdenek Hrib znalazł się pod silną presją kancelarii prezydenta Czech i wielu wpływowych biznesmenów. Zarzuca się mu niszczenie relacji czesko-chińskich.

Prezydent Pragi nie zamierza się jednak poddawać. – Utożsamiam się z moim krajem, Republiką Czeską, jako krajem demokratycznym – mówi Hrib . – Nawet jeśli ryzykuję przed tym moje życie.

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle"

Więcej o: