Pacjentki zadowolone z usług rolnika-ginekologa?

Śledztwo w sprawie rolnika-ginekologa umorzone. Prokuratura rejonowa Poznań Grunwald była zmuszona je zakończyć, bo nie zgłosił się nikt, kto by kupił tabletki mające wywoływać poronienie. Wszystkie pacjentki zadowolone?

- Mimo wielu apeli prasowych nie zgłosił się nikt, kto by kupił tabletki - mówi prokurator Magdalena Mazur-Prus. To główny powód umorzenia postępowania. Prokurator protestuje nawet przeciwko nazywaniu niedawnego podejrzanego "rolnikiem-ginekologiem". - Nie mówił, że jest lekarzem - prostuje.

O rolniku-ginekologu zrobiło się głośno na początku lutego. Ubrany w fartuch lekarski, ze stetoskopem, w chodakach przesiadywał na korytarzu jednego ze szpitali w Poznaniu. Jego pracownicy byli wyczuleni, bo ktoś ogłaszał się w internecie i umawiał z ciężarnymi właśnie w tym szpitalu.

Wyglądający jak lekarz mężczyzna uciekł, gdy został zauważony. Ktoś zapamiętał numer rejestracyjny samochodu. Rolnik - ginekolog wpadł następnego dnia w Skwierzynie. Znaleziono przy nim stetoskop, fartuch i ponad 200 sztuk tabletek wczesnoporonnych - informowała wtedy policja.

Problem w tym, że lekarstwo, które przy nim znaleziono, miał przepisane przez lekarza. A że przy okazji mogło ono powodować poronienie? To nie dowód.

Wszystkie zarzuty wobec rolnika rozbiły się właśnie o brak poszkodowanych, nawet potencjalnie poszkodowanych. Przez to, że nie zgłosił się nikt, kto kupił od mężczyzny tabletki, nie można mu nic udowodnić. Ani że nimi handlował, ani że narażał życie i zdrowie innych osób, ani że ułatwiał aborcję. Prokuratorzy szukali punktu zaczepienia nawet w prawie farmaceutycznym. Ale okazało się, że tamte przepisy dotyczą tylko leków wprowadzanych pierwszy raz na rynek polski.

W serwisie policyjni.pl także: Po chamsku zaczepiali dziewczynę. Zemściła się...

Więcej o: