To miała być ważna rozmowa o Polsce. Niestety. Dostaliśmy najbardziej przygnębiający spektakl tej kampanii

Gospodarka i społeczeństwo, polityka zagraniczna i obronność, ustrój państwa i polityka - to m.in. o tych kwestiach miały rozmawiać dziś Ewa Kopacz i Beata Szydło. I o ile ważne pytania rzeczywiście padły, na większość z nich niestety nie dane nam było usłyszeć konkretnych odpowiedzi.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasPo wielu dniach zapraszania, ustaleń i negocjacji ze sztabami, w trzech telewizjach informacyjnych i najważniejszym programie Telewizji Polskiej mogliśmy obejrzeć na żywo "rozmowę o Polsce".

Problem w tym, że przyjęte zasady nie pozwalały na lepsze poznanie ani kandydatek, ani ich programów. Dlaczego? Dziennikarze nie mogli zadawać kandydatkom dodatkowych pytań ani przerywać ich wypowiedzi. Rola prowadzących ograniczała się więc jedynie do odczytywania pytań i informowania, kiedy skończył się czas na odpowiedź.

Debata Kopacz-Szydło, czyli jak nie odpowiadać na pytania

To właśnie powyższe zasady spowodowały, że obie kandydatki odpowiadały na mało pytań (najczęściej w ogóle), za to chętnie wpadały w dygresje - wracały do kwestii sprzed kilku pytań, wygłaszały nauczone wcześniej monologi i ataki na przeciwnika.

Np. kiedy Ewa Kopacz zapytana o wnioski z afery podsłuchowej zaczęła wytykać Beacie Szydło aferę SKOK-ów. Jakie wnioski premier wyciągnęła z afery, która niemal wywróciła cały rząd RP? Tego się nie dowiedzieliśmy.

Premier i wiceprzewodnicząca PiS wygłaszały też puste frazesy, z których niewiele wynikało. "Ja mam ambitny program naprawy Polski. Polska potrzebuje stabilnego rządu" - to tylko namiastka wiceprezes PiS, której występ można skrócić do hasła: jest źle, za nas będzie dobrze. I tylko widz nie mógł się, dowiedzieć, co to niby za ambitny program ma nam do zaproponowania Beata Szydło.

Oto debata Kopacz-Szydło w pigułce - czyli krótka ściąga, jak nie odpowiadać na pytania.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!