Lądownik ExoMars stracony, wszyscy mówią: Misja to porażka. Ale to nieprawda

Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) udało się wszystko, co najważniejsze. Ale i tak wszyscy mówią o porażce.

W środę europejska misja ExoMars dotarła do Marsa. Udało się najważniejsze z punktu widzenia nauki - wprowadzenie na orbitę satelity TGO. Ale wszystko wskazuje na to, że przepadł lądownik Schiaparelli, który miał upaść na powierzchnię.

Na czwartkowej konferencji prasowej przedstawiciele ESA bardzo starali się nie przyznać tego, co już wczoraj stało się niemal jasne: że lądowanie się nie udało.

Schiaparelli prawidłowo wszedł w atmosferę Marsa i wyhamował większość ze swojej zawrotnej prędkości 21 000 km/h. Przy około 1500 km/h otworzył spadochron i dalej zwalniał. Do tego momentu wszystko szło zgodnie z planem. Potem przyszedł czas na odczepienie spadochronu i uruchomienie silników hamujących - ta procedura odbyła się na wysokości około 1100 metrów.

Nagle silniki przestały działać

I tu zaczyna się robić dziwnie. Spadochron odczepił się, a silniki uruchomiły. Po czym zgasły - zamiast pracować około 50 sekund działały kilka. I w tej chwili satelita zamilkł. Do tej chwili przekazywał pełne dane telemetryczne czyli komplet informacji o tym, co się z nim dzieje, jakie systemy działają itp. Potem? Nic. Zero. Cisza.

Jeszcze w środę liczono na to, że Schiaparelli ocknie się na powierzchni, że być może miał problem z anteną czy elektroniką. Ale kilkanaście godzin milczenia właściwie przesądza sprawę - teoretycznie lądownik może się jeszcze odezwać, ale wszystko wskazuje na to, że z jakiegoś powodu silniki nie wyhamowały pojazdu, który runął z wysokości kilometra na powierzchnię planety. Prawdopodobnie rozbił się kompletnie.

Sukces, który wygląda jak porażka

I w tym momencie można by uznać misję ExoMars za porażkę. Tyle, że tak naprawdę Schiaparelli był mało ważnym jej elementem.

Początkowo plany były ambitne: lądownik miał działać przez przynajmniej rok, badając atmosferę Marsa. Jednak z czasem okazało się, że Rosjanie nie są w stanie dostarczyć paliwa, które miało go zasilać i z misji rocznej została misja kilkudniowa.

Schiaparelliemu i tak baterie miały skończyć się po 2-8 dniach. Tak naprawdę poleciał na Marsa po to, by przetestować system lądowania - właśnie ten, który zawiódł. Tego, jak i dlaczego zawiódł, dowiemy się, jak zapewnił nas dyrektor operacyjny misji, dzięki dokładnej, linia po linii analizie programu lądownika i porównaniu jej z przebiegiem lotu.

W całej misji ważne jest co innego - to satelita TGO, który ma badać metan pojawiający się na Marsie. Będzie zapewne działał latami i dostarczy ogromu ważnych i ciekawych danych. Tyle, że od samego początku ESA "grała” lądownikiem. To on budził największe emocje i o nim mówiło się najwięcej.

Przecież to nie pierwszy raz 

A przecież porażka nie powinna być aż takim zaskoczeniem. W 2003 roku ESA nie udało się posadzić na Marsie lądownika Beagle 2. W 2014 Philae zamiast osiąść na komecie odbił się od niej i spadł gdzieś, gdzie znaleziono go dopiero dwa lata później. Co warto zauważyć obu tym lądownikom towarzyszyły satelity, które świetnie wypełniły swoje zadanie.

Może więc czas zacząć opowiadać nie o tym, co efekciarskie, a o tym co po prostu efektowne i ciekawe? ESA uczy się powoli - misja Rosetta była świetnie przygotowana od strony reklamowej. Film zrobiony przez Tomasza Bagińskiego, koszulki, kubki, konkursy. Było dużo emocji, była zabawa. Przewidziano nawet, że lądowanie może się nie udać i zawczasu przygotowano "zarządzanie ryzykiem”, tłumacząc, że to misja wyjątkowa i trudna.

Tym razem tego zabrakło. Dopiero gdy już było jasne, że Schiaparelli zawiódł, przedstawiciele ESA bardzo starali się podkreślać, że najważniejsze jest to, że udała się reszta. To prawda, ale o tym też trzeba umieć opowiedzieć. Ważne są detale, emocje, promocja. NASA wie o tym od lat. ESA uczy się powoli. 

 

Do Centrum Operacyjnego Europejskiej Agencji Kosmicznej w Darmstadt pojechałem dzięki National Geographic Channel. 13 listopada o 21:30 pokażą oni pierwszą część nowej serii "Mars” - połączenia fabularnej historii z dokumentem. To opowieść o wyprawie załogowej na Czerwoną Planetę w 2033 roku.

 

Zobacz także WIDEO: Rosjanie zbadają życie na Marsie. Czy misja ExoMars zakończy się sukcesem? Są i polskie wątki