Inka już na wolności

Dziś, ok. 8.12, po ośmiu latach więzienia za pomoc w zabójstwie b. ministra sportu Jacka Dębskiego, na wolność wyszła Halina B. zwana Inką. Opuściła więzienie w rocznicę śmierci Dębskiego.

Pod aresztem na warszawskim Grochowie zebrali się dziennikarze, ale nie udało im się sfotografować twarzy Inki. Kobieta, z kapturem naciągniętym na twarz, szybko podeszła do czekającego pod więzieniem mercedesa, w którym siedział jej mąż, Francuz. Od razu wsiadła i odjechali.

"Inka" na wolności!

Przez chwilę znaczącym gestem palca prawej ręki pokazała dziennikarzom, że nie życzy sobie z nimi rozmawiać. W samochodzie Francuz przytrzymał jej głowę nisko, by żaden z fotoreporterów nie mógł zrobić zdjęcia jej twarzy.

Jak podaje TVN24, mają wyjechać - "byle jak najdalej od Polski". Poznała go jeszcze przed zabójstwem Dębskiego, gdy oboje mieli po 21 lat - podobno Francuz zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Pobrali się 5 lat temu w trakcie odsiadywania wyroku. Przyjęła też jego nazwisko. Mężczyzna cały czas wspierał Inkę, odwiedzał ją w więzieniu 2 razy w miesiącu.

Pracownicy służby więziennej relacjonują, że Inka była zdyscyplinowana, nie grypsowała, nie dołączyła się też do żadnej z grup i pracowała w więzieniu. Nie wnioskowała o zwolnienie przedterminowe.

Zabójstwo Dębskiego

11 kwietnia 2001 r., Jeremiasz Barański ps. "Baranina" polecił jej przez telefon komórkowy, by z restauracji Cosa Nostra nad Wisłą w Warszawie wyprowadziła Jacka Dębskiego. Po chwili padł śmiertelny strzał. Wykonawcą wyroku był znany Ince Tadeusz Maziuk ps. "Sasza". Następnego dnia - na polecenie "Baraniny" - Inka zgłosiła się do prokuratury.

W śledztwie ujawniła najpierw, że to "Baranina" był zleceniodawcą zabójstwa. Chciał przejąć 400 tys. dolarów, które z Dębskim mieli na wspólnym koncie. Podejrzewał go o nielojalność, bo były minister sportu zadawał się też z warszawskimi gangsterami. Inka wydała też "cyngla" - czyli "Saszę" - ale dopiero po ponad roku. Obaj po aresztowaniu w celach popełnili tajemnicze samobójstwa. Inka jest jedynym żyjącym współsprawcą zbrodni.

Inka przyznała, że to przez nią Dębski zginął. Powiedziała: "Wyprowadziłam Jacka na strzał". Ale jednocześnie konsekwentnie zaprzeczała, by zrobiła to świadomie, by świadomie pomogła w zbrodni - pisze w "Gazecie Wyborczej" Bogdan Wróblewski.