Zdjęcia granatnika w KGP. "Owocna wizyta w Ukrainie", "to musi być głośnik"

"Przebijalność stropów betonowych naprawdę imponująca", "Co tam jeden granatnik. Komendant Policji miał dwa (dla ochrony osobistej)", "Zakładamy, że to był wypadek przy 'zabawie bronią' Komendanta Gł. Policji" - to tylko kilka z wielu komentarzy, które pojawiły się w mediach społecznościowych w poniedziałek. Jest to reakcja na publikację przez senatora Krzysztofa Brejzę tajnych fotografii, pokazujących skalę zniszczeń po wybuchu granatnika w Komendzie Głównej Policji.

W poniedziałek Krzysztof Brejza opublikował w mediach społecznościowych zdjęcia, które miały zostać wykonane po wybuchu granatnika w Komendzie Głównej Policji. "Ujawniam najbardziej strzeżoną tajemnicę państwa PiS. Te zdjęcia nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego" - napisał w serwisie X (dawniej Twitter).

Do sprawy odniósł się szybko rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka. - Zdjęcia te nie wnoszą nic nowego, o czym nie było mowy wcześniej i czego nie przekazywano opinii publicznej - przekazał. Tych tłumaczeń nie przyjmują jednak politycy opozycji, eksperci, byli wojskowi i komentatorzy.

Zobacz wideo Gen. Rapacki: Myślę, że gen. Szymczyk chce, żeby wyjaśniono zdarzenie z granatnikiem

 Dziennikarz Gazeta.pl zwrócił uwagę, że na zdjęciach widoczny jest także drugi granatnik. 

"Przebijalność stropów betonowych naprawdę imponująca. I jeszcze drugi granatnik obok. Owocna była ta wizyta w Ukrainie" - napisał na portalu X Maciek Kucharczyk.

Dr hab. nauk o bezpieczeństwie Andrzej Zapałowski również dopatrzył się na zdjęciach dwóch granatników. "Co tam jeden granatnik. Komendant Policji miał dwa (dla ochrony osobistej)" - napisał.

"Granatnik MATADOR. Można z niego bezpiecznie strzelać w ograniczonych przestrzeniach do ścian ceglanych. Zakładamy, że to był wypadek przy "zabawie bronią" Komendanta Gł. Policji. A może po prostu inspektor Szymczyk, pod wpływem irracjonalnego impulsu oddał strzał w podłogę?" - pyta generał Piotr Pytel.

"Jeżeli coś wygląda jak granatnik, strzela jak granatnik i wybucha jak granatnik, to musi być głośnik Bluetooth. #LogikaPolityki" - dodaje Marcin Makowski z "WPROST".

Dziennikarz odniósł się do tłumaczeń gen. Szymczyka, który tłumaczył, że po powrocie do Polski granatniki (rzekomo przerobione na głośniki), zostały zaniesione do KGP. Gdy przyjechał do pracy następnego dnia - przekazał - prezenty leżały na zapleczu przy gabinecie, utrudniając przejście.

Do tych tłumaczeń nawiązał też dziennikarz "Gazety Wyborczej" Bartosz Wieliński:

"Jeśli ktoś nie wiedział, to tak wygląda głośnik. Krzysztof Brejza ujawnił zdjęcia" - napisał.

Wystrzał z granatnika jako "eksplozja jednego z prezentów"

14 grudnia ubiegłego roku o godzinie 7:50 w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem komendanta głównego policji w gmachu KGP doszło do wystrzału z granatnika. Jak napisano w komunikacie resortu spraw wewnętrznych, "eksplodował jeden z prezentów", które gen. Jarosław Szymczyk otrzymał w czasie roboczej wizyty w Ukrainie. Spotkał się wtedy z kierownictwami ukraińskiej policji i służby do spraw sytuacji nadzwyczajnych.

29 grudnia resorty spraw wewnętrznych Polski i Ukrainy wydały wspólny komunikat dotyczący wybuchu granatnika w siedzibie Komendy Głównej Policji. Podkreślono w nim, że "strona ukraińska wysoko sobie ceni i jest głęboko wdzięczna za niezłomne wsparcie polskich kolegów i partnerów". "Właśnie o taki symboliczny przejaw wdzięczności chodziło podczas ostatniej wizyty Komendanta Głównego Policji gen. insp. Jarosława Szymczyka w Kijowie, kiedy wręczono mu prezent pozbawiony wartości bojowej, ale związany ze zbrojną agresją Rosji na Ukrainę" - zaznaczono.

Oprócz lekko rannego i ogłuszonego wystrzałem komendanta głównego policji ranny został także cywilny pracownik ochrony. W budynku KGP uszkodzone zostały sufit i podłoga.

Więcej o: